wywiad

Wini: ważne, by dzieciaki wiedziały, że istnieje coś jeszcze poza zabawą

„Jeśli chociaż jedna osoba na sto zainteresuje się ludźmi na tych koszulkach, ja będę szczęśliwy” – rozmawiamy z Winim o zaskakującej kolekcji ubrań Stoprocent

tekst Paweł Mączewski
12 Październik 2018, 1:34pm

Wszystkie zdjęcia: Mikołaj Maluchnik

Wini, czyli Winicjusz Bartków to człowiek za sterami Stoprocent, marki odzieżowej i muzycznego wydawnictwa. Minęło trochę czasu od ostatniej wizyty Winiego w naszej redakcji, która zakończyła się publikacją o wymownym tytule „Hip-hop to szczochy psa” (polecam cały tekst, żeby zrozumieć kontekst). Byłem ciekaw, jak teraz wygląda jego życie, co myśli o obecnej kondycji hip-hopu oraz co się kryje za Science Non Fiction – kolekcją ubrań Stoprocent, która na przekór panującym trendom promuje coś, co w dzisiejszych czasach szczególnie na to zasługuje.

VICE: Jak wyglądał typowy dzień Winiego 5 lat temu, a jak on wygląda teraz?
Wini: Cholera, chyba jeszcze trochę za mało się zmieniło, tak jak tego bym chciał. Wciąż wstaję dosyć późno, około godziny 10 (czasami nawet po), śniadanie często jem w samochodzie, jadąc do pracy. Chociaż oficjalnie pracuję na pół etatu w biurze, to przez drugie pół znajduję się w sytuacjach, które nawet nie wiem, czy nazwać pracą.

Co masz na myśli?
Praktycznie cały czas rozmawiam z ludźmi przez telefon o interesach; w drodze do biura, przy śniadaniu, w trakcie obiadu, podczas kolacji. Weekendy zazwyczaj mam zajęte w całości, bo pracuję z artystami. Nie potrafię sobie przypomnieć wakacji, w które wyłączyłbym telefon i nie pracował, bo jak już planowałem urlop, to jechałem do miejsc, gdzie sprzedawałem ubrania Stoprocent. Patrząc więc wstecz, mam wrażenie, że wiele się nie zmieniło. No, może oprócz tego, że od dwóch lat nie jem mięsa (nie licząc mięsa podwodnego: ryb i owoców morza).

Dlaczego zrezygnowałeś z jedzenia mięsa (lądowego)?
Uważam masową hodowlę zwierząt za potwornie niemoralną rzecz. Tak naprawdę, to myślałem w ten sposób już od lat, ale potrzebowałem motywacji, by coś z tym zrobić.

Gdzie ją znalazłeś?
Pewnego razu przyjechał do mnie kumpel z Anglii, poszliśmy pić wódkę, a my zawsze do picia jedliśmy mięso, tatarka. Wtedy on przyznał się, że został weganinem. To zrobiło na mnie ogromne wrażenie, bo on zawsze był bezkompromisowym mięsożercą i nigdy bym się nie spodziewał takiego twista. Pomyślałem wtedy, że skoro on potrafił zrobić taki ukłon w stronę świata, to chyba też czas już na mnie. To oczywiście nie znaczy, że ja nie lubię mięsa, ja je uwielbiam – cały czas mam na nie ochotę.

A jak z wiekiem zmieniło się twoje podejście do używek?
Raz po raz robię sobie miesięczne detoksy. Wtedy nic nie zapalę ani nie wypiję, oczyszczam się, bo mój organizm ewidentnie dochodzi do siebie po imprezach znacznie dłużej, niż kiedyś. Inna sprawa, że tak naprawdę ja hulam mniej, niż ludzie sobie to wyobrażają.

Podczas wywiadu dla Noisey Polska powiedziałeś, że zauważasz niepokojącą tendencję, bo do jednej płyty powstaje 10 klipów, niekoniecznie dobrych. Jak więc hip-hop radzi sobie teraz?
Mamy ewidentnie zwyżkową formę, nie tylko w Polsce, ale wszędzie na świecie. Hip-hop nigdy nie był silniejszy, przebił się do mainstreamowych mediów; role się odwróciły, bo to one teraz zabiegają o hip-hop, nie na odwrót. Dla mnie satysfakcja z tego jest tym większa, bo będąc młodym, musiałem się sporo nasłuchać od ludzi, jakie to jest kompletne gówno, śmieszna moda, która zaraz minie i nic nigdy z tego nie będzie, więc teraz mogę im wszystkim powiedzieć: pierdolcie się.

Jak na ciebie działają negatywne komentarzami, hejt w sieci na twój temat?
W dupie to mam! Wszyscy mogą mi życzyć śmierci, śmieje się z tego. Do momentu, aż ktoś nie powie mi tego w twarz, to mam na to wyjebane. Na co dzień ludzie są dla mnie mili, czasami chcą zrobić sobie ze mną zdjęcie. Kiedyś robiliśmy sesje z Redmanem i pamiętam, że powiedział coś, z czym się zgadzam: wszyscy ci „fani” powinni zamknąć mordy i posłuchać muzyki, a jeśli nie chcą jej słuchać, to niech spierdalają. Myślę, że my dzisiaj nie różnimy się tak bardzo od ludzi, którzy żyli 500 lat temu: napędzają nas podobne emocje, miłostki i nienawistki. Różnica polega na tym, że teraz mamy internet, dzięki któremu dokładnie widać, jakimi potrafimy być podłymi małpami.

Natomiast wasza nowa kolekcja ubrań Stoprocent skupia się na ludziach, którzy pchają ten świat do przodu, na naukowcach. Opowiedz mi coś więcej o Science Non Fiction?
Co roku dedykujemy nową kolekcję jakiemuś konkretnemu tematowi. Wcześniej motywem przewodnim był pokój na świecie, kiedy Rosja najechała Ukrainę. Tym razem wątkiem przewodnim jest fakt, że nauka to nie fikcja. Wzięło się to z tego, że ludzie bardzo mocno zwracają uwagę na sportowców, muzyków, aktorów lub innych śmieszków, którzy ich rozbawiają. Często robią z nich swoich idoli, ale mało kto zwraca uwagę na naukowców, a to oni powinni być traktowani jak prawdziwe gwiazdy rocka.

Tyle że w dzisiejszym społeczeństwie widać tendencje świadczące raczej o tym, że ludzie odwracają się od nauki: bagatelizuje się globalne ocieplenie, w Polsce rośnie liczba nieszczepionych dzieci, teologia zostaje w nowym podziale dyscyplin naukowych, ale biotechnologia już nie, a premier naszego kraju zawierza go Czarnej Madonnie.
Jeśli chociaż jedna osoba na sto zainteresuje się ludźmi na tych koszulkach, ja będę szczęśliwy. To jest ważne, by te dzieciaki wiedziały, że istnieje coś jeszcze poza zabawą.

A ty czujesz się lepiej z myślą, że czuwa nad nami Boska Opatrzność?
Jestem absolutnym przeciwnikiem religii, ale nie myl mnie z ateistą, jestem agnostykiem. W przeciwieństwie do wielu polskich katolików ja rzeczywiście znam tę religię i to bardzo dobrze. Będąc jeszcze nastolatkiem, zajmowałem się robieniem zdjęć wszelkich możliwych uroczystości kościelnych: chrzty, śluby, komunie. Jeszcze wcześniej, w niedziele, kiedy moja mama pracowała (robiła zdjęcia), zabierała mnie ze sobą; w ekstremalnych sytuacjach, nawet na trzy msze w ciągu jednego dnia. Wtedy wymyśliłem patent, jak to znieść.

Jaki?
Zacząłem naprawdę słuchać, co mówią księża (co w kościołach robi jakiś ułamek wiernych). A kiedy zacząłem ich słuchać, wtedy przestało mi się to zgadzać. Chociaż wciąż uważam, że postać Jezusa jest świetnym przykładem przewodnika duchowego, tyle że nadstawianie drugiego policzka niestety nawet w dzisiejszych czasach jest utopią. W miejsce przestrzegania dogmatów oczekuję od ludzi czegoś więcej.

Czego?
Kurde, żebyśmy nie byli dla siebie ostatnimi szmaciarzami! Wciąż mamy w sobie potrzebę dominacji, kiedy wcale nie trzeba dominować. Nie uważam, że wszyscy mamy się kochać, ja nie kocham wszystkich ludzi, większości nienawidzę, natomiast staram się ich tolerować i nie być dla nich podłym. Reasumując: próbujmy się nie pozabijać i bądźmy dla siebie okej.

Śledź autora tekstu na jego profilu na Facebooku

By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”. Jesteśmy też na Twitterze i Instagramie.

Czytaj też a VICE: