pytania

Kibol odpowiada na 10 pytań, które zawsze chcieliście zadać

„Raz pękł mi nadgarstek, bo za mocno komuś przywaliłem. A tak na marginesie, kibole z Rosji i Polski są od nas jeszcze gorsi, i to o wiele gorsi”

tekst Nik Afanasjew; tłumaczenie Jan Bogdaniuk
21 Czerwiec 2018, 11:17am

Wszystkie zdjęcia: Hakki Topcu

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE Germany

Jeszcze przed rozpoczęciem Mistrzostw Świata wielu fanów piłki nożnej martwiło się, że prędzej czy później kibole popsują wszystkim zabawę. Wydarzenia po meczu Polska — Senegal (1:2) zdają się potwierdzać ich obawy. Pojawiły się doniesienia o gwałtownych starciach kibiców obu reprezentacji, choć także o tym, jak Senegalczycy posprzątali po sobie trybuny moskiewskiego stadionu. Po rozmowie z *Dennisem nieco lepiej rozumiem, dlaczego niektórzy czują, że mecz bez bójki to mecz stracony. Dennis jest dumnym fanatykiem i kibicem Dynamo Dresden, drugoligowej drużyny ze wschodnich Niemiec. „To nie tak, że ja uważam, że to fajnie krzywdzić ludzi” — powiedział mi. „Po prostu jara mnie walka”.

Jak twierdzi, jego ojciec jest dumny z synowskiego „hobby”, ale dodaje, że mamie nie mówi o tym, jak bardzo lubi zorganizowane bójki na łonie natury, gdzie spotyka się z innymi zapalonymi miłośnikami walki na pięści.

Według niemieckiej policji, w kraju jest ok. 3,6 tys. kibiców, których oficjalnie przypisano do kategorii „agresywnych fanów”, a kolejne tysiące uważa się za „skłonnych do przemocy”. Rozmawiałem z Dennisem, żeby dowiedzieć się, dlaczego tak bardzo uwielbia walkę, jakich obrażeń doznał podczas ustawek i czy uważa się za zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego.


OBEJRZYJ: Wikingowie, którzy powstrzymali Messiego: jak Islandia została piłkarską potęgą


VICE: Czy chodzisz na mecze tylko po to, żeby się bić?
Dennis: Nie, chodzę, żeby kibicować Dynamo. Teraz nie bijemy się już tak często na stadionach. Będzie ze 20 lat, od kiedy ktoś się porządnie tłukł na trybunach. Wtedy właściciele klubów zachęcali kibiców, żeby byli agresywni. Dawali nam piwo za darmo w przerwie, a po ostatnim gwizdku robiło się naprawdę gorąco. Dziś już tak nie ma, policja za bardzo nas pilnuje.

Prawdziwa walka zaczyna się poza stadionem, czasem na jakiejś łące albo w lesie. Zwykle trwa tylko kilka minut, ale masz wrażenie, jakby ciągnęły się w nieskończoność. W Niemczech i w większości Zachodniej Europy chuligani to część futbolowej tradycji. Na wschodzie są też fanatycy hokeja, koszykówki, a czasem nawet water polo.

Opowiedz mi o najgorszych obrażeniach, jakie komukolwiek zadałeś.
Bo ja wiem? Nie obchodzi mnie za bardzo, co się dzieje z moim przeciwnikiem. Po wszystkim nie wysyłam kartek z życzeniami powrotu do zdrowia. Kiedyś słyszałem, że typ, któremu przywaliłem, miał szczękę złamaną w dwóch miejscach, ale nie wiem, czy to najgorsza rzecz, jaką komukolwiek zrobiłem. Jak tylko ktoś wyląduje na ziemi i już się nie rusza, zostawiam go w spokoju. Takie już mamy zasady, że dalej nie wolno się bić.

Czy ktoś kiedyś zginął podczas ustawki?
Sam nic takiego nie widziałem, ale znam paru takich, co skończyli na wózku. Jak o mnie chodzi, to miałem parę złamanych kości. Raz pękł mi nadgarstek, bo za mocno komuś przywaliłem. A tak na marginesie, kibole z Rosji i Polski są od nas jeszcze gorsi, i to o wiele gorsi.


By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”


Jak organizujecie walki?
Każda grupa ma dowódcę, który dogaduje się z innymi dowódcami, żeby zrobić ustawkę. Ale nigdy przez telefon. W Niemczech mnóstwo kibiców ma założone podsłuchy. Dowódcy spotykają się twarzą w twarz, żeby zaplanować, gdzie będziemy się bić i ilu będzie nas po każdej stronie. Zwykle idzie nas od dziesięciu do dwudziestu. Dowódcy ustalają też inne rzeczy. Na przykład, że nikt nie wniesie żadnej broni ani dociążonych rękawic. Zawsze zakładam ochraniacz [na krocze — przyp. red.], a przed walką przez trzy dni nie piję alkoholu i dużo odpoczywam, żeby się przygotować.

Czy chuligani robią się z czasem głupsi od tych wszystkich walk?
Gdy idę na następny mecz to zupełnie jakby… Chwila, co to za debilne pytanie? Co to ma być, jakaś prowokacja?

Czy stanowisz zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego?
Może. Ale myślę, że w życiu trzeba mieć równowagę. Na co dzień nie szukam guza, ale jak ktoś mnie sprowokuje na ulicy, to sam się przecież prosi.

Dlaczego nie poszukasz sobie bardziej produktywnego hobby?

Dla każdego coś miłego, co nie? Niektórzy lubią strzelać do nosorożców w Afryce, a ja lubię komuś spuścić łomot. Zresztą mam też inne, bardziej relaksujące zajęcia. Na przykład lubię włoskie jedzenie.

Czy wszyscy fanatyczni kibice należą do skrajnej prawicy?
Ja sam nie jestem jakoś bardzo skrajnie prawicowy, ale pewnie tak z połowa fanatyków jest. Jak do nich pójdziesz, zawsze usłyszysz żarty, których się spodziewasz: o Żydach, o muzułmanach, o Angeli Merkel. Nie sądzę, żeby w ogóle byli kibole na lewicy.

Czy kibole przyciągają do siebie kobiety?
Tak, no, trochę się do nas kleją.

Czy stosujesz jakieś odżywki i suplementy, żeby nabrać siły?
Nie, nie biorę żadnych supli. Wolę koks.

*Imię zmienione w celu ochrony tożsamości rozmówcy.


Więcej na VICE: