LGBTQ

Dla lesbijki praca w striptizie jest trudniejsza, niż myślisz

Chociaż trudno sobie wyobrazić bardziej heteroseksualne środowisko, niż klub ze striptizem, w ostatnich latach w branży pojawia się coraz więcej queerowych kobiet

tekst Sofia Barrett-Ibarria; tłumaczenie Zuzanna Krasowska
22 Lipiec 2018, 11:30pm

Fot. dzięki uprzejmości Gii Fagnelli

Venus zaczęła pracować jako striptizerka jeszcze w liceum, zaraz po zerwaniu ze swoją dziewczyną. Miała 18 lat i szukała roboty, w której byłabym swoim własnym szefem i mogłaby decydować o tym, w jakich godzinach będzie pracować. „Pewnego dnia po prostu stwierdziłam: »Walić to, zostanę striptizerką«” – powiedziała mi.

Jej dziewczyna nie była jednak zachwycona. „Miała ogromny problem z tym, że chcę rozbierać się za pieniądze” – wyjaśniła. Ale kiedy się rozstały, Venus praktycznie od razu dała swój pierwszy występ.

„Nigdy nie powinnam była pozwolić jakiejś lampucerze, o której po roku już zapomniałam, żeby dyktowała mi, jak mam zarabiać pieniądze” – powiedziała Venus, która nie chce podawać swojego prawdziwego imienia. Jej matka wyrzuciła ją z domu zaraz po pierwszym występie, ale jak mówi, żałuje jedynie tego, że nie zaczęła pracować wcześniej.


OBEJRZYJ: Dziewczyńskie rozmowy: seksualność i striptiz


Venus bardzo ceni sobie niezależność finansową i elastyczny czas pracy, które daje jej praca w klubie. Przyznaje jednak, że to ciężka robota, zwłaszcza kiedy jest się lesbijką. „Zawsze uważałam, że dla lesbijek bycie striptizerką jest znacznie trudniejsze niż dla heteryczek, ponieważ musimy o wiele więcej kłamać i być bardziej fałszywe niż heteroseksualne sunie” – powiedziała Venus. „Często słyszałam dziewczyny mówiące o tym, jak seksowni byli niektórzy klienci. Ja wtedy myślałam tylko: »Właśnie przegapiłam występ, ponieważ koleś, z którym siedziałam, ciągle się na mnie gapił. A przecież on sam w ogóle mnie nie obchodził, bo z rozdziawioną szczęką patrzyłam na tancerkę«”.

Chociaż większość klubów ze striptizem kojarzy się z agresywnie heteroseksualnym środowiskiem, niektóre przyjazne osobom LGBTQ miasta, chociażby Portland w USA, przyciągają wiele tancerek pokroju Iris. Wyjaśniła mi, że praca w klubie ze striptizem nie tylko zapewnia jej wolność finansową, ale również dzięki niej odnalazła się w lokalnej społeczności queer. „Będąc queer tancerką, znajduję się w większości! Prawie wszystkie striptizerki, które poznałam w Portland, są queer. To niesamowite” – powiedziała Iris, która również nie chciała zdradzić swojego prawdziwego imienia.


By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”


Z powodu tak wielu queer tancerek na scenie, w Portland nie jest łatwo odróżnić kluby dla heteryków od tych skierowanych do osób queer. Jak mówi Iris, podobnie jak w przypadku każdej innej roboty, zdarzają się dobre i złe dni. Nie uważa natomiast, żeby bycie queer jakkolwiek utrudniało czy ułatwiało jej pracę. Wszystko zależy od „jakości klientów”, a jak zaznacza, wielu to z nich to queer kobiety. „Uwielbiam, kiedy takie kobiety widzą moją ogoloną głowę i owłosione pachy; od razy wiedzą, że jestem queer i porozumiewawczo do mnie mrugają” – mówi. „Zwykle dostaję od nich sporo komplementów, w tym o moich włosach pod pachami. Świetnie się z nimi tańczy, po części dlatego, że one same bardzo mnie kręcą”.

Wiele lesbijek i tancerek queer buduje własne społeczności w klubach ze striptizem, w których pracują. „Bycie queer striptizerką to wyjątkowe doświadczenie” – mówi Gia Fagnelli, tancerka erotyczna specjalizująca się w dragu, która działa w Pittsburghu. Jako striptizerka występowała w wielu klubach, które były ukierunkowane na typowo męską klientelę, ale „co najmniej jedna trzecia tancerek, z którymi pracowałam w klubach w całym kraju, należało do społeczności LGBTQ” – wyjaśniła Fagnelli. „Dodaje nam to poczucie pewnej przynależności; w sumie w taki sam sposób, w jaki każda inna zmarginalizowana grupa cieszy się z odnalezienia podobnych sobie ludzi. Miałam przyjemność pracować z queer klientami, a większość z tych doświadczeń była bardzo subwersywna – zwłaszcza że działa się w (na pozór) heteronormatywnej przestrzeni”.

Fagnelli odkryła striptiz tak, „jak wszyscy inni – poprzez popkulturę”. Pamięta, że kiedy dorastała, fascynowała ją piosenka Tiny Turner Private Dancer, a także po kryjomu obejrzała kilka odcinków G String Divas produkcji HBO. „W pierwszej klasie liceum odkryłam, że dwie z moich starszych koleżanek zaczęło tańczyć. Dzięki temu dowiedziałam się, jakie są wady i zalety tej pracy” – powiedziała. „Od początku miałam wrażenie, że było to czymś, czym mogłabym się zająć, gdyby sytuacja tego wymagała”. Po latach znalazła się w takiej sytuacji – zakończyła toksyczny związek i przeniosła się na drugi koniec kraju, tym samym zrywając dawne przyjaźnie. Fagnelli potrzebowała „szybko zdobyć konkretne pieniądze”. Znalezienie pracy w małym klubie pozwoliło jej zacząć od nowa i rozpocząć nowy rozdział w życiu. „Nawiązałam nowe przyjaźnie. To było zupełnie niepowtarzalne wyzwanie, dzięki któremu znalazłam ujście dla mojej twórczej energii i potrzeby występowania na scenie. Właśnie to sprawiło, że znowu poczułam się panią mojego ciała i życia”.

Chociaż błyskawicznie odnalazła się wśród innych tancerek LGBTQ, część jej znajomych z lokalnej społeczności queer nie wykazała się szczególnym zrozumieniem dla jej kariery. „Pokazuje to, jak nieswojo czują się ludzie z moim zawodem oraz jak wiele wiąże się z nim uprzedzeń. [Ludzie] uważają, że to bardzo prosta praca i że robię to dla pieniędzy. Wychodzą z założenia, że muszę być albo bardzo bezbronna, albo czuć się niezwykle pewna siebie” – powiedziała Fagnelli. Jak wyznała, tańczy już od trzech lat, i przez ten czas wiele z jej partnerek lub nawet nowo poznanych kobiet miało problem z niektórymi aspektami jej pracy. Jednak uczy się, „jak najskuteczniej mówić o moich granicach oraz je egzekwować. W tym momencie bezpardonowo kocham moje życie i szukam ludzi, którzy nie próbują mnie ograniczać. W zamian sama niczego im nie narzucam”.

Jak wyjaśniła Fagnelli, praca w klubie ze striptizem jest „znacznie bardziej wymagająca – psychologicznie, intelektualnie i emocjonalnie – niż ludzie podejrzewają”. Jej zawód zmusza ją do ostrożnego, ale konsekwentnego ustalania granic między jej prywatnym życiem a fantazjami klientów. Tylko w ten sposób może ochronić swoją prywatność oraz mieć pewność, że nic jej nie grozi. „Wszystko sprowadza się do granic i instynktu” – wyjaśnia. Zazwyczaj oznacza to, że nie mówi innym o swojej tożsamości płciowej oraz orientacji seksualnej.

Rozbieranie się na scenie przede wszystkim polega na „sprzedawaniu pewnego nieistniejącego doświadczenia” – wyjaśniła Fagnelli. Utrzymywanie tej fantazji przy życiu stanowi jeden z wielu aspektów jej pracy. „Każdy klient wysyła sygnały, jak chciałby być traktowany, a my się do tego dostosowujemy”. To, ile Fagnelli udziela informacji, „zależy od przypadku” – kiedy klient jest bardzo natarczywy, mówienie prawdy bywa ryzykowne. „Czasami mówię, że nie pójdę z nim na randkę, ponieważ muszę wracać do domu do mojej (nieistniejącej) żony” – wyjaśniła. „To może zarówno zakończyć dyskusję, jak i doprowadzić do dalszych zaczepek”.

Bycie striptizerką to ciężka robota i może prowadzić do nieprzyjemnych sytuacji zarówno w klubach, jak i życiu prywatnym. „To bardzo skomplikowane doświadczenie” – powiedziała. „Ale należy ono do mnie. I to jest najważniejsze”.

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE US


Więcej na VICE: