używki

Dilerzy opowiadają, jakich chemikaliów dodają do swojego towaru

Zasada „kup taniej, sprzedaj drożej” obowiązuje w każdym biznesie, także w dilowaniu. Co z tego, że oszukujesz klienta? Przecież nie pójdzie na policję

TekstMahmood FazaltłumaczenieZuzanna Krasowska

Fot. Andrew Russeth / CC by 2.0 license, via

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE UK

Siedziałem w barze, gdy nagle zobaczyłem migające, niebieskie światła. Zaciekawiony, wyszedłem na dwór i zobaczyłem, że przed drzwiami stała karetka – jakiś koreański student z wymiany zagranicznej przedawkował trefne pigułki z MDMA.

Jako osoba, która zna całkiem wielu dilerów, wiem, skąd się biorą takie złe piguły. Niezależnie, czy pracujesz w wielkim kartelu, czy samotnie handlujesz na rogu ulicy, w narkobiznesie tak naprawdę liczy się tylko jedna rzecz – maksymalizacja zysków i jak największe ograniczanie kosztów. To pierwszy problem. Drugi polega na tym, że wszyscy dilerzy są ulepieni z tej samej gliny. Bywają naprawdę bezwzględni i brutalni, więc jeśli zauważą, że mogą przyoszczędzić, ryzyko spieprzenia komuś zdrowia nie będzie spędzało im snu z powiek. Jako że nastawienie dilerów pozostaje bez zmian, sprzedawany przez nich towar nieustannie robi się gorszy.

Po rozmowie z kilkoma osobami, które rekreacyjnie zażywają narkotyki, zauważyłem, że większość z nich czuje się bezpieczniej, gdy kupuje prochy z dark webu, ponieważ tam oceny użytkowników zapewniają dobrą jakość towaru i pozwalają uniknąć niebezpieczeństwa. Mogłoby się więc wydawać, że uliczni dilerzy powinni stopniowo tracić klientów. Byłem ciekaw, czy rzeczywiście tak jest, więc postanowiłem porozmawiać z kilkoma z nich i dowiedzieć się, co oni sami mają do powiedzenia na ten temat. Dlaczego jakość narkotyków na ulicy wciąż pozostaje tak beznadziejna? Jaki był najgorszy wypełniacz, którym rozcieńczyli swój produkt? I dlaczego do cholery w ogóle go użyli?

Yianni, 29 lat
Kokaina

Fot. Max Sparber / CC by 2.0 license, via

VICE: Hej Yianni, opowiedz nam o najgorszych rzeczach, które zmieszałeś ze swoim koksem.
Yianni: Kiedyś rozgniatałem amfetaminę i mieszałem ja z koksem – na 28 gramów kokainy przypadało jej może pół grama. Kiedy przestałem dodawać do towaru fetę, zacząłem dostawać skargi od klientów. Zamieniłem ją więc na kilka gramów kofeiny i ludzie z powrotem byli zadowoleni. Sama kokaina przestała im wystarczać, więc dodawałem coś ekstra, żeby w końcu poczuli upragnionego kopa. Problem polega na tym, że kiedy zaczynasz bawić się w rozcieńczanie, potem robi się tylko gorzej. Stajesz się chciwy, bo prawie nikt na to się nie skarży.

Czy kiedykolwiek korzystałeś z wypełniaczy, których teraz żałujesz?
Pewnego razu ktoś mi powiedział, że kupuje tylko torebki, z których mocno wali paliwem – ponoć tak można poznać, że koks jest czysty. No to natarłem torebkę ściereczką nasączoną w benzynie, dzięki czemu całość zaczęła capić chemikaliami. Kiedy indziej grupka Rumunów stwierdziła, że zaakceptuje tylko kryształ, więc wysypałem towar na talerz, spryskałem go lakierem do włosów i zacząłem ugniatać. Koks dobrze się sklejał, ale niestety nie na długo. Powiedziałem im, że to właśnie po „delikatnej strukturze" można ocenić czystość towaru. Serio stary, nie było kitu, którego nie potrafiłbym wcisnąć.

Co sprawiło, że przestałeś rozcieńczać swój produkt?
Zobaczyłem, że całe młodsze pokolenie uzależnia się od metamfetaminy i płynnego ecstasy. Miałem wyrzuty sumienia, bo to takie dupki jak ja ponoszą za to winę – do tego stopnia faszerujemy narkotyki wypełniaczami, że po samej kokainie dzieciaki nie mają upragnionego efektu. Zaczynają więc sięgać po tańsze dragi, którymi niszczą się znacznie mocniej. Kiedyś widziałem, jak dziewczyna przedawkowała GHB. Była naprawdę młoda i myślałem, że umrze.

Czy deep web i takie fora jak Silk Road wpłynęły na twój biznes?
Tak, zdecydowanie. Ludzie kupują w sieci znacznie lepszy towar i to za mniejszy hajs. Straciłem wielu klientów – nie stałych, ale takich, którzy podbijali do mnie na przykład raz na miesiąc. Teraz robią w sieci grupowe zakupy dla siebie i swoich kumpli, co wychodzi im znacznie taniej oraz bezpieczniej. Nie jestem w stanie z tym konkurować. Dlatego polegam na klientach, których już od dawna obsługuję, oraz na ludziach gotowych zapłacić więcej za wygodę i szybkość dostawy. Przy czym dużo pomaga to, że oprócz tego pracuję na etacie.

Mark, 37 lat
Metamfetamina

Fot. via Shutterstock

Hej Mark, czy możesz nam opowiedzieć o najgorszych wypełniaczach, których kiedykolwiek użyłeś?
Opowiem ci historię. Pewnego razu zostałem wykiwany przez moją poprzednią laskę i byłego już przyjaciela. Powiedzieli mi, że poznali jakiegoś faceta, który chciał kupić ode mnie 30 gramów i miał przy sobie kasę. Trochę się zdziwiłem (i zdenerwowałem), bo nie mogłem sobie pozwolić na stratę takiej ilości towaru, a nie miałem za co kupić kolejnej porcji. Ale świetnie mnie zbajerowali i się zgodziłem. Oczywiście nigdy więcej ich już nie zobaczyłem. Co więcej, właśnie jechali do mnie stali klienci i gdybym niczego im nie dał, miałbym przerąbane.

Spłukany i bez nawet grama prochów, pobiegłem do najbliższego supermarketu i kupiłem kilka opakowań gorzkiej soli (siarczan magnezu, przyp. red.). Kiedy przyjechali, dałem im bucha z moich prywatnych zapasów, po czym odmierzyłem im równo cztery gramy soli. Tamtej nocy dostałem od nich setki smsów – jak się okazało, od razu po zapaleniu soli, fifka zrobiła się cała czarna. Te głąby i tak próbowały to spalić, więc przez całą noc umierałem ze strachu, że któreś z nich umrze albo rozwali sobie płuca. No ale to przecież była tylko gorzka sól. Przy takiej ilości wypalanych papierosów, czy trochę soli może zaszkodzić? Jednak wydawali się naprawdę wkurwieni, więc na kilka dni zatrzymałem się u ciotki, która mieszkała w innym mieście. W ciągu jednej nocy z ofiary kradzieży stałem się celem rozwścieczonych mieszkańców przedmieść. Kiepska sprawa.


Nie tylko o używkach. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


A czy nadal rozcieńczasz swój towar?
Jasne, wszyscy dilerzy mety albo amfetaminy to robią. Zazwyczaj dopełniamy towar skrystalizowaną siarką organiczną. Z czterech gramów robimy 28 i właśnie stąd mamy dodatkowy zysk. Jednak słyszałem o znacznie gorszych praktykach. Przez niektóre rozcieńczacze ludzie trafiają do szpitala. Znam faceta, który kaszlał krwią przez jakieś sześć miesięcy, ale i tak palił. Dragi potrafią nieźle poprzestawiać w głowie.

Czy Dark Web wpłynął jakoś na twoje interesy?
Stary, nie znam nikogo, kto by kupował metę na takich stronach. Prawdopodobnie dlatego, że połowa z nas nawet nie wie, jak z nich korzystać. Ćpuny nie będą czekać dwóch tygodni na towar; te pały potrafią zrobić się nieprzyjemne nawet po godzinie oczekiwania. Większość z nich zdaje sobie sprawę z tego, że nie dostają czystych dragów, ale dopóki dają im kopa, mają to w dupie.

Tran, 24 lata
Marihuana

Fot. via Shutterstock

Hej, Tran. Nie wiedziałem, że w ogóle można zapychać czymś trawę.
Kiedy miałem 17 lat zobaczyłem, że niektórzy dodawali do niej piach, żeby ją dociążyć. Im więcej waży, tym więcej zarabiasz. Zazwyczaj używaliśmy krzemu, ale słyszałem o ludziach, którzy w topach znajdywali szkło albo nawet opiłki żelaza. Nikt się nigdy nie skarżył, więc nie przypuszczałem, że może to jakoś szkodzić.

Co sprawiło, że przestałeś zanieczyszczać swój produkt?
Dobrze zarabiałem i myślałem, że nikogo nie krzywdzę. Dopiero kilka lat później poznałem kilku kolesi podczas demonstracji za legalizacją trawy, którzy pokazali mi, w jaki sposób naprawdę powinno uprawiać się marihuanę. W żartach wspomniałem, że psikałem towar krzemem w spreju, żeby był cięższy, na co jeden z nich prawie mi przywalił. Okazało się, że palenie krzemu może zabić człowieka. To naprawdę otworzyło mi oczy na to, jak popieprzone były moje metody. Nie tylko robiłem czarny PR mojej branży, ale do tego zawiodłem ludzi, którzy zaufali mi na tyle, by kupować ode mnie zioło.

Dylan, 27 lata
MDMA

Fot. St. Albert / CC Licence 2.0

Hej, Dylan, opowiedz mi o tym, dlaczego zacząłeś rozcieńczać swój towar.
Wszystko zaczęło się od niedoboru MDMA, który miał miejsce jakieś pięć lat temu. Utrzymywałem się głównie z dilowania i nie mogłem sobie pozwolić na utratę klientów. Dlatego zacząłem dodawać do prochów małe ilości metamfetaminy. Mieszałem to z niecałą ćwiartką grama MDMA, dopełniałem sproszkowanym deksem [dekstrometorfanem, związek chemiczny znajdujący się w syropach na kaszel, w dużych ilościach ma działanie odurzające – przyp. red.] i wsypywałem do kapsułek. Kiedy ludzie to brali, zazwyczaj byli bardzo szczęśliwi, ale mieli koszmarne zjazdy. Jeden z moich przyjaciół uzależnił się od mety i popełnił samobójstwo. Wtedy przestałem dilować.

Czy dilerzy dalej mieszają swój towar z gównianymi wypełniaczami?
Obecnie istnieją już zestawy do testowania składu narkotyków i mam nadzieję, że ludzie zaczną ich używać – naprawdę warto. Odkąd zostały wprowadzone na rynek, wielu z moich znajomych dilerów (o których wiem, że wcześniej rozcieńczali swój towar), przestało się w to bawić. Niektórzy z nich wpieprzali do piguł dosłownie wszystko, ale teraz się boją, że zostaną zdemaskowani i stracą swój interes. Dzięki temu są ostrożniejsi.

Powiedz mi, jaki Silk Road wpłynęło na handel MDMA?
Obok zestawów testowych to chyba właśnie dark web najbardziej zmieniło rynek. Nawet dilerzy kupują tam towar, bo wiedzą, że dostają czyste MDMA. Wtedy mogą je zmieszać z witaminami czy suplementami diety i nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia. Klienci nadal mają potężną, zdrową fazę, i to bez tego całego gówna, które normalnie pakuje się do piguł. Jeżeli chcesz mieć dobry towar, kupujesz dragi w sieci, a nie od jakiegoś kolesia, który produkuje je w swojej piwnicy.


Więcej na VICE:

Więcej VICE
Kanały VICE