Quantcast
pytania

10 pytań do pacjentki zamkniętego oddziału psychiatrycznego

Czy współczesny psychiatryk przypomina ten znany z „Lotu nad kukułczym gniazdem”?

TekstJustin CaffiertłumaczenieZuzanna Krasowska

Kadr z filmu Przerwana lekcja muzyki. Fot. Columbia Pictures

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE US

W 2005 roku Laurie Kramer chciała się zabić i dokładnie zaplanowała, jak miałoby to nastąpić. To wystarczyło, aby jej psychiatra wysłał ją na oddział psychiatryczny na półtoratygodniową obserwację. Rok później, podczas epizodu maniakalno-depresyjnego, Kramer trafiła na dwa tygodnie do szpitala psychiatrycznego.

Choć w ostatnich latach toczy się dyskusja na temat tego, że należy przestać stygmatyzować zaburzenia psychiczne, placówki, w których się je leczy, wciąż cieszą się złą sławą. Biorąc pod uwagę, że w filmach nadal przedstawia się je jako straszne zakłady rodem z XVIII wieku, gdzie łóżka pokrywa rdza, a wśród pacjentów sieją terror straszne pielęgniarki, nietrudno zrozumieć, dlaczego tak jest.

Skontaktowałem się z Kramer, by usłyszeć o jej pobycie na oddziale psychiatrycznym i dowiedzieć się, czy jej doświadczenia były tak okropne, jak to się powszechnie uważa.

Phillip i Laurie Kramer, ich psy oraz Święty Mikołaj. Zdjęcie dzięki uprzejmości Kramerów

VICE: Jak wyglądał typowy dzień na oddziale? Było fajnie? Nudziłaś się?
Laurie Kramer: Wstawałam rano i przebierałam się w normalne ubranie. Słałam łóżko, a potem jadłam śniadanie z innymi. Następnie miałam kilkugodzinną terapię grupową, szłam na obiad i wracałam na terapię.

Podczas drugiej hospitalizacji nie uczęszczałam na zajęcia grupowe, bo w tamtej placówce tego nie wymagano – terapia w grupie nie była obowiązkowa. Odpowiadało mi to, bo nie znosiłam takich sesji. Nie chciałam słuchać paplaniny innych osób.

W drugim szpitalu mieliśmy pokój przeznaczony na „działalność artystyczną”, w którym stał również rowerek stacjonarny. Tam mogliśmy się „rozerwać”. Jeżeli chodzi o mnie, umierałam z nudów.

Czy mogłaś się wypisać w dowolnym momencie? Jeśli nie, to kiedy lekarze uznali, że twój stan był na tyle stabilny, że nie musiałaś dalej przebywać w szpitalu?
Nie, nie mogłam. Przez cały czas przebywałam na zamkniętym oddziale. Stamtąd nie można wyjść, o ile lekarz ci na to nie pozwoli.

Za pierwszym razem zachęcano mnie do udziału w terapii grupowej. W szpitalu dostawaliśmy punkty za różne rzeczy, a uczestnictwo w takich sesjach było jedną z nich. Ludziom zależy na tych punktach, ponieważ dzięki nim mogą szybciej wrócić do domu.

Podczas pierwszego pobytu naprawdę cierpiałam. Nienawidziłam tamtego miejsca i chciałam się jak najszybciej z niego wydostać. W końcu udało mi się wytłumaczyć psychiatrze, że byłam gotowa do wyjścia. W tamtym okresie faktycznie poczułam się lepiej.


Patrzymy z bliska. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


Jednak w rzeczywistości za poprawę mojego samopoczucia odpowiadał jeden konkretny lek przeciwpsychotyczny – to dzięki niemu już od prawie dekady nie mam żadnych problemów. Podejrzewam, że niedługo testy badające uwarunkowania genetyczne znacznie ułatwią przepisywanie odpowiednich proszków, ale obecnie cała procedura dobierania leków oraz ich dawek odbywa się metodzą prób i błędów. Teraz biorę dwa antydepresanty i dwa leki antypsychotyczne, dzięki czemu w końcu mi się polepszyło. Przez pewien czas łykałam lit, ale z powodu licznych efektów ubocznych nie mogłam tego kontynuować.

Kiedy byłam chora, spotykałam się z moim psychiatrą raz lub dwa razy w tygodniu. Później musiałam widywać się z nim co kilka tygodni, a obecnie chodzę do niego co kilka miesięcy, żeby upewnić się, że wszystko jest w porządku.

Czy kiedykolwiek przeszłaś terapię elektrowstrząsową? Jeśli tak, jakie było to uczucie i czy uważasz, że ci to pomogło?
Miałam ECT [terapię elektrowstrząsową] trzy razy w tygodniu: w poniedziałek, środę i piątek. Chodziłam na nią jeszcze przez kilka tygodni po tym, jak wyszłam ze szpitala.

Jechałam autobusem do placówki, gdzie poddawano mnie tym zabiegom. Zazwyczaj brało ze mną w tym udział jakieś 6-8 osób. Musieliśmy się przebrać i położyć na stole. Najpierw przychodził do nas anestezjolog i nas znieczulał, a następnie pojawiał się psychiatra, który zajmował się regulowaniem prądów. Przez cały czas byliśmy kompletnie nieprzytomni. Nic nas nie bolało, bo nic nie czuliśmy.

Kiedy się budziłam, byłam zdezorientowana. Im więcej takich zabiegów przechodziłam, tym bardziej traciłam kontakt z rzeczywistością.

Terapia mi nie pomogła. Okazało się, że na samym początku dano mi leki przeciwpadaczkowe, które czasem stosuje się przy różnych zaburzeniach psychicznych. To jednak blokowało napad drgawkowy, który był celem tej terapii.


OBEJRZYJ: Historia choroby małej Maisie


Czy kiedykolwiek byłaś w kaftanie bezpieczeństwa albo w pokoju obitym gąbką [czyli tzw. pokoju bez klamek]?
Nie, ale pewnego razu wylądowałam na łóżku, gdzie skrępowano moje nogi i ręce. Ale to musi opowiedzieć ci mój mąż, ponieważ sama nic z tego nie pamiętam.

[ Do rozmowy dołącza mąż Laurie, Phillip]

Phillip Kramer: Zadzwonili do mnie, żeby powiedzieć, że Laurie była bardzo poruszona i musieli ją skrępować. Zapytali, czy chciałbym ją odwiedzić. Jestem lekarzem, więc oczywiście odpowiedziałem twierdząco. Wydawali się zaskoczeni. Kiedy tam dotarłem, częściowo ją uwolnili – mogła poruszać jedną ręką. Ale nadal bardzo się denerwowała.

Pokój nie był niczym obity. Leżała na dosyć wygodnym łóżku ze specjalnymi pasami. Sam kiedyś zamówiłem coś podobnego dla pacjenta w szpitalu. Staramy się tego nie robić i oczywiście wiążą się z tym pewne obostrzenia. W dzisiejszych czasach właśnie tak wyglądają niechlubne „pokoje bez klamek”.

Czy kiedykolwiek wymieniałaś się lekami z innymi pacjentami albo udawałaś, że połykasz tabletki, by oszukać pielęgniarkę?
Laurie Kramer: Nie i nigdy też nie byłam świadkiem podobnego zachowania. Lekarstwa bierzesz przy pielęgniarkach, a one sprawdzają, czy je połknąłeś. Nie słyszałam o przypadku, żeby ktoś ukrył je pod językiem albo za dziąsłami.

Jak poważne problemy mieli inni pacjenci? Czy kiedykolwiek czułaś się przy nich zagrożona?
Laurie Kramer: Niektórzy ludzie w zakładzie cierpieli na bardzo poważne schorzenia. Chociaż sama nie byłam wtedy sobą, widziałam wiele różnych dziwnych przypadków. Pamiętam jedną kobietę, która kompletnie oszalała.

Phillip Kramer: W pierwszym szpitalu ludzie, których tam widziałem, wydawali się normalni i bez problemu z nimi rozmawiałem. Jednak w drugiej placówce od razu było widać, że trafiają tam cięższe przypadki. Kompletnie nie kontaktowali i mieli poważne zaburzenia psychiczne.

Laurie Kramer: Oczywiście ja też je miałam. Za drugim razem byłam znacznie bardziej chora. Właśnie wtedy przeszłam terapię wstrząsową, która robi z człowiekiem dziwne rzeczy. Nie potrafię powiedzieć, czy byłam „psychiczna”, ale na pewno miałam urojenia. Myślałam, że „oni” chcą mnie dorwać.

Czy nawiązałaś na oddziale jakieś przyjaźnie?
Laurie Kramer: To nie taka prosta sprawa. Wiele osób nie było – jakby to powiedzieć – tak sprawna intelektualnie, jak ja. Za pierwszym razem zaprzyjaźniłam się z dwiema lub trzema kobietami. Naprawdę się polubiłyśmy i stworzyłyśmy pewnego rodzaju „paczkę”.

Jednak za drugim razem na oddziale nie miałam nikogo bliskiego. Dni dłużyły mi się wtedy znacznie bardziej.

Czy miewałaś jakieś momenty „jasności”, kiedy byłaś w stanie spojrzeć na swoją chorobę z innej perspektywy i widziałaś, że nie jest z tobą najlepiej?
Laurie Kramer: Pewnego razu wróciłam z ECT zirytowana, że nie przynosiło to żadnych efektów (przynajmniej w moim mniemaniu). Zadzwoniłam do Phillipa i zaczęłam na niego krzyczeć, że mi to nie pomaga, że dalsza kuracja nie ma sensu i tak dalej. Nagle jedna z pielęgniarek powiedziała: „Nie podoba mi się sposób, w jaki rozmawiasz ze swoim mężem”. Wtedy do mnie dotarło – takie zachowanie było nieakceptowalne.

Czy sanitariusze lub lekarze kiedykolwiek zachowywali się w stosunku do was agresywnie?
Laurie Kramer: Nie widziałam Lotu nad kukułczym gniazdem, ale wiem o tym filmie wystarczająco dużo, żeby móc powiedzieć, że na naszym oddziale nie dochodziło do podobnych nadużyć. Pielęgniarki i lekarze, z którymi miałam kontakt, zazwyczaj byli mili i wyrozumiali.

Jak reagują ludzie, kiedy słyszą, że przebywałaś w szpitalu psychiatrycznym?
Laurie Kramer: Trudno powiedzieć. Nasi przyjaciele o tym wiedzą.
Phillip Kramer: Nikt nie zerwał z nami z tego powodu kontaktu, jeśli o to pytasz. Zazwyczaj nie mówimy o tym ludziom, których za dobrze nie znamy. Warto też podkreślić, że Laurie to zupełnie normalna kobieta, więc jeśli ktokolwiek się o tym dowiaduje, zazwyczaj jest po prostu zaskoczony.


Więcej na VICE: