używki

Jak zaczęłam i przestałam handlować MDMA dla mojego ojca

Ecstasy najpierw nas do siebie zbliżyło, a później kompletnie zrujnowało nasze relacje. Myślałam, że mogę mu zaufać – przecież to mój tata
Fot. Shutterstock

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE Australia

Kiedy słyszysz o rodzinach handlujących wspólnie narkotykami, od razu wyobrażasz sobie jakieś patologiczne przypadki – nastolatków sprzedających na ulicy dragi, które ich rodzice produkują w jakiejś obskurnej piwnicy, czy coś w stylu. Jednak wcale nie musi to tak wyglądać. Wiem, bo rozprowadzałam MDMA dla mojego taty.

Zanim jeszcze zaczęliśmy „współpracować”, tata był moim dilerem. Kiedy miałam 20 lat, dał mi moją pierwszą pigułę w życiu. Wychodziłam na wielką imprezę, a on wiedział, że będąc tak nieśmiałą i skrępowaną osobą, nigdy sobie sama nie kupię dragów. Akurat mieliśmy wtedy w domu MDMA w krysztale – tata pracował kiedyś w Dolinie Krzemowej i czuł miętę do punkowej ideologii, więc w sumie nic dziwnego, że jakiś czas przedtem dokonał zakupu w dark webie.

Reklama

Myślałam, że zażywanie narkotyków wypędzi ze mnie lęki, które stanowiły nieodłączną część mojego życia. Miałam nadzieję, że dzięki nim stanę się pewniejsza siebie, odważniejsza i będę lepiej tańczyć. I tak, tamtego dnia świetnie się bawiłam, ale uniesienie nie trwało długo. Kiedy wróciłam do domu, zaczęłam mieć zjazd. Siedziałam w moim pokoju i miałam wrażenie, że znalazłam się w piekle. Nie byłam w stanie nic zrobić. Wpatrywałam się na podłogę i w kółko mamrotałam: „jebany dywan, jebany dywan”.

Natomiast mój tata nie posiadał się z radości. Dla niego wspólny odlot był czymś, co nas niezwykle zbliżyło. „Nie martw się zjazdami” – powiedział mi, jakby zwracał się do kumpla. „Twoja tolerancja z czasem wzrośnie”.


OBEJRZYJ: Cała prawda o ecstasy


Już po pierwszym razie dosyć mocno się w to wkręciłam. Na początku brałam tylko w weekendy, kiedy szłam do klubu i chciałam poczuć się lepiej we własnej skórze, ale następne dni zawsze były tak okropne, że wkrótce wpadłam depresję. To sprawiło, że zaczęłam jeszcze bardziej polegać na sztucznej serotoninie i przed każdą interakcją z innymi ludźmi wcierałam sobie MDMA w dziąsła.

W końcu mój tata zauważył, jak często imprezowałam. „Jeśli chcesz mieć pewność, że twoi znajomi biorą tylko dobry towar, to dlaczego nie zaczniesz im sprzedawać tego, co zamawiam w internecie?” – zapytał pewnego dnia.

Miał dobre intencje. Kiedy kupujesz prochy na ulicy, nigdy nie możesz być pewny, że nie ma w nich żadnych wypełniaczy. Nie bez znaczenia był fakt, że zaoferował mi to własny ojciec. Czułam się przy nim bezpiecznie.

Reklama

Ustaliliśmy, że będę sprzedawała piguły po 25 dolarów (85 złotych) za sztukę. Wyprodukowanie jednej kosztowało mojego tatę tylko 3 dolary (10 złotych), więc sporo na tym zarabiał. Było to o tyle ważne, że pobierał zasiłek, a dzięki temu mógł sobie dorobić na boku, nie tracąc przy tym państwowych pieniędzy. Ja natomiast postanowiłam być altruistką i nie brać za to żadnych pieniędzy – głównie dlatego, że sama chciałam mieć dragi najlepszej jakości.


Tylko ciekawe historie. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


Nie planowałam uzależnić się psychicznie od MDMA, ale co weekend brałam prochy od taty i nigdy za to nie płaciłam. Któregoś razu dnia zauważył, że nasz „biznes” zaczął przynosić mniejsze zyski. Wtedy do mnie zadzwonił i wprost zapytał: „Gdzie są moje pieniądze?”. W tamtym momencie nie byłam jego córką, tylko dilerem – i to takim, który z jego perspektywy okradał go z przychodów. Odpowiedziałam, że za bardzo się naćpałam i nic nie pamiętam. Zapanowała cisza. Potem odchrząknął i powiedział: „Nie waż się więcej tego zrobić” i odłożył słuchawkę.

Ta rozmowa sprawiła, że zaczęłam brać jeszcze więcej. Nadal sprzedawałam dla mojego taty i zażywałam, aby uciszyć moje lęki. Jedna piguła stała się dwiema i nawet przed kolacją ze znajomymi wcierałam sobie MDMA w dziąsła.

Dilerzy opowiadają, jak prawie wpadli z towarem

Kilka miesięcy później poszłam z moim chłopakiem na imprezę. Po paru godzinach zauważyliśmy dużą grupę ludzi stojących przy wejściu. Mieli na sobie białe trampki i beżowe płaszcze. Ktoś nas ostrzegł, że to policjanci pracujący pod przykrywką, ale zanim zdążyliśmy jakkolwiek zareagować, do sali wprowadzono dwa ogromne owczarki niemieckie. Razem z chłopakiem byliśmy już naprawdę spizgani, a ja wciąż miałam przy sobie dwie piguły. Kiedy podszedł do mnie jeden z psów, kompletnie znieruchomiałam. Zwierzak spojrzał mi w oczy, po czym usiadł. W ten sposób dawał znać policjantom, że coś znalazł. Pomyślałam: „To koniec”.

Reklama

Okazało się, że tuż obok mnie stał facet, który miał w plecaku gram zielska. Resztę nocy przetańczyłam, czując olbrzymie wyrzuty sumienia.

Następnego dnia obudziłam się z potarganymi włosami i rozmazanym makijażem. Połknęłam witaminy, poszłam do mamy i usiadłam na jej łóżku. Zapytała mnie, co się dzieje; dlaczego znikałam na całe dnie z domu i wracałam w ubraniach poplamionych winem. Nie dałam rady dłużej jej okłamywać. Wyczerpana wyznałam, że sprzedaję narkotyki dla taty. Próbowała coś powiedzieć, ale nie była w stanie sklecić ani jednego zdania. Zamiast tego się rozpłakała, a ja wkrótce poszłam w jej ślady. Potem wysłałam tacie wiadomość: „Mama wie”. Teraz to naprawdę był koniec.

Przestałam brać narkotyki i zerwałam niby-przyjaźnie z ludźmi, którzy mnie wykorzystywali dla własnych celów – w tym z moim tatą. Po prawdziwej awanturze, kiedy wykrzyczałam mu w twarz, że już go nie kocham, poszłam do psycholożki. Powiedziała mi, że moje poważne problemy psychologiczne w dużej mierze wynikały z mojej relacji z tatą, a numer z narkotykami dodatkowo wszystko zaognił.

„Używał narkotyków, aby mieć z tobą jakiś kontakt, zupełnie jakbyś była jego kumplem” – wyjaśniła mi. „Wydaje mi się, że oboje szukaliście w tej relacji przyjaźni, której tak bardzo brakowało wam w życiu”.

Teraz chodzę do klubów na trzeźwo. Nie wyłączam się, gdy znajomi opowiadają mi o swoich planach na przyszłość i kiedy mówią, dlaczego mnie kochają oraz jak bardzo się cieszą, że z nimi jestem. Znalazłam szczęście w znikomych kontaktach z tatą i wodzie sodowej. Zrozumiałam, że istnieje pewna zdrowa i szczęśliwa równowaga między kontrolą a chaosem. Napoje zawsze są lepsze bezalkoholowe, a narkotyki powinno się kupować od znajomych, a nie od rodziny.

Reklama

*Nazwisko autorki zostało zmienione, aby chronić jej prywatność.


Więcej na VICE:

Czego dowiedziałem się o moim ojcu z teczek bezpieki

Mój ojciec, przemytnik LSD