Reklama
religia

Ultrakatolicki zakon odebrał mi brata

Dokumentalistka Zita Effra opowiada, jak jej brat dołączył do Legionu Chrystusa, kontrowersyjnego zgromadzenia wstrząsanego seksualnymi skandalami i uznawanego za sektę wewnątrz Kościoła

tekst Matern Boeselager; tłumaczenie Zuzanna Krasowska
28 Marzec 2018, 11:00pm

Zita Erffa (po lewej) i jej brat László. Zdjęcia: Eva L Hoppe i Petruvski Film

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE Germany

László Erffa dopiero co skończył liceum, gdy zdecydował się dołączyć do kontrowersyjnego, ultrakonserwatywnego rzymskokatolickiego zgromadzenia Legion Chrystusa. Zaledwie kilka dni po swojej decyzji 19-letni wówczas László rozpoczął naukę w seminarium duchownym w niemieckim landzie Nadrenia Północna-Westfalia. Jego rodzina była zrozpaczona – martwili się, że nigdy go już nie zobaczą.

Legion Chrystusa został założony przez meksykańskiego księdza Marciala Maciela w 1941 roku. Byli członkowie przyrównywali ten zakon do sekty, a przez dziesięciolecia zarzuty, że Maciel wykorzystywał seksualnie seminarzystów, były ignorowane przez Watykan. Ostatecznie, w wyniku śledztwa przeprowadzonego przez sam Watykan, w 2006 roku został on uznany za winnego molestowania dziesiątek chłopców, niektórych nawet dwunastoletnich. Po śmierci Maciela w 2008 roku, dwa lata po tym, jak László dołączył do zakonu, drugie dochodzenie wykazało, że Maciel spłodził kilkoro dzieci z co najmniej dwiema kobietami.

Problemy Legionu Chrystusa nie zakończyły się wraz ze śmiercią założyciela. ONZ w raporcie z 2014 roku zarzucało grupie, że celowo izoluje młodych seminarzystów od ich rodzin, zazwyczaj pozwalając im na zaledwie kilka rozmów telefonicznych w ciągu roku. W październiku 2017 roku okazało się, że ówczesny szef rzymskiego seminarium Legionu zataił fakt, iż ma dwójkę dzieci.

W odpowiedzi na skandale kilku członków odeszło ze zgromadzenia – ale nie László. Po ponad dziesięciu latach ciągłych prób przekonania go, żeby zerwał z Legionem, jego siostra Zita postanowiła nakręcić film dokumentalny o życiu László. Chciała lepiej zrozumieć jego decyzję. Jej film The Best Thing You Can Do With Your Life (Najlepsza rzecz, którą możesz zrobić ze swoim życiem) był wyświetlany podczas tegorocznego Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie oraz został nominowany w kategorii Najlepszy film dokumentalny. Porozmawiałem z Zitą o jej filmie oraz o tym, jakie to uczucie, gdy brat porzuca rodzinę dla religii.

VICE: Jak się dowiedziałaś o decyzji László, żeby dołączyć do Legionu Chrystusa?
Zita Erffa: Zadzwonił do mnie i powiedział, że jest tam już od trzech dni. Krzyczałam na niego przez pół godziny. Kolejny raz rozmawiam z nim dopiero rok później, kiedy to po raz pierwszy pozwolono mu na jakiekolwiek odwiedziny.

Jak dowiedział się o zgromadzeniu?
Pośrednio przez naszą ciotkę. Legion organizował letnie obozy dla nastolatków i któregoś roku zapytała nas, czy chcielibyśmy tam pojechać. Nasi kuzyni mieli tam być, więc razem z bratem postanowiliśmy się zabrać razem z nimi. Nie było dziwnie – każdego dnia mieliśmy godzinę edukacji religijnej, ale poza tym świetnie się bawiliśmy. Dużo podróżowaliśmy, robiliśmy wiele fajnych rzeczy i mieliśmy cudowne lato.

László Erffa

Czy próbowali was rekrutować na obozie letnim?
Tak. Mają klub młodzieżowy o nazwie ECYD, co stanowi skrót od hiszpańskiego zwrotu „Edukacja, kultura i sport”. Aktywność fizyczna odróżnia legionistów od innych zakonów, ponieważ szczycą się tym, że są szczupli i sprawni. Ludzie z klubu młodzieżowego zachęcali wszystkich, żebyśmy się do nich zapisali. Jako że już wtedy śmierdziało to trochę kultem, założyłam, że żadne z nas tego nie zrobi. Byłam jednak w błędzie.

Przez długi czas nie mogłam zrozumieć, czemu do nich dołączył. Czułam się zdradzona – myślałam, że oboje poznaliśmy się na tych ludziach, ale nagle on nagle się na mnie wypiął i dołączył do Legionu. Znienawidziłam wtedy tę grupę.

Co stało się potem?
Na następne kilka lat zapadł się pod ziemię. Mogliśmy do niego dzwonić trzy razy w roku i raz odwiedzić osobiście. Wszystkie listy, które mu wysłaliśmy, były otwierane i czytane przez całe zgromadzenie. Po naszej pierwszej wizycie, jakiś rok po jego ucieczce, moja matka powiedziała, że wolałaby go nie w ogóle nie zobaczyć – tak ciężko zniosła jego zmianę.

Członkowie Legionu podczas modlitwy. Zdjęcie dzięki uprzejmości Petruvski Films

Dlaczego László nie odszedł z Legionu po tym, jak się okazało, że Maciel wykorzystał tak wiele osób?
Już wtedy, gdy mój brat do nich dołączył, krążyły plotki o różnych nadużyciach. Wielu przywódców Legionu musiało wiedzieć o tym, co Marcial Maciel robił z tymi chłopcami, ale legioniści są nauczeni, aby bez względu na wszystko nie kablować na swoich przełożonych.

Jak wpadłaś na pomysł zrobienia filmu o László?
Podczas mojego semestru w szkole filmowej w Meksyku musiałam wymyślić temat filmu dokumentalnego. Rozważałam nakręcenie czegoś o Legionie, ale uznałam, że znacznie ciekawiej będzie się skupić na moim bracie i jego życiu w zakonie. Zgodził się w nim wystąpić, więc zatrzymaliśmy się w jego domu zakonnym w Connecticut, gdzie teraz mieszka, i tam kręciliśmy.

Dlaczego zgromadzenie ci na to pozwoliło?
Myślę, że byli świadomi swojej złej reputacji i chcieli coś z tym zrobić. Może uznali, że mój film pokaże ludziom, iż za zamkniętymi drzwiami nie dzieje się nic niezwykłego.


OBEJRZYJ: Dzień z życia współczesnego egzorcysty


Ale twój film pokazuje, że życie w Legionie podlega ścisłej kontroli i wielu regułom.
Absolutnie. Na przykład zakon wciąż pilnuje, żeby chłopcy nie spędzali czasu w parach. Uważa się, że seminarzyści są lojalniejsi, kiedy wszyscy trzymają się w dużych grupach. Właśnie dlatego podczas przerw zawsze chodzą po parku całymi stadami.

Czy nakręcenie tego filmu pomogło ci lepiej zrozumieć, dlaczego twój brat do nich dołączył?
Nie, nadal nie jestem tego do końca pewna. Jednak po raz pierwszy od lat mogłam naprawdę porozmawiać z László, a on skorzystał z okazji i przeprosił za swoją nagłą ucieczkę. Miło było też spotkać innych księży, którzy okazali się bardzo serdeczni i sympatyczni. To naprawdę pomogło. Zrozumiałam, że przynajmniej jest szczęśliwy. To podniosło mnie na duchu.


Więcej na VICE: