Reklama

Najlepszy prezent, jaki mogłam sobie dać na Walentynki

Poszliśmy na spacer dookoła wsi – było strasznie zimno, to był luty. Znaleźliśmy się w lesie, a moje dłonie powędrowały w kierunku jego spodni

tekst Yasmine M'rabet; Wysłuchane przez Sirin Kale; tłumaczenie Dominika Skórzewska
20 Luty 2019, 11:34am

Ilustracja: Camilla Ru 

Artykuł pierwotnie ukazał się na Broadly w ramach cyklu tekstów i audycji pt. My First Time (Mój pierwszy raz), w którym zgłębiamy różnego rodzaju „pierwsze razy”.

W tej odsłonie rozmawiamy z Yasmine M’rabet o jej pierwszym fellatio, które odmieniło jej życie. Poniżej oprócz jej spisanej historii znajdziesz również podcast z wywiadu.

Moja pierwsza w życiu laska była dość doniosła, ponieważ tego samego dnia po raz pierwszy kogoś pocałowałam, a wszystko to wydarzyło się w Walentynki. W pewnym sensie weszłam w świat seksu i pożądania jednym zdecydowanym krokiem. Miałam wtedy 14 lat i mieszkałam w maleńkiej wsi, w której niewiele się działo. Spędzaliśmy czas w lokalnej świetlicy, piliśmy i flirtowaliśmy z chłopcami. Któregoś wieczoru był tam chłopak, który podobał mi się od roku – niesamowicie się w nim bujałam i od jakiegoś czasu ze sobą pisaliśmy.

Flirtować, piliśmy i nagle na oczach wszystkich zebranych odwrócił się i mnie pocałował. To był ten wyśmienity rodzaj pocałunku z zaangażowaniem całego języka. Nie wstydził się! Poszliśmy na spacer dookoła wsi – było strasznie zimno, to był luty. Znaleźliśmy się w lesie, a moje dłonie powędrowały w kierunku jego spodni. Po tym mój mózg przenosi mnie od razu do robienia mu loda. Jestem na kolanach w lesie, robię pierwszą laskę w życiu i jest całkiem spoko.

Najżywiej pamiętam chwilę, w której, w którym stałam przy nim i patrzyłam, jak dochodzi. Pamiętam, jak podziwiałam tego chłopaka, który podobał mi się od dłuższego czasu i obserwowałam jego twarz, gdy szczytował. Myślałam: „O mój boże, to jest cudowne”. To była moja ulubiona część. Myślę, że w ten sposób weszłam w świat wojeryzmu i od tamtego czasu zawsze dużą przyjemność sprawiało mi patrzenie na kogoś, kto jest na granicy orgazmu.

Przede wszystkim pamiętam podekscytowanie sytuacją i to, że wszystko wydawało się nowe. Przez krótką chwilę próbował mi zrobić minetę, co jest dość ciekawe, bo młodzi chłopcy zazwyczaj nie są do tego przekonani.

Po wszystkim wróciliśmy do naszych znajomych. Pamiętam, jak siedziałam obok kościoła, myśląc sobie: „Wow! Co za noc!”. Mieliśmy kilkanaście lat – nastolatki mają to do siebie, że plotkują. Przez kilka następnych tygodni moi rówieśnicy podchodzili do mnie w szkole i pytali o tę sytuację. Chłopak podkoloryzował parę szczegółów i naprawdę nie wiedziałam, jak sobie poradzić z tą dziwną, nowo nabytą sławą. Ostatecznie plotki ucichły. Nie pamiętam, żebym nabawiła się przez to jakiejś życiowej traumy. Dla mnie było to naprawdę pozytywne doświadczenie.

Nadal uwielbiam robić loda. Moją drugą ulubioną rzeczą zaraz po minetce, jest właśnie obciąganie. Oczywiście nie zawsze jest doskonale – kiedy miałam dwadzieścia lat, byłam mniej pewna siebie i zdarzały się sytuacje, kiedy nie czułam się wystarczająco komfortowo i pewnie, żeby powiedzieć „nie”. To było naprawdę beznadziejne.

Oralne zadowalanie mężczyzn jest niesamowicie rozpowszechnione w mediach – zarówno w telewizji, jak i filmach oraz pornografii. Wystarczy, że obejrzysz film o nastolatkach, a na pewno zobaczysz fellatio albo usłyszysz, jak ktoś o nim rozmawia. Myślę, że to część problemu. Robienie loda jest znormalizowane, ale robienie minetki już nie. Magazyny dla kobiet uczą, jak robić laskę, ale nigdy nie zobaczysz okładki męskiego magazynu z nagłówkiem: „Jak dogodzić kobiecie?”. Wygląda to tak, jakby od kobiety wymagano oralnego seksu. Presja sprawia, że jeśli tego nie zrobisz, czujesz się jak przegryw albo masz wrażenie, że zabierasz całą przyjemność z seksu.

Pamiętam, że czytałam o różnicach w orgazmach i byłam zszokowana, gdy dowiedziałam się, o ile rzadziej kobiety heteroseksualne doświadczają orgazmu w porównaniu do heteroseksualnych mężczyzn. Zdecydowanie odnoszę wrażenie, że istnieje przepaść w seksie oralnym: oczekuje się, że mężczyzna zostanie zaspokojony, ale kobieta nie. Nawet teraz uwielbiam robić loda, ale rzadko zdarza się, żeby facet się odwdzięczył. A nawet jeśli to robi, jest to niezbyt entuzjastyczne – trwa to minutę, a później leci dalej. Musimy zacząć o tym mówić i normalizować kobiecą przyjemność, bo inaczej nic się nie zmieni. Wyobraź sobie, że sytuacja by się odwróciła i to mężczyźni nie doświadczaliby orgazmu podczas seksu! Mielibyśmy zamieszki!

Bycie kobietą, która otwarcie czerpie frajdę z robienia loda, może czasami wydawać się politycznym manifestem, tak jakby moje preferencje seksualne w jakikolwiek sposób służyły patriarchatowi. Rozmawiałam kilkoma kobietami, które nazywają się feministkami i mają problem z kobietami, które robią laskę. Gdyby ktoś powiedział mi, że zrobienie loda jest aktem antyfeministycznym, powiedziałabym mu, żeby się łaskawie odpieprzył. Dla mnie z natury antyfeministyczne jest mówić kobiecie, co powinna, a czego nie powinna robić i z czego powinna czerpać przyjemność w łóżku.

Dlaczego uwielbiam robić laskę? Uwielbiam robić to powoli, wyczuć moment i być w jednym rytmie z mężczyzną, któremu robię loda, dzięki czemu mogę usłyszeć jego reakcję i wiedzieć, kiedy coś mu się podoba. To wspaniała rzecz i sprawia mi to frajdę: zastanawianie się co mu się podoba i ile dzieli go od orgazmu. To naprawdę ekscytujące. Pewnie dlatego to uwielbiam.

By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”. Jesteśmy też na Twitterze i Instagramie.


Więcej na VICE: