zdrowie

Spróbowałam „swobodnego krwawienia” i nie było najgorzej

Nieużywanie tamponów podczas okresu całkowicie zmieniło sposób, w jaki myślę o miesiączce
majtki zaplamione krwią menstruacyjną
Fot. Jackie Dives 

Kiedy po raz pierwszy dowiedziałam się o swobodnym krwawieniu, pomyślałam, że jest to fajny sposób na zabranie głosu w walce z napiętnowaniem okresu. Było to mniej więcej w tym samym czasie, gdy była perkusistka M.I.A Kiran Gandhi przebiegła maraton podczas okresu bez użycia produktów menstruacyjnych. Kiedy miałam 13 lat, przeciekłam podczas zajęć gimnastycznych, co było najgorszą rzeczą, jaka mogła mi się przytrafić w tym wieku – Kiran sprawiła, że moje wspomnienie stało się mniej dotkliwe.

Reklama

Do tego sama również zapragnęłam zabrać głos na temat okresów. Kiedy spotykam faceta, który odczuwa wyraźny dyskomfort z powodu menstruacji, zazwyczaj mówię o wzdęciach, skurczach i problemach z trawieniem, które towarzyszą złuszczaniu się nabłonka macicy. Jako homoseksualna kobieta uważam to za ważną pracę społeczną na rzecz moich heteroseksualnych sióstr. Nigdy nie postrzegałam okresów innych kobiet jako coś obrzydliwego. Uważam, że świat byłby zdrowszym miejscem, gdyby więcej ludzi myślało w ten sposób.

Byłam za swobodnym krwawieniem jako sposobem na gest Kozakiewicza wobec patriarchatu. Nie wyobrażałam sobie jednak, jak może się ono stać elementem codziennego życia. Czy rzeczywiście istnieją kobiety, które rezygnują z tamponów, kubeczków menstruacyjnych, podpasek i innych produktów? Nie byłam pewna, aż kilka miesięcy temu nie zaczęłam spotykać się z dziewczyną, która naprawdę pozbyła się tych wszystkich produktów.

To totalnie zryło mi banię.

Od tamtego momentu poznałam sporo osób, które żyją tak z wielu powodów – od redukcji odpadów po lepszą więź z własnym ciałem. Jako ktoś, kto czasami zmaga się z oddaniem kontroli, wydawało mi się, że powinnam spróbować. Co złego może się stać?

Patrząc wstecz, nie jestem pewna, czego w tym eksperymencie obawiałam się najbardziej. Myślę, że remisowały niechciane plamy na kanapie i przypadkowi ludzie dostrzegający zabrudzenia na moich ubraniach. Nie uwzględniałam zbytnio zapachu, co jest dziwne, biorąc pod uwagę mój intensywnie rozwinięty zmysł węchu (połączony z bezlitosnym odruchem wymiotnym), a także moją świadomość ewentualnego bałaganu, jaki mógł powstać.

Reklama

DZIEŃ PIERWSZY

Miejmy to z głowy, swobodne krwawienie to bałagan i pierwszą rzeczą, którą musisz zrobić, to zaakceptować ten fakt. Większość pierwszego dnia spędziłam, siedząc na ręczniku i oglądając Buffy: Postrach wampirów. I to nie byle którą część – szósty sezon. Najsmutniejsza, najbardziej przygnębiająca i najbardziej problematyczna Buffy. Jedną z najważniejszy rad, jakie otrzymałam, było picie dużej ilości wody. Gwarantuje to częstsze wizyty w łazience, gdzie możesz sprawdzić, jak się mają sprawy na froncie. Tak więc nieustannie piłam wodę i sikałam średnio raz na 30 minut.

Dlaczego nikt nie traktuje poważnie bólu menstruacyjnego?

Niewiarygodne, ale pierwszego dnia ani razu nie zalałam mojej bielizny. Doznałam też znacznie mniejszego dyskomfortu, niż podejrzewałam. To pewnie za dużo poufnych informacji na raz, ale podczas okresu doświadczam naprawdę intensywnych skurczów. Wszystko mnie boli, łącznie z odbytem. Jeśli nie wezmę zawczasu paracetamolu, nie jestem zdolna do żadnej aktywności przez resztę dnia. Nie żartuję, z tego powodu musiałam zwalniać się z pracy.

Co dziwne, moje skurcze były znacznie łatwiejsze do opanowania podczas swobodnego krwawienia. Nie posiadam żadnych empirycznych dowodów na to, że było to spowodowane swobodnym krwawieniem, ale doceniłam brak konieczności łykania pigułek.

Tego wieczora miałam plan spotkać się z przyjacielem w barze. Pierwszy test mojej nowo nabytej odwagi polegał na próbie niezakrwawienia siedzeń w miejscach publicznych. Kiedy myślałam o najgorszej rzeczy, jaka mogłaby się wydarzyć – nieznajomym wskazującym na okresową plamę? kogo to obchodzi! – poczułam dziwny spokój i nabrałam pewności, że sobie z tym poradzę. Włożyłam czarne szorty i wyszłam.

Reklama

Na szczęście w lokalu były czarne skórzane taborety, dzięki którym poczułam się spokojniejsza na wypadek, gdyby patent z piciem ogromnej ilości wody nie zadziałał. Przerzuciłam się na piwo i upewniłam się, żeby się przełamać i pójść do toalety. Nie miałam żadnej wpadki, poza kilkoma plamkami na majtkach. Kumpel oczywiście rozpowiadał wszystkim, że krwawię swobodnie i nikt nie miał z tym problemu. Ktoś mnie nawet podrywał.

Dużym problemem podczas mojego eksperymentu okazał się sen. Pranie majtek to jedno, ale pranie prześcieradła lub zakrwawionego materaca to zupełnie inna para kaloszy. Spałam na awaryjnym ręczniku w razie, gdybym przeciekła. Ku mojemu zdziwieniu tak się nie stało. Do tego nie musiałam się martwić o pobudkę w okolicach 5 rano, by uniknąć zespołu wstrząsu toksycznego. Tak, to jest element, o który nieustannie się martwię, mimo że ryzyko jest dość niskie.

DZIEŃ DRUGI

Drugi dzień okresu jest zazwyczaj najgorszy pod względem krwawienia. Upewniłam się, że mój grafik będzie przepełniony – bo jaki byłby sens eksperymentu? Jak dotąd swobodne krwawienie było bardzo łatwe, ponieważ miałam łatwy dostęp do łazienki. Postanowiłam więc pójść na zajęcia jogi. Założyłam czarne spodnie do ćwiczeń i udałam się do studia.

Szybko odkryłam, że nie da się nie krwawić podczas wykonywania planków. To był chyba jeden z najciekawszych wniosków. Każda dziewczyna wie, że kichanie i kaszel zazwyczaj sprzyjają krwawieniu podczas okresu. Ale tym razem dokładnie wiedziałam, kiedy to się dzieje.

Reklama

Było coś pouczającego w świadomości, kiedy krwawię, a kiedy nie. To sprawiło, że poczułam bliższą więź z moim ciałem, nawet jeśli byłam pewna, że przeciekam przez moje spodnie tuż przed tym, jak kazano nam przybrać pozycję szczęśliwego dziecka. O ile mogłam stwierdzić, nikt nie czuł się urażony. Nie widziałam żadnych śladów na macie, kiedy spryskałam ją po zakończeniu zajęć.

Przekonana o tym, że jestem pokryta krwią, nie śpieszyłam się do domu. Zamiast tego postanowiłam cieszyć się chwilą. W drodze powrotnej zatrzymałam się nawet na pizzę. Serio, kim jest ta osoba? Jeśli chcesz poczuć się wyzwolona, musisz tego kiedyś spróbować. Uczucie wyjebki jest najlepsze. Kiedy w końcu sprawdziłam, jak wielka masakra dokonała się w moich spodniach, okazało się, że nie było tak źle, jak myślałam.

Tego wieczora pojechałam rowerem do kina i przesiedziałam przez prawie dwugodzinny seans niesamowitego Przepraszam, że przeszkadzam. Zanim wyszłam na film, zmieniłam spodnie i majtki, bo nie chciałam jak dupek utrudniać życia obsłudze kina. Podczas pokazu dałam sobie też spokój z chodzeniem do łazienki co 30 minut. I było nieźle! Całkiem nieźle – przeciekłam przez majtki i delikatnie poplamiłam wnętrze moich czarnych spodni (ale podczas eksperymentu nie ucierpiały żadne siedzenia kinowe, przysięgam).

Tej nocy spałam bez awaryjnego ręcznika.

DZIEŃ TRZECI

Moja nowo odkryta pewność siebie nagle zniknęła, gdy zdałam sobie sprawę, że miałam okres następnego poranka. To był mój pierwszy dzień w nowej pracy i chciałam założyć śliczne spodnie, a moja jedyna para czarnych dżinsów bez dziur była wciąż pokryta okresową krwią. Nie chciałam korzystać z tamponu, ale nie chciałam też zakrwawić moich jasnoszarych szortów. Najlepszym substytutem okazała się wkładka higieniczna.

Co dziwne, mój okres trzeciego dnia był ledwie zauważalny. Zdałam sobie sprawę, że mogłam nawet nie zakładać wkładki, gdybym trzymała się patentu z regularnym chodzeniem do łazienki. Zaczynam myśleć, że wiele z moich przyzwyczajeń związanych z okresem było zbędne i miało więcej wspólnego z wyimaginowanymi przeciekającymi ubraniami niż faktyczną ilością krwi, jaka wydobywa się z mojego ciała.

Reklama

​Płyny ustrojowe w feministycznej sztuce

Czy zrobiłabym to ponownie? Pewnie nie przez cały okres, ale na pewno nie będę już spała z tamponem, skorzystam tylko z wkładki. I zanim spytasz, dlaczego nie używam kubeczka menstruacyjnego – próbowałam i nie byłam w stanie z niego korzystać. Wkładanie go było zbyt bolesne.

Na pewno będę używać tamponu, kiedy będę w barze, kinie, pracy albo w domu przyjaciół. Niemniej jednak od tego eksperymentu zmniejszyłam zużycie tamponów o prawie dwie trzecie.

Choć nadal noszę tampon podczas gorszych dni, myślę, że to było dobre ćwiczenie. Zdałam sobie sprawę, że nie potrzebuję go przez cały czas. A jeśli przecieknę – kogo to obchodzi?

By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”. Jesteśmy też na Twitterze i Instagramie.

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE Canada


Więcej na VICE: