​W alkopodróży

Jak się pozbyć kaca? Jak usypać alkomandalę? Gdzie zakończyć alkoodyseję?

|
kwi 13 2015, 9:49am

Fot. Paweł Biesiadowski

Pobudka przed szóstą, kierunek kuchnia. Szklanka, kostki lodu, cytryna – jeden plaster to za mało, zalać wodą, słomka i wymieszać. Lodowata substancja za moment wbije igły w zaspane gardło. Wypijasz nim lód zdąży się rozpuścić. Masz to już świetnie przećwiczone. Przed snem też pamiętasz, by napić się wody. Wtedy nie potrzeba lodu i cytryny, wypijasz machinalnie, duszkiem ile możesz. Wyuczony wiedzą przekazaną od starszych kolegów, wiesz że na drugi dzień nie będzie właściwie kaca. Szkodliwe związki ścinające białka w mięśniach, z organizmu wypłucze życiodajna woda. Jak zdrowo. Woda zdrowia doda. Po butelce wina w krwiobiegu nie zostanie prawie śladu. Później możesz pomyśleć o dalszej rehabilitacji. Może świeży sok z grejpfruta, jeśli nie masz nic przeciwko grejpfrutom. Większość ludzi nie pała sympatią do grejpfrutów, ja wręcz przeciwnie. Po szklance witaminowej bomby, czas na jajeczko z bekonem albo inne kalorie z glutenem i tłuszczem w roli głównej.

Teraz trzeba tylko przetrwać kolejny dzień do wieczora i postarać się nie doprowadzić do rozstania z partnerem, nie rzucić ani nie zostać wyrzuconym z pracy, a przez ten czas nie wyżywać się za bardzo na otoczeniu.

Fot. Róża Augustyniak

Alkotypy

Prologiem do opisanej powyżej sytuacji jest alkopodróż. Specyficzny czas między wieczorem a wschodem słońca. Najczęściej przytrafia się w weekend. W przypadku przedstawicieli wolnych zawodów może przydarzyć się w dowolnym dniu. Wystarczy jedynie znaleźć innego freelancera, studenta, albo maturzystę, kupić flaszkę i zasiąść do stołu. Taka branża, całe życie na melanżach. Taki trochę stary suchar.

Niektórzy lubią sączyć prosecco w klubokawiarni, pić piwo w hipsterskim pubie lub zamawiać drinki i szoty w klubie. Tą ostatnią formą picia, oprócz wąskiej grupy fanów muzyki i domorosłych tancerzy, zajmują się głównie wraki ludzkie uciekające przed własnym cieniem w dudniącą muzykę, śmierdzące opary dymu i strzępy wykrzykiwanych do siebie wyrażeń. Mimo że wszyscy amatorzy procentów powodowani są podobnymi motywami – potrzebą ucieczki od problemów banalnej codzienności, brakiem satysfakcji w relacjach z innymi i chęcią rozładowania stresu, każdy ma własny styl alkopodróżowania.

Są śpiochy, które po paru kieliszkach wina obierają azymut na najbliższe posłanie – z nimi pije się w miarę kulturalnie i niezbyt długo. Są awanturnicy, którzy kłócą się ze wszystkimi o wszystko, gubiąc wątek i dni – tych należy unikać i nie siadać z nimi do picia, bo nie ma sensu tracić czasu i nerwów. Są też ludzie z betonu, których nigdy nie przepijesz. Z tymi należy uważać, bo alkopodróż może przeciągnąć się na długie godziny. Ty coraz bardziej pijany, tamten nie traci trzeźwości umysłu. Uważaj, bo zginiesz śmiercią marną, zagadany na śmierć. Wyjątkową grupę stanowią odpierdalacze.

Odpierdalacze

Połamane okulary, zdarte kolana, rozbite łuki brwiowe, potłuczone telefony, wpierdol na przystanku, przypadkowe pocałunki, pobudki w obcych miejscach, urwane filmy i strzępy wspomnień z alkopowrotów taksówką. To rzeczywistość dobrze znana odpierdalaczom. Ekstremalne jednostki lubią nagie przechadzki po domach, wyjadanie smakołyków ze spiżarni gospodarzy, dobijanie się do drzwi obcych lokali, czołgając się po klatce schodowej i spacery po dachach aut w spokojnych, wypoczynkowych kurortach. Jeśli w tej alkoodyseji zdarzy im się zagubić w czasoprzestrzeni, a ich zdjęcie po 48 godzinach wyląduje jako post wyróżniony w feedzie z dopiskiem „Poszukiwany" – mogliby zacząć się martwić, lecz w większości nic sobie z tego nie robią, szczęśliwie odnalezieni na Izbie Wytrzeźwień przez troskliwych przyjaciół, a nie w plastikowym worku na dnie Wisły. Niektórzy nawet z takiej sytuacji wychodzą w płaszczyku ochronnym, a raczej w drogiej marynarce, o której ktoś kiedyś zapomniał, otrzymanej od miłych pracowników wytrzeźwiałki. Odpierdalacze mają z reguły wiele szczęścia. Nie mogąc usnąć, zamiast baranków liczą pewnie kochanków, którzy przewinęli się przez ich łóżko w ostatnim kwartale.

Do końca nigdy nie wiadomo, ile tych sytuacji wspomagają dodatkowo inne używki. Niejeden fan piwa raczy się dodatkowo proszkiem lub skrętem. Zwolennicy jarania to także specyficzna grupa. Jeśli nie ma się wyczerpującej pracy, problemów z bezsennością i nie leczy się z epilepsji, ogłupianie się thc dla zabicia czasu i jako forma relaksu jest całkowitą głupotą.

Nie ma się jednak co biczować, każdy może mieć chwilę słabości. Alkopodróż przydarzyła się prawdopodobnie Andrzejowi Chyrze przed konferencją na festiwalu Camerimage, gdy stawił się na niej z poturbowaną twarzą i Januszowi Panasewiczowi śpiewającemu na scenie w pozycji horyzontalnej „W moich snach wciąż Warszawa", w Tarnobrzegu.

Alkoholicy z wieloletnim stażem łączą najczęściej wszystkie wymienione powyżej picia.

Fot. Ewa Podawczyk

Nie jesteś aniołem. Jesteś menelem.

Nie każdy jest joginem, czy mistrzem zen, a skumulowany stres trzeba jakoś rozładować. Niektórzy biegają lub ćwiczą na siłowni, do tego trzeba chyba dojrzeć. Dla większości sprawdzonym sposobem na odreagowanie jest alkopodróżowanie. Na myśl o zbliżającym się weekendzie, wbrew potrzebie odpoczynku, pojawia się nagły impuls pociągający za sobą lawinę nieoczekiwanych zdarzeń wynikających z chęci odcięcia się od skumulowanych wrażeń przeżytego tygodnia. Zamiast leżeć pod kocem, w Kapselku płacisz za butelkę z procentami. Stabilne osoby piją kompot z goździkami lub co najwyżej sączą piwo oglądając mecz albo chrupią chipsy przy filmie, a nie niepostrzeżenie znajdują się w dziwnych miejscach, by rano wykonać „walk of shame" do łazienki przed rodzicami nowego przyjaciela, a w następnym tygodniu relacjonować swojemu terapeucie alkoprzygody.

Takie odpierdalanie psychologowie nazywają acting-outem. Jest to przejaw mechanizmu obronnego, podczas którego wyładowywane są napięcia i lęki osób chwiejnych emocjonalnie. Większość, dzięki acting-outowi odczuwa na drugi dzień oczyszczenie.

Mój rozkochany w rock`n`rollowym stylu życia kolega, kryjący się pod eleganckim garniturem, za biurkiem dyrektora zwykł mawiać, że od zwykłego menela różni go tylko to, że zawiązuje sobie krawat. Nienasycony doznaniami, którymi karmił się jako młody chłopiec czytając pasjonujące lektury, kładąc się teraz do łóżka zadaje sobie pytanie: „To już?". Gdzie te imprezy w stylu Gatsby`ego, gdzie witkacowskie eksperymenty i przegadane przy dymie i koniaku noce?

Fot. Dorota Furmaniak

Alkomandala

Po alkowyczynach następuje przeważnie żal za grzechy i mocne postanowienie poprawy. Proces ten mógłby przypominać obrzęd sypania mandali, tylko o odwróconym porządku. U buddystów jest to forma medytacji polegająca na tworzeniu i niszczeniu. Odpierdalacze wpierw burzą porządek swojego życia, by poskładać je od nowa. W obu przypadkach ma to charakter oczyszczający.

Obudzeni w dziwnych miejscach odpierdalacze, z bolącą głową i urazami mechanicznymi na ciele, chcą jak najszybciej zapomnieć o tym, że po raz kolejny nie udało im się przesiedzieć piątku w opłacanych z własnej pensji czterech ścianach. Pod prysznicem zmywają smród fajek z włosów, ubierają pachnące ubrania, zdjęte z suszarki i postanawiają od poniedziałku systematycznie chodzić na siłownię. Jeśli w ferworze zdarzeń pamiętali o piciu wody podczas alkobaletu, oszukują się, że wcale nie czują zmęczenia i nie mają kaca. Oczyszczeni, gotowi są wrócić do żywych. Ambitniejsi pomagają swoim drugim połówkom przy pracach domowych i pocieszają się, że nadchodzący wieczór faktycznie spędzą przy herbacie. Alkomandala złożona z picia, kaca, regeneracji i mobilizacji zatoczyła katartyczne koło.

Karnawalizacja

Życie ludzkie wbrew temu, co pokazują w dużej mierze komercyjne stacje telewizyjne, pełne jest traum, depresji, lęków i odpychania od siebie niezręcznych decyzji. Najbardziej męczy chyba udawanie przed sobą i światem, że jest się inną osobą. Kimś, kto zawsze ma świetny humor, satysfakcjonujący związek i pasjonującą pracę. Dlatego pociągająca jest wizja udania się na seksualno-narkotyczną orgię, niczym z „Wielkiego Piękna" Paolo Sorrentino, by na chwilę dać upust niskim instynktom i zrzucić z siebie maskę.

Odpierdalacze czynią to, co niegdyś czynili uczestnicy karnawału. Ten, podobnie jak alkopodróż miał prowadzić do oczyszczenia. Andrzej Bełkot pisze, że karnawał to „forma obyczajowo-ludyczna o dużym natężeniu elementów widowiskowych i teatralnych". Czyż wyżej wymienione praktyki odpierdalaczy nie stanowią swoistego performansu? W którym teatrze zetkniemy się z biegającym nago po mieszkaniu mężczyzną, nie baczącym na próby przywołania go do porządku? Nie bez powodu karnawalizację nazywa się niekiedy teatrem bezpośrednim.

Podtypem osobowości chwiejnej emocjonalnie, którą często reprezentują odpierdalacze, jest osobowość graniczna. Bełkot także wspomina o „osobowości granicznej", tworzonej na skutek doświadczenia karnawałowego. Jak podaje, w czasie karnawału, między innymi poprzez stany upojenia wyzwalana jest „osobowość prawdziwa" zakrywająca „osobowość społeczną". Wtedy te wszystkie maski i gry pozorów, przy pomocy których spełniamy wymogi społeczeństwa, mogą pójść na chwilę w odstawkę.

Którędy do zajezdni?

Są podróże większe i mniejsze. Z tych pierwszych wracamy z pamiątkowymi zdjęciami, zainspirowani i pełni wspomnień. Drugie zwykle nie są dalekie i często mają żenujący finał. Zaczynają się w najbliżej knajpie albo w mieszkaniu znajomych, a kończą kacem i mocnym postanowieniem poprawy. Nasza kultura zachęca nas do picia, bo jak wiemy od zamierzchłych czasu, wtedy łatwiej jest nami sterować. Japończycy wymyślili nawet wino dla kotów, by sfrustrowane stare panny, nie musiały już pić same. Nie wiem, czy opatrzone jest banderolą, jeśli tak, lepiej uważać, by takowa nie przylepiła się kotu do łapki, porzucona na ziemię po pośpiesznym otwarciu butelki. Później trudną będzie ją zedrzeć.

Małgorzata Halber w swojej książce „Najgorszy człowiek na świecie" przyznaje, że gdy zrezygnowała z alkoholu, musiała na nowo nauczyć się kochać, tańczyć i nie wstydzić rozmawiać z ludźmi. Przez większość czasu zmagania się z nałogiem zastanawiała się, co dostanie w zamian za niepicie. W końcu odkryła wartość jaką jest prawda. Doły, samotność, lęk, smutek, gniew, ale też szczera rozmowa, autentyczny zachwyt nad pięknem natury, siły na długie wycieczki i wypoczęty organizm, będący w stanie dotrzeć na rowerze na poranne spotkanie.

Alkopodróż daje ekscytację, ale ta rujnuje koncentrację, dzięki której można się rozwijać. Wyniszczeni, wypłukani z magnezu i usiłujący zapomnieć o żenujących przygodach, nie będziemy mieć siły, by stworzyć coś wartościowego.

Niegdyś ludzie zostawiali sobie czas na alkoodyseję i ekscentryzmy na okres karnawału. Teraz zamiast masek, które wtedy zakładano uczestnicząc w pochodach, maluje się wieczorowy makijaż i robi dziubek do zdjęcia, które za moment dodane do „My Story" na Snapchacie obwieszcza światu, jak świetna jest impreza. Pochód zaś przemienił się w przepocony tłum ściśnięty w klubie.

To teraz stań przed lustrem i zastanów się dlaczego pijesz. Od jakich problemów odwracasz wzrok, jak mógłbyś odreagować frustrację, stres i napięcie zamiast uciekać w alkopodróż.

Kadr z klipu „You Will Dare" Digit All Love"

Więcej VICE
Kanały VICE