Odzyskałam słuch, głowa wróciła na swoje miejsce, można spisać relację. Nie każdy wytrzymuje konfrontację z Atari Teenage Riot, na przykład Konrad, który miał robić zdjęcia, poległ jeszcze przed startem i biedny zachorował z tej zgryzoty. Szczęśliwie z pomocą przyszła Natalia, która na taką może nie wygląda, ale jest zaprawiona w bojach, bo przybywa z kosmosu i spędziła kawałek dzieciństwa na Wave Gotik Treffen. I tak uaktywniwszy swojego wewnętrznego cybergota wybrałyśmy się do Rotundy. To osobliwe miejsce, w którym czasami odbywają się rewelacyjne koncerty, a czasem dla odmiany panuje duże stężenie swetra i polara. Tym razem oczywiście mowa o przypadku #1. Pojechałyśmy podziwiać naszych idoli z młodocianych czasów, którzy po 10 latach reaktywowali się w nowym składzie (Alec Empire, Nic Endo, CX KidtroniK).
Na zewnątrz i w środku mnóstwo gociuchów, ogólna cybernetyzacja. Niektórzy dla rozgrzewki (było zimno, a drzwi wciąż zamknięte) śpiewali cały repertuar NIN. Co prawda dla niepoznaki przebrałam się za dwunastoletniego hrabiewicza o imieniu Ludwik, ale czułam się bardzo wśród swoich, jak w starych dobrych latach 90. Tak co trzeci gość koncertu mógłby grać w Utah Saints, jeśli ktoś ich pamięta. To zapowiadało dobry koncert bez specjalnej blazy, za to z fruwającymi ludźmi i darciem mordy. No, właściwie nie mogło być inaczej.
Videos by VICE
Zaczęło się od długotrwałego i miło męczącego uszy supportu w postaci setów Horrid69 i Vicious Night. Może rozgrzewka trwała nieco za długo, bo co poniektórzy zaczęli już domagać się wyjścia ATR na scenę, jednak kilku na oko załogantów – weteranów zaczęło pomału udeptywać grunt pod sceną, angażując się w zapamiętałe, epileptyczne tańce. Im bliżej koncertu, tym gęściej robiło się pod sceną, pomyślałam więc w samozachowawczym odruchu: ratuj się kto może, przecież muszę spisać relację do Vice! Wgramolenie się na sprzęt było najlepszą decyzją tego wieczora. Co prawda pod samym głośnikiem (a nagłośnienie było masywne, wiedzcie), ale za to bez obrażeń. W sumie spadł na mnie tylko jeden jakiś zagubiony stage diver, którego za daleko ponieśli.
No właśnie: stage diving i tego rodzaju atrakcje! Atari Teenage Riot to z pewnością jeden z najbardziej interaktywnych zespołów na świecie i stojąc pod sceną należy być przygotowanym na konieczność złapania np. CX Kidtronika, który może znienacka zanurkować w tłum. Publiczność nader chętnie wskakiwała na scenę i zeskakiwała zeń z rozmachem, machała piórami razem z Nic Endo czy przybijała piątki z Alekiem Empire. O nim wiedziałam zresztą, że jest sceniczną bozią, bo miałam okazję widzieć solowy koncert zagranico. Tam jednak jego maniera rokendrolowego herosa z komiksu nie trafiła na specjalnie podatny grunt i starał się trochę nadaremnie, bo publika w Niemczech jest legendarnie sztywna. Jednak w Krakowie ludzie dali z siebie wszystko, bez oszczędzania kończyn i głów. I za to mamy oficjalny respekt od CX Kidtronika, gościa, który przemieszcza się po scenie i okolicach w takim tempie, że niemal nie da się zrobić mu zdjęcia.
Setlista składała się oczywiście z the best of – Revolution Action, Speed, Midijunkies – brakło jedynie, co każdy chyba zauważył, Delete Yourself, ale możemy to wybaczyć. Odzyskiwanie słuchu trwało chwilę po koncercie, choć nie było zbyt wiele czasu, aby odsapnąć, bo już zamykali i cześć pieśni. Ekstremiści poszli jeszcze na afterparty, ale moja potrzeba decybeli jest na razie zaspokojona (aż do listopadowego Wrocław Industrial). Dlatego po powrocie z sytą satysfakcją i wesołymi mordkami kupiłyśmy w znanym krakowskim domu towarowym produkty spożywcze i udałyśmy się na zasłużony spoczynek.
Tekst: Olga Drenda
foto: Natalia Piekarska&Olga Drenda
More
From VICE
-

Illustration by Reesa. -

Illustration by Reesa -

(Photo by: Samuel Dietz/WireImage)
