18+

Dlaczego jestem utrzymanką

To, co zaczęło się jako zwykła chęć sypiania z doświadczonymi mężczyznami, wkrótce przekształciło się w uzależnienie od seksu
Not the author. Photo via Flickr user Silentmind8

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE France , gdzie autorka pisze pod pseudonimem

Kiedy chodziłam do liceum, moje życie nie różniło się od tego prowadzonego przez inne nastolatki. Może nie byłam zakonnicą, ale nic nie zapowiadało, że za kilka lat będę czuła potrzebę, aby wypełniać moje dni seksem. Dużo się uczyłam, paliłam i piłam. Moje życie seksualne było w miarę bujne, ale z perspektywy czasu widzę, że już wtedy zaczynało mnie nudzić. Chłopcy, z którymi spałam, byli beznadziejni i szybko miałam ich dosyć. Seks nigdy nie trwał dłużej niż pięć minut, ale gdy pytali, czy było mi dobrze, zawsze kłamałam.

Reklama

Czasami wzdrygam się na myśl o wszystkich kłopotliwych sytuacjach, których doświadczasz jako seksualnie aktywna nastolatka. Wyjaśniasz chłopakowi, że nie da się spenetrować łechtaczki, ale on i tak próbuje, mimo braku jakiejkolwiek gry wstępnej. Myślę, że ostatecznie straciłam cierpliwość, gdy koleś spróbował zrobić palcówkę mojemu pępkowi.

Na studiach przeprowadziłam się do Montpellier na południu Francji. Większość studentów była niedostosowanymi dzieciakami na kierunkach humanistycznych i to właśnie w tym bardziej wyluzowanym środowisku nauczyłam się słuchać moich instynktów. W mieście, w którym nikogo nie znałam, poczułam się wolna. Mogłam robić, co tylko chciałam, i nikt by się o tym nie dowiedział. Jednak kiedy z koleżankami chodziłyśmy do barów, nigdy nie spotykałam facetów, którzy by mnie interesowali. Pragnęłam znaleźć jakichś starszych mężczyzn, z większym doświadczeniem seksualnym niż moi rówieśnicy, i nie chciałam, aby ktokolwiek z moich znajomych się w to mieszał. Dlatego postanowiłam zacząć ich szukać na specjalnych stronach, a nie poprzez zwykłe serwisy randkowe.

Zapisałam się na sugardaters.fr, czyli największą francuską stronę, poprzez którą mogą spotykać się utrzymanki i sponsorzy oraz utrzymankowie i sponsorki. Sponsor, a dokładnie sugar daddy, to mężczyzna w średnim wieku, który utrzymuje dużo młodszą od niego dziewczynę — sugar baby — w zamian za usługi seksualne. Podczas pierwszego spotkania sponsor i utrzymanka ustalają, jaki rodzaj relacji ich interesuje. Bardziej przypominają to tradycyjny związek niż relację prostytutki i klienta.

Reklama

OBEJRZYJ: Hedonistyczny ruch poliamorycznych jednorożców


Po zarejestrowaniu się na stronie natychmiast otrzymałam mnóstwo wiadomości. Wszystkie pochodziły od mężczyzn po 40. i 50. roku życia. Na portalu można znaleźć praktycznie każdy typ faceta. Najbardziej rzucają się w oczy ci najbardziej zdesperowani, których spala pożądanie — nagabują cię, mówią, że staje im od twoich zdjęć. Są jak wrzód na tyłku. Jednak w przeważającej części mężczyźni wysyłają ci miłe wiadomości, próbując cię przekonać, że naprawdę interesuje ich twoja osobowość.

Wystawiłam się na sprzedaż

Utrzymanek-milioner z czterema jachtami i dziewięcioma willami, który zawróci ci w głowie i w każdy weekend będzie cię zabierał na wycieczki, to tylko fantazja. Jeżeli naprawdę istnieje, to ja nigdy go nie spotkałam. Zazwyczaj ci mężczyźni są zamożni, ale nie w jakiś ekstremalny sposób — to menedżerowie, inżynierowie lub lekarze. Nie mam wątpliwości, że niektórzy z nich są po ślubie i po prostu chcą uciec od rutyny życia małżeńskiego, bez konieczności znalezienia prawdziwej dziewczyny lub zażądania rozwodu.

Pierwszy facet, którego spotkałam, zaprosił mnie do Aix-en-Provence, studenckiego miasta w regionie Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeże. Powiedział, że ma tam domek wakacyjny, gdzie często wyjeżdża na weekend, aby się zrelaksować. Albo, co było bardziej prawdopodobne — zważywszy na nieopalony pasek skóry na jego palcu serdecznym — żeby pieprzyć kobiety niebędące jego żoną. Nie przeszkadzało mi to, bo od samego początku było jasne, że nie spotkałam się z nim, żeby pograć w Scrabble. On też nie.

Reklama

Nie wstydź się. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


Po przedstawieniu się sobie i obowiązkowych 15 minutach gadek-szmatek, poszliśmy na basen. Nie wzięłam ze sobą kostiumu kąpielowego, więc szybko przeszliśmy do aktywności, z powodu której się tam znaleźliśmy. Facet był nie najgorszy — po raz pierwszy nie musiałam udawać orgazmu. Jednak spanie z kimś takim jest trochę jak wciągnięcie kreski: to właśnie podaż rodzi popyt. Pieprzyliśmy się przez cały weekend, a ja dostałam nową torebkę i jakieś 300 euro (1250 złotych).

Ludzie lubią opisywać relację sponsor-utrzymanka jako formę prostytucji, ale tak naprawdę nigdy nie robiłam tego dla pieniędzy. Oczywiście nie odmawiałam sobie pewnych przyjemności — często prosiłam o perfumy, torebkę, masaż czy kilkudniowy wyjazd. Te drobnostki dodawały mojemu życiu smaku. Jednak nigdy nie miałam wystarczających środków, żeby przenieść się do większego mieszkania. Co więcej, nigdy nie zamierzałam tego zrobić.

Jak wziąłem dwie laski z Tindera do swinger klubu

Po moim pierwszym pozytywnym doświadczeniu postanowiłam nie poprzestawać na jednym facecie. Chciałam poznać jak najwięcej osób. W Montpellier napisałam do około dziesięciu mężczyzn, którzy mieli podobne profile, co ten z Aix-en-Provence. Wkrótce nie było tygodnia, żebym nie spotkała się z kimś nowym.

Nigdy nie zrobiłam listy, ale myślę, że za pośrednictwem strony musiałam spotkać od 80 do 100 mężczyzn. Na początku pieprzyłam się z nimi dla zabawy, bo sprawiało mi to przyjemność. Przed spotkaniami zawsze trochę z nimi pisałam, żeby się dowiedzieć, z kim mam do czynienia, a dopiero potem decydowałam, czy pójdę z nimi do łóżka. Jednak szybko stało się to rutyną, a wkrótce rutyna przekształciła się w robienie tego, gdy tylko naszła mnie ochota i kiedy tylko miałam taką możliwość. Wszystko zaczęło się sprowadzać do seksu i przestało mnie obchodzić, z kim go uprawiam. Kiedy nie miałam orgazmu, byłam znudzona.

Reklama

​Byłam na seks imprezie „tylko dla ładnych ludzi”

Endorfiny, które pojawiały się po orgazmie, działały na mnie jak narkotyk. W którymś momencie zrozumiałam, że jak na utrzymankę trochę się zagalopowałam — odkryłam to wtedy, gdy pewnego dnia rozebrałam się, zanim jeszcze facet dotarł do mojego domu. Postanowiłam więc spróbować czegoś innego: klubów dla swingersów.

W ciągu pierwszych miesięcy próbowałam najróżniejszych pikantnych rzeczy, ale wkrótce na stałe przerzuciłam się na trójkąty i gangbangi. Ostatnio uczestniczyłam w podwójnym gangbangu, gdzie najpierw oglądałam, jak inną kobietę po kolei dymali różni mężczyźni, a potem nadeszła moja kolej. Przez pewien okres kręciło mnie uprawianie seksu przez glory hole — penetrujący mnie penis wystawał z dziury w ścianie, więc nawet nie wiedziałam, kto stoi po drugiej stronie. To był dla mnie idealny sposób na szybkie osiągnięcie orgazmu.

To pragnienie szybkiej satysfakcji już od mniej więcej roku stanowi część mojego życia i wiem, że łatwo się go nie pozbędę. Niektórzy ludzie zabijają czas, za pomocą gier wideo, a ja robię to, uprawiając seks z obcymi 40- i 50-latkami. To, co zaczęło się jako zwykłe pragnienie sypiania z doświadczonymi mężczyznami, wkrótce przekształciło się w jakiś rodzaj uzależnienia od seksu.

Wkrótce chyba powinnam zapragnąć innego życia — opanować moje żądze, dorosnąć, wyjść za mąż, kupić dom, mieć dzieci, adoptować psa, a po wszystkim się rozwieść. Czasem czuję się jak dziwaczka. Zdarza mi się mieć wyrzuty sumienia, bo wiem, że wiele osób uznałoby moje życie seksualne za patologiczne. Jednak przyjemność, jaką z tego wszystkiego czerpię, wciąż jest znacznie większa niż wstyd. Mam 22 lata i wiem, że kiedyś będzie musiało się to skończyć. Być może będę potrzebowała pomocy, żeby z tym zerwać. Ale jak na razie wydaje mi się to naprawdę nudną perspektywą.

Reklama

Więcej na VICE: