Oświadczenie: Niektórzy z was mogą pamiętać tę rubrykę sprzed kilku lat, czyli z czasów Viceland. Niestety, po przenosinach na VICE.com rubryka znikła, więc postanowiliśmy ją przywrócić. Miłego odbioru.
Posłuchajcie, wy szybko rozkładające się protoplazmatyczne worki wypełnione wapniem i gównem, mówi do was Dr Mona Moore. Oczywiście imię i nazwisko jest zmyślone, ale naprawdę jestem lekarką. Zanim zaczniecie mi współczuć z tego tytułu, chciałam nadmienić, że w odróżnieniu od was nigdy nie będę musiała martwić się o pracę, moje mieszkanie jest dziesięć razy większe od waszego, i mam prawo mówić wam co macie robić, bo wiem wszystko lepiej od was. A teraz zapraszam do lektury!
Videos by VICE
Znajoma dentystka miała kiedyś pacjentkę, której kokaina wyżarła dziurę między nosem i ustami, jak również przegrodę nosową. Daniella Westbrook się chowa. Kobieta ta miała nad ustami czarny cuchnący otwór o wymiarach 2,5 na 2 centymetry, przez który ciekła wydzielina z jej gnijącego nosa. Można powiedzieć, że usta stanowiły worek kolostomijny dla jej mózgu.
Była po czterdziestce i brała kokainę codziennie przez półtora roku, co w sumie nie wydaje się być wystarczająco długim okresem by spowodować ubytek w czaszce. Ostatecznie lekarze zalepili go kawałkiem języka, który przyszyli jej do podniebienia. Pacjentka miała też naruszone boczne ścianki nosa, co w przyszłości może doprowadzić do deformacji zwanej nosem siodełkowatym. Innymi słowy, jej nos może się zapaść w głąb twarzy, o ile nie pożegna się z białą damą.
Jeśli po przeczytaniu powyższego ustępu czym prędzej wykasowaliście z komórki numer waszego dilera i sprawdziliście palcami stan przegrody nosowej, chciałam was uspokoić, że zanim pewnego dnia znajdziecie na poduszce krwawy kawałek chrząstki dostaniecie kilka sygnałów ostrzegawczych. Najpierw zacznie was swędzieć nos, potem zaczną się w nim tworzyć wielkie skorupiaste strupy, które będziecie nieustannie próbowali wydłubać, a następnie pojawią się nawracające krwotoki z nosa, zwłaszcza rano. Mogą też wystąpić bóle twarzy spowodowane zatkaniem zatok i ostatecznie wypadanie małych kawałków tkanki. Oczywiście najlepiej odstawić koks na długo przed pojawieniem się tych objawów.
Większość ludzi w Londynie bierze kokainę i zapewne robi to także wielu spośród was. Każdą z tych osób nurtuje to samo pytanie: ile jeszcze mogą wziąć zanim wysiądzie im pikawa?
Niestety, nie ma tu jednej odpowiedzi. Jedni mogą wciągać dziesięć gramów na śniadanie i mieć na stałe zamocowany w dziurce od nosa zwinięty banknot, a inni mogą przekręcić się przy pierwszej kresce w ich życiu. Średnio na jedną ścieżkę idzie około 50 miligramów. Znane są przypadki śmierci po wciągnięciu 25 miligramów. Z kolei u niektórych rzekomo śmiertelny poziom kokainy we krwi (ponad 2 miligramy na litr) wywołuje co najwyżej zwiększoną potliwość. Wszystko zależy od stanu zdrowia, indywidualnych predyspozycji, stopnia czystości narkotyku i szczęścia. Teoretycznie jedna ścieżka kokainy może odciąć dopływ krwi do serca, ale na ogół tak się nie dzieje.
Atak serca to nic fajnego. Ci, którzy go przebyli, opowiadają, że czuli się, jakby usiadł na nich słoń albo ktoś zaciskał im na piersi żelazny pas, aż towarzyszący temu ból stawał się nie do zniesienia. No chyba, że ktoś się nawciągał – wtedy poczuje co najwyżej lekki ból w piersi. Wielu nałogowych kokainistów ma na sercu blizny po uszkodzeniu mięśnia sercowego, którego nawet nie byli świadomi.
Trafił mi się kiedyś 26-letni student medycyny, który zgłosił się na ostry dyżur z bólem w piersi po tym jak wstrzyknął sobie kokainę używając do tego igieł wyniesionych ze szpitala. Był tak wydygany, że przyznał się do wszystkiego, choć oznaczało to dla niego poważne kłopoty. Gdyby tego jednak nie zrobił, zapewne zaaplikowano by mu zwykłe leki na serce, co mogłoby pogorszyć jego stan, a nawet zabić.
Ci, którzy oczekują teraz kilku słów na pocieszenie, zapewne się zawiodą. W Anglii, skąd pochodzę, co roku leczenia potrzebuje około 800 z 800 tysięcy osób biorących kokainę. Jakieś 200 z nich umiera. Jeden na czterech to dość wysoka śmiertelność, ale jak komuś wysiada serce, to ma konkretnie przejebane.
Podsumowując zatem, ile trzeba wziąć koksu, żeby tak skończyć? Niestety jest tylko jeden sposób, by się tego dowiedzieć. Picie na umór, aż do krwotoków z odbytu, jest dla organów wewnętrznych niczym bomba atomowa, i tak samo jest z nałogowym braniem kokainy. Nawet jeśli się nie przekręcicie, skończycie z jedną ziejącą dziurą w nosie zamiast dwóch i bezużytecznym fiutkiem. Czy ten scenariusz skłania jednak kogokolwiek do odstawienia koksu? Obawiam się, że w skali roku tylko wspomnianych 200 nieszczęśników.
Przeczytaj też:
More
From VICE
-

Illustration by Reesa. -

Illustration by Reesa -

AEW -

AEW