Nie jest łatwo znaleźć osobników z tatuażami na twarzy. Podobno w całej Polsce jest ich zaledwie kilkunastu – nie ma się czemu dziwić, wszak nietrudno u nas dostać nawet po nietatuowanej mordzie. Udało nam się jednak znaleźć kilku śmiałków oraz wysłuchać kilku historii od tatuażystów, którzy mieli z nimi do czynienia.
Idziemy do studia Progres w Krakowie. Jego szef, Ozzy, opowiada nam: „Robiłem kiedyś tatuaż świrowi, który koniecznie chciał mieć na twarzy napis CRACOVIA HOOLS. Czasem można go spotkać w okolicach dworca, bywa dość agresywny”. Nie spotkałyśmy go, ale okazało się, że to popularna w okolicy osobistość, postrach młodocianych. Drugi raz usłyszałyśmy o nim w salonie 9th Circle. Tutaj jednak pracownicy studia twierdzili, że chodziło o WISŁA HOOLS. Jeśli kiedyś go spotkamy, damy wam znak, o który klub chodzi. A może chodzi o oba? Drenda czułaby wtedy pokrewieństwo dusz, bo pamięta, że jako dziecko napisała kredką na murze: „GKS psy i pany”.
Tatuowanie twarzy to gruba sprawa. Nasz ekspert, Łukasz ze studia Kult w Krakowie twierdzi:
„Twarz jest jednym z takich miejsc na ciele człowieka, do którego tatuator zawsze podchodzi indywidualnie, zgodnie z własnymi zasadami etycznymi. Jest wielu tatuatorów na świecie, którzy z zasady nie tatuują twarzy tym ludziom, którzy nie mają bardzo wielu i bardzo widocznych tatuaży na reszcie ciała. Jeśli twarz jest jedynym miejscem, gdzie można coś nowego wydziarać, wtedy ok. Widziałem dużo strasznych wzorów (nasz kolega z Niemiec ma fatalny tatuaż na twarzy). Wystarczy wpisać w grafikę na Google ‘brzydkie tatuaże na twarzy’ i wyskoczy całkiem spoko ładnych kwiatków. Widziałem np. napis ‘jebać sąd’ zrobiony wielkimi gotyckimi literami na czole. To oczywiście przykład na tatuaż więzienny, ale autentyk. W Polsce ciągle to jest nisza. Niemcy mają dość liberalne podejście do tatuaży i zdecydowanie częściej się dziarają. Tam co drugi tatuator ma wytatuowaną twarz i to w znacznym stopniu – nie tylko jakąś pierdołę koło oka”.
Videos by VICE
A propos oka… Bez wątpienia najbardziej ekstremalną formą ozdabiania ciała jest tatuaż oka. W praktyce jest to barwienie gałki ocznej, które daje efekt aliena. W Polsce tatuaż tego typu posiada xRonix, popularny w pewnych kręgach miłośnik modyfikacji ciała.
„Z tego co wiem jest ok. ośmiu osób na świecie, które mają wytatuowane oczy. Polega to na wstrzykiwaniu tuszu pod twardówkę. Pierwszy raz zobaczyłem to w Internecie i po ponad roku zastanawiania się stwierdziłem, że w końcu to zrobię. Nakłułem twardówkę i wstrzyknąłem odpowiednią ilość tuszu. Robiłem to sam, bo mama nie chciała się tego podjąć. Pierwsze oko tatuowałem bardzo stopniowo – kilka dni, parę krótkich sesji. Drugie zajęło mi ok. 20 min. Jest ryzyko ślepoty, rzecz jasna. Na dzień dzisiejszy nie da się uzyskać wzoru na oku, tusz się rozlewa. Białko oka jest po prostu innego koloru, w moim wypadku czarne”.
Marcin Urzędowski, lider grupy TAMTAMITUTU, to rozmowny chłopak. Drenda pamięta go jeszcze ze studiów – jego znak rozpoznawczy to charakterystyczne afrykańskie ciuchy i oczywiście tatuaż na policzku w postaci pacyfy, która z racji tego, że jest narysowana do góry nogami, może nieoczekiwanie spodobać się również fanom hordy Burzum.
Vice: Kiedy powstał Twój tatuaż, jak długo już go masz?
Marcin Urzędowski: Powstał 10 lat temu pod wpływem impulsu, krótkiego impulsu…
Długo zastanawiałeś się nad decyzją? Co cię zmotywowało? O ile pamiętam, tatuaż zrobiłeś sobie sam. Jaką techniką, ile zajęło ci to czasu i jak bardzo bolało?
Tatuaż powstał w formie protestu, był i wciąż jest moim prywatnym manifestem, osobistym stosunkiem do zamachu na wolność jednostki, jej prawa do własnych przekonań i swobodnej wypowiedzi twórczej. Przez wiele lat bezskutecznie próbowałem przekonać bezdusznych, nie mających wyobraźni mundurowych w WKU, że nie nadaję się do odbycia zasadniczej służby w wojsku, i charakter taki jak ja, prędzej czy później popełni szalone głupstwo gdy wcisną mnie w kamasze. Bezskutecznie. Odwoływałem się. Przekonywałem. Pisałem listy, przedstawiałem opinie psychologiczne biegłych psychiatrów (oczywiście mocno podkoloryzowane), powoływałem się na mój pacyfistyczny stosunek do życia, mówiłem o wstręcie jakim napawa mnie zabijanie, czy choćby nauka zabijania, prosiłem, krzyczałem, unikałem poczty, nic nie pomogło. Czułem się jakbym popełnił jakieś przestępstwo. Jakbym był pierwszym kandydatem na liście: „Za karę: w kamasze!”. Świetny sposób na skomplikowanie młodym ludziom życia, nie sądzisz?
Tatuaż powstał w prywatnym mieszkaniu mojego kumpla, Tomka. Robił go domowym sposobem dwie godziny. Chwilę zajęło mi wymyślenie wzoru. Wiedziałem, że będzie on miał coś wspólnego z pacyfizmem, z wolnością, ale nie chciałem mieć wytatuowanej po porostu pacyfki. To byłoby zbyt oczywiste, pretensjonalne. Powstała pacyfka zakamuflowana, utajona, niejednoznaczna. Wpisana w pokiereszowane słońce, jakby wyciosana siekierką, z toporną grubą linią. To miało nawiązywać do kultur pierwotnych, zwłaszcza do afrykańskich form wyrazu, do rzeźby, do jej niewypieszczonej, niewygładzonej struktury. Idealnie pasowało to do mojej poetyki, szorstkiej, lekko wulgarnej, ekscentrycznej. Pytasz czy bolało? Bolało, ale nie tak jak się tego spodziewałem. Wydaje mi się, że moja determinacja w walce z systemem była tak wielka, że nie odczuwałem bólu a satysfakcję, że na drugi dzień stawię się przed podpułkownikiem Tadeuszem K. z szelmowskim uśmieszkiem na ustach i powiem: „mam tatuaż na twarzy, a to wg przepisów obraża majestat munduru, więc pocałujcie mnie w dupę”. Myślisz, że pomogło? Nie! Wzmogło jedynie irytację wojskowych i ich zacietrzewienie. Wysłali mnie na badania do wojskowego psychiatry, któremu próbowałem wmówić, że mam zaburzenia osobowości, i czasami czuję się Masajem. To już było przegięcie i po raz nie wiem który, wbili mi w jakiś kwit pieczęć z literką A, która rzekomo stwierdzała moją absolutną gotowość do zapieprzania po poligonie. Do dziś mam nieuregulowany stosunek do służby wojskowej.
Dzięki tatuażowi na twarzy jesteś rozpoznawalny, dużo moich znajomych z Krakowa cię kojarzy jako “tego gościa z pacyfką”. To pomaga, czy szkodzi?
Raczej pomaga! Jestem rozpoznawalny, a w moim zawodzie to cecha pożądana. Nie spotkało mnie nic przykrego w związku z noszonym tatuażem na twarzy. No może kilka razy jakiś dres na głos skomentował jakim jestem głupcem, ale mam to w nosie. Nigdy nie żałowałem, że go mam i nie zadaję sobie pytań co będzie później, kiedyś, za ileś tam lat. Żyję tu i teraz! Gram na bębnach, prowadzę swoją grupę taneczno-muzyczną TAMTAMITUTU i moje życie koncentruje się głównie na tworzeniu sztuki. Tatuaż w tym nie przeszkadza. Często słyszę pytania: a jak będziesz szukał pracy? Otóż moi drodzy, nie będę szukał pracy. Ona już mnie sama odnalazła. Kuję swój perkusyjny los i sam jestem sobie szefem.
Tatuaż na twarzy pomaga w życiu osobistym? Masz sygnały, że podoba się dziewczynom?
Na pewno podoba się mojej dziewczynie, i to mi wystarcza. Z całą pewnością tatuaż w tym miejscu powoduje, że patrzą na Ciebie inaczej. Może z odrobiną ciekawości. Chcą zadać pytanie dlaczego w takim miejscu, ale zazwyczaj wyczuwam, że się wstydzą.
Dlaczego? Nie mam pojęcia.
Śmieszne są sytuacje, kiedy znudzony tą samą opowieścią, dla odmiany z grimmowską precyzją tworzę zmyślone historie powstania tatuażu. Najbardziej szalona mówiła o powstaniu tatuażu w Afryce w lepiance szamana, który wytatuował mi plemienny symbol zaostrzonym patykiem, uderzając weń kamieniem. Na końcu procesu inicjacji, w wymyślonej historii ów szaman pluje na moją twarz mieszaniną śliny, krwi i czegoś tam jeszcze by odpędzić złe duchy i zagoić świeżą ranę… Tak, podobnych historii były setki, dostarczając mi za każdym razem niezwykłego poczucia satysfakcji z kreowanej postaci. Uwielbiam ten rodzaj wkrętów.
Żegnamy TAMTAMITUTU, bo czeka na nas WADADA. Tak, tak, udało nam się pogadać z Dominikiem Muszyńskim, jednym z najlepszych bębniarzy w kraju, facetem, który jak mało kto w Polsce na pamięć zna instrukcję obsługi conga i djembe.
Vice: Jakie ozdobniki masz na twarzy?
Dominik Muszyński: Czuję się mocno związany ze sztuką prymitywną, szczególnie z tą symboliczną, wywodzącą się od rdzennej ludności zamieszkującej Amerykę PN. Na twarzy mam kreski, linie pojedyncze, podwójne i potrójne, które odgrywają ważną rolę – mają na celu wzmocnić i ukierunkować głównie moje zmysły. Nie chciałbym wywlekać na forum tak osobistych rzeczy, ale opowiem o podstawie tej symboliki. Jeśli „pracujesz” z jedynką ( jedna kropka, linia…), to ściągasz energię niezależności, indywidualności, ale może to także oznaczać samotność. Dwójka jest w pewnym sensie odwrotnością jedynki, daje siłę, by widzieć lepiej to, co jest realne, stać mocno na nogach, by móc np. opiekować się rodziną , słyszeć te dźwięki które są i wypowiadać te słowa, które będą konkretne i zrozumiałe. Trójka to duchowość, nadświadomość, umiejętność widzenia rzeczy na „dalszym planie”.
To brzmi jak ezoteryka. Twoje tatuaże mają przesłanie, ale Polscy tatuatorzy z dużą rezerwą podchodzą do dziarania twarzy. Gdzie ty robiłeś swoje linie i kreski?
Wraz z małżonką Karolką prowadzimy w Rzeszowie salon tatuażu „PRIMITIVETATTOO” (www.primitivetattoo.pl). Mojej połowicy, która jest świetną tatuażystką nie musiałem do niczego przekonywać. Ale to, co mówisz jest prawdą – tatuażyści niechętnie robią twarze. W naszym studio przez dwa lata była promocja na takie ozdoby całkowicie za darmo, ale nikt nie skorzystał.
Trudno się dziwić. Podejście społeczeństwa nie zachęca do podejmowania tego typu przedsięwzięć. Sam zapewne nie raz doświadczyłeś różnych reakcji ludzi?
Może w to nie uwierzysz, ale nigdy nie przytrafiło mi się nic przykrego w związku z rysunkami na twarzy. Wprost przeciwnie – dostaję dużo pozytywnej energii od ludzi. Może to dlatego, że ja naprawdę żyję w zgodzie z moim wizerunkiem i najważniejsze, że mam jeszcze oczy, których używam do kontaktu z człowiekiem.
Masz też wytatuowane inne części ciała. Czy tatuowanie twarzy boli bardziej ? Goi się dłużej?
To zależy. Skronie i okolice szyi są bardzo wrażliwe i tym samym ból może być większy. Przy policzkach o mało nie zasnąłem. Ale ból to pojęcie względne – zależy od osoby tatuowanej jak i tatuującej, od dnia, nastawienia… Co do gojenia, jest to chyba jedno z najlepiej gojących się miejsc na ciele, ponieważ twarz traktujemy raczej ostrożnie i delikatnie.
Czy uważasz, że Twój image jest koniecznym uzupełnieniem muzyki, którą tworzysz?
Nie, ja bym tego tak nie łączył, choć to się może uzupełniać, bo gram głównie muzykę etniczną, na etnicznych instrumentach. Ja jestem taki Etno-Punk i po prostu czuję bliski kontakt z taką muzyką i takim wyglądem.
Sebastian vel Junior to (wytatuowana) głowa studia Junior Ink. Jego podejście do sprawy jest urzekająco rzeczowe: to, że tatuaż na twarzy nosi niewiele osób nie oznacza, że należy robić wokół tematu ceregiele.
Vice: Jakie były motywy twojej decyzji o zrobieniu sobie tatuażu na twarzy?
Junior: Jestem związany z tatuażem już od kilkunastu lat. Obiecałem sobie, że gdy moja sytuacja życiowa i zawodowa będzie już ugruntowana i jasna, pozwolę sobie na taką radykalną zmianę. To z mojej strony trochę jednoosobowy manifest: „dzień dobry, mam tatuaż na twarzy i nie jestem groźny, nie jestem żadnym przestępcą”.
A jak ma się sprawa z reakcją otoczenia?
Udowadniam, że nie jestem przerażający i ludzie na ogół też nie są przerażeni, choć na pewno wyrażają zainteresowanie. Ja sam jestem już w tym tak długo, że nawet tego nie zauważam. Tatuaże w ogóle nie uchodzą już za jakieś specjalne zjawisko. 10 lat temu więcej sensacji wzbudzała moja wytatuowana ręka, niż dzisiaj twarz. Choć przyznaję, że nie polecam nikomu tatuażu na twarzy, jeżeli nie jest pewien w 100%, że nie skomplikuje mu to np. życia zawodowego.
———–
Na polskim gruncie tatuaż twarzy to poniekąd sfera legend miejskich – ktoś widział, słyszał, ale bez konkretów. Sami właściciele twarzowych dziar okazują się być tajemniczy, jakby udawali, że sprawa zupełnie ich nie dotyczy. Nie znaczy to, że w naszym kraju modyfikacje twarzy nie są popularne. Bynajmniej! Potocka już w wieku 10 lat kleiła twarz tatuażami z „Bravo”, czym wzbudzała dezaprobatę w osiedlowym supersamie. Dziś już tylko w stanie upojenia zdarza jej się mazać markerami po poliku, ale nie jest to ani powód do dumy, ani do chwały. W kraju ciągle furorę robią modyfikacje nieco innego rodzaju i głównie u pań – na przykład smażenie facjaty w ultrafiolecie albo pozbawianie się brwi. Zwyczaje lokalnych dzikich i ty możesz prześledzić w swojej komunikacji miejskiej!
Tekst: Olga Drenda, Ewelina Potocka
More
From VICE
-

Photo by Steve Granitz/WireImage -

(Photo by Rick Kern/Getty Images)

