John Dieterich (Deerhoof): Dzielimy się energią i nadzieją

Deerhoof, mat. prasowe (John pierwszy od lewej)

Tradycją już jest, że gdy Deerhoof wydadzą nową płytę z miejsca przyjeżdżają do Polski na koncerty. W tym roku nie jest inaczej. Po premierze “The Magic”, trzynastego studyjnego albumu, Amerykanie wystąpią we wrześniu w Warszawie i Łodzi. O nagrywaniu ostatniej płyty, koncertach z LXMP i o tym, jak Deerhoof radzą sobie ze swoją ciężką pracą opowiada gitarzysta zespołu, John Dieterich.

Videos by VICE

Czytaj wywiad poniżej.

Noisey: Jesteście w bardzo dobrej formie, popatrzmy tylko na ostatnie wydarzenia – w tym roku wydaliście “The Magic” i “Untitled”, czyli kasetę z kowerami oraz split z Dal Niente. Dwa lata temu koncertówkę “Fever” i “La Isla Bonita”. I nie pamiętam, kiedy spotkaliście się z negatywnymi komentarzami!
John DieterichHa, dzięki! Naprawdę się staramy!

Jak znajdujecie czas i warunki, żeby robić aż tyle rzeczy? Dzielicie przecież wszystko pomiędzy dużą ilością koncertów i nagrywaniem w studiu.
To zabawne, że wspominasz o tym akurat teraz, bo ostatnio zrobiliśmy sobie dużą przerwę po skończeniu “The Magic”. Chyba najdłuższą w dziejach zespołu. Ale wracając do pytania, tak – ostatni rok był dla nas szalenie ciężki i zajęty. Tak naprawdę to nagrywanie samo w sobie nie było bardzo czasochłonne, bo byliśmy całkiem nieźle przygotowani do tego, a materiał był w całości gotowy. Po prostu spotkaliśmy się w Albuquerque i nagraliśmy całość w zaledwie niecały tydzień. Tak powstało “The Magic”. Miksy zajęły oczywiście więcej czasu, ale tak jest już zawsze.

Od kilku lat jesteście otwarci na różne labele z całego świata. “Deerhoof vs. Evil” zostało wydane przez Polyvinyl, co jest u was standardem, ale także przez Flying Nun w Nowej Zelandii, ATP w Wielkiej Brytanii, Casa del Puente w Argentynie. Lost & Lonesome wydało “Breakup Song”, a “La Isla Bonita” ukazało się w Japonii dzięki Felicity oraz w Europie za sprawą Altin Village & Mine i Lado ABC.
To prawda, dużo tego jest, ale jeśli mam być szczery, to pierwszy raz słyszę o Casa del Puente. Sprawdzę to! Oczywiście nie zawsze utrzymujemy mocne kontakty z wszystkimi wytwórniami, z którymi współpracujemy. Chcielibyśmy, żeby tak było, ale gdybyśmy wzięli na siebie jeszcze i to, mogłoby zabraknąć nam powietrza i czasu.

Ok, w takim razie dlaczego powierzyliście wydawanie swoich albumów aż tylu światowym wytwórniom? Nie wystarczyło wam Polyvinyl ze swoimi i tak rozległymi kontaktami?
Długo o tym myśleliśmy i postanowiliśmy, że chcemy współpracować w Europie, zresztą, jak sam zaznaczyłeś, także i w innych częściach świata, z różnymi wybranymi wytwórniami. Chcieliśmy mieć więcej kontaktów z ludźmi, którzy wydają tutaj muzykę. To był eksperyment, który – jak na razie – udaje się wręcz świetnie. Oczywiście cały proces jest bardziej skomplikowany niż to może się wydawać, niż po prostu udostępnienie naszych albumów do zwykłej europejskiej dystrybucji. Ale zaletą naszego pomysłu jest fakt, że wiemy, kto pracuje nad naszymi utworami, co jest bardzo fajne.

Nie mogę nie zapytać: dlaczego nie Lado ABC tym razem?
Ha ha, wiedziałem, że to pytanie padnie. Coś mi mówi, że Lado ABC było teraz bardzo zajęte i nie mogło wziąć na siebie wydania “The Magic”!

Rozmawianie i negocjacje z wytwórniami, organizowanie koncertów i robienie – cóż, wszystkiego na własną rękę – musi być bardzo absorbujące. Wiem, że nie pracujecie już na etatach, ale co z innymi obowiązkami, gdy sprawy zespołu zajmują prawie cały czas?
To jest coś z czym nadal nie potrafimy sobie w pełni poradzić, cały czas nad tym pracujemy. Kiedy jesteśmy w swoich domach, zawsze mamy swoje oddzielne, prywatne życia, a sprawy zespołu odchodzą na bardzo odległy plan. A kiedy jesteśmy w trasie, cóż, odłączamy się od kwestii domowych. Wszyscy koncertujący muzycy zmagają się z tym i jest to rzecz, z którą staramy sobie konsekwentnie radzić. Krótkie trasy koncertowe oczywiście pomagają a my sami robimy wszystko, co jest w naszej mocy, żeby być z bliskimi w kontakcie, gdy jesteśmy daleko.


Przejdźmy do najnowszej płyty. Sesja do “The Magic” zajęła wam zaledwie kilka dni. Pamiętam czasy, gdy mówiliście, że do studia wchodziliście na kilkanaście tygodni. Tym razem też nie nagrywaliście w domu Eda, ale w opuszczonym budynku Foxa w Albuquerque w Nowym Meksyku.
Jeśli chodzi o czas to tak, jak Ci powiedziałem, materiał mieliśmy już w pełni gotowy, byliśmy też go pewni. Co do miejsca w którym nagrywaliśmy, to mieliśmy zabukowanych kilka koncertów na południowym zachodzie, włączając w to Albuquerque. Dlatego też zdecydowaliśmy się nagrywać płytę właśnie tam. Tata mojego przyjaciela, Jeremy’ego Barnesa, zarządza biurowcem, który często ma bardzo dużo otwartej przestrzeni, stąd nasza decyzja, że byłoby fajnie po prostu tam przyjść, rozstawić sprzęt i nagrywać.

Wraz z “La Isla Bonita” wróciliście do tego charakterystycznego dla “The Runners Four” stylu – dzika muzyka, różnorodne kawałki… Dużo się działo! Teraz natomiast wracacie do gitar. Ta płyta jest oparta głównie na zadziornych riffach i post-punkowym duchu.
Zgadzam się. Kiedy nagrywaliśmy “La Isla Bonita” myśleliśmy – i to bardzo dużo – o The Runners Four. Teraz staraliśmy się zrobić coś zabawnego, przyjemnego, co będzie potrafiło przekazać naszą energię, którą chcemy dzielić się z publicznością podczas koncertów. Gramy na całym świecie, spotykamy różnych ludzi. Ze wszystkimi chcemy dzielić się energią i nadzieją.

22 lata na scenie. Co zmieniło się w twoim odbiorze muzyki na przestrzeni tych lat?
Myślę że moja osobista estetyka zmieniła się w niewielkim stopniu, może jeszcze mniej niż mi się wydaje? Ale jako zespół rozumiemy się o jeden procent bardziej niż wcześniej. A to i tak jest bardzo, bardzo dużo (śmiech)!

Na początku września gracie w Polsce. 8 w Warszawie, dzień później w Łodzi. Znowu z LXMP. Chyba ich lubicie, prawda?
Weź, my wręcz kochamy LXMP!

Przyjeżdżacie z nową płytą, ale czego możemy się spodziewać po tych gigach? “The Magic” w całości, bo promujecie album, wiadomo, ale co jeszcze? Przekrój wcześniejszych wielkich hitów?
Lubimy grać wszystkie nasze albumy, więc postaramy się wybrać coś z każdej płyty. Ale tak jak powiedziałeś, na tej trasie skupiamy się na nagraniach z “The Magic”. Mam nadzieję, że ludzie będą gotowi do nieustannego tańca!

I ostatnie pytanie: będzie “Will Basket Ball Get Your Groove Back” w setliście?
Hmmmmmmm… (śmiech)

Thank for your puchase!
You have successfully purchased.