Opowieść o duchach

Ilustracje ze zbiorów Naruyama Gallery.

Nie mam cienia wątpliwości, że gdybym przyjęła pewną propozycję małżeństwa, moje życie mogłoby potoczyć się w całkiem zwyczajny sposób. Nie mogłam jednak znieść takiego upokorzenia. Później zmieniłam zdanie, ale zalotnik już zdążył odejść z tego świata. Zgon nastąpił z przyczyn naturalnych. Ponieważ ojciec mnie wydziedziczył, przez jakiś czas mieszkałam w żeńskim akademiku. W końcu wyczerpałam oszczędności i przez kilka lat robiłam to, co musiałam, żeby zarobić na życie. To wtedy zaczęłam widywać czarne duchy. 

Videos by VICE

Moja matka usłyszała o moim położeniu od ciotki. Zaczęła błagać ojca, żeby wysłał mnie do miasta, w którym stało kilka należących do niego apartamentowców. W ciągu siedmiu lat jego gniew zdążył osłabnąć. Zgodził się pod warunkiem, że w mieście towarzyszyłaby mi matka, która jednocześnie doglądałaby ojcowskich nieruchomości. Kiedy byłam mała, matka była bardzo towarzyska. To się zmieniło w chwili, gdy jej skórę zaatakowała egzema. Pokryła jej ramiona, ręce, nogi, brzuch i twarz. Kąpiele w roztworze z nadmanganianu potasu jedynie łagodziły swędzenie i zmieniały kolor naszej wanny na intensywny błękit. 

Zamieniła się w pustelnicę, a potem – w intelektualistkę.

Kiedy zamieszkała w mieście, nocą oglądała nieme filmy. W starych produkcjach o duchach dostrzegała poezję. Oglądała je po kilka razy z rzędu. Nie przepadam za filmami o duchach, nawet jeśli pochodzą z ery kina niemego. Matka oglądała je późną nocą na laptopie w swoim pokoju. Rano opowiadała mi o aktorach.

– Ichikawa Danjūrō IX był przeciwny występowaniu na srebrnym ekranie, ale ostatecznie przekonał go argument, że to może być dar od niego dla potomności. Ponoć swoją grą potrafił przywołać atmosferę z kronik Tokinoriki. To była lektura obowiązkowa w szkole. Pamiętam, że nie byłam w stanie przebrnąć przez zawiłości protokołu dworskiego i mętny styl wypowiadania się Tairy. Nie mam pojęcia, co się stało, ale teraz tekst jakby się otworzył; kiedy go czytam, czuję, jakbym gawędziła z dobrym przyjacielem.

– To fascynujące – odparłam. Podmuch wiatru szarpnął koroną drzewa na dworze, strząsając płatki kwiatów na stół w jadalni. Nie wszystkie duchy są złe.

***

Zarabiałam nieregularnie, ale za to znaczne sumy, tłumacząc dla obcokrajowców. Moje biuro znajdowało się na południe od starego pałacu. Po dwudziestym piątym roku życia notowania kobiety zaczynają spadać na łeb na szyję. Kiedy stuknie jej trzydzieści jeden lat, jej czas bezpowrotnie się kończy. Ze mną było inaczej, bo porozumiewałam się z czarnymi duchami. Edwarda poznałam drogą mejlową za pośrednictwem agenta prasowego firmy Murata. Treść jego mejla mnie zaskoczyła, a wręcz zbiła z pantałyku. Przeczytałam go kilka razy. „Tak – pomyślałam. – Koleś ze mną flirtuje”. Od tego momentu zaczęłam intensywnie o nim myśleć. Wyobrażałam sobie, że musi być zdesperowany i mieć nierówno pod sufitem, jak większość samotnych osób. Zwykle klient współpracuje z tłumaczem podczas przygotowywania broszury, żeby uniknąć ewentualnych nieporozumień. Część klientów oczekuje, że sama się tym zajmę i dopilnuję również innych kwestii organizacyjnych, ale Edward wydawał się inny. Kiedy przesłał swoje zdjęcie do działu grafiki, pomyślałam: „Przystojniak z niego. Ale każdy może się taki wydawać na zdjęciu”.

Podczas naszej pierwszej rozmowy telefonicznej skupiliśmy się na omawianiu logistycznych aspektów jego wizyty. Ze względu na różnicę stref czasowych prowadziłam tę rozmowę z łóżka. Moja matka oglądała w tym czasie film ze ścieżką dźwiękową nagraną na pianinie, nastawioną na cały regulator. 

W głosie Edwarda usłyszałam coś nowego. Zdałam sobie sprawę, że to mężczyzna obdarzony precyzyjnym umysłem. Wyjaśniłam mu, że w zależności od czasu pobytu klienta do moich obowiązków może również należeć pokazanie mu miasta.

***

Od tego czasu Edward dzwonił coraz częściej. Żyliśmy w dwóch różnych strefach czasowych, więc telefony od niego odbierałam zawsze w nocy. Za trzecim albo czwartym razem zadzwonił do mnie, kiedy byłam trochę wstawiona. Wtedy po raz pierwszy poruszyliśmy w rozmowie bardziej osobiste tematy. Opowiedział mi o swoich zmaganiach z alkoholem i o zwycięstwie nad nałogiem. Ja z kolei wyjawiłam mu, że mieszkam z matką, zaś z ojcem nie utrzymuję kontaktów.

Powiedział: – Dlaczego zawsze muszę się zakochiwać w nietuzinkowych kobietach?

– Co to ma znaczyć?

Firma Murata załatwiła Edwardowi zakwaterowanie za miastem. Miał tam mieszkać przez tydzień, a na cztery dni przenieść się do lokum w mieście. Firma wprawdzie poleciła mu miejscowego tłumacza, ale Edward nie potrafił się z nim dogadać. Angielski tłumacza był dobry, ale nie na tyle, żeby umiał przekazać wszystkie niuanse, na przykład ton wypowiedzi czy nastrój rozmówcy. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że najrozsądniej będzie, jeśli przyjadę do niego na wieś. Edward chciał się rozmówić z agentem prasowym firmy i załatwić nam kwaterunek w dwóch różnych hotelach, ale uznałam, że to zbyteczne. 

Moją matkę trudno jest okłamać, bo sama jest rasową kłamczuchą. Powiedziałam jej, że jadę na wieś do pracy, tłumaczyć gościa zaproszonego przez firmę Murata na konferencję o bawełnie. Dodałam: – To podobno bardzo wpływowa bizneswoman.

Matka na to: – Jeśli chcesz się widywać z jakimś mężczyzną, masz moje błogosławieństwo. Rób, co możesz, żeby zmienić swoje położenie.

***

Od czasów wypadku sąd zakazał mi pić. Zdarzało mi się jednak sporadycznie wypić parę kieliszków z matką albo samej w knajpie na rogu.

Wyznałam to Edwardowi. Powiedziałam mu: – Dziś wieczór piłam wino z matką. Raczej nie przepadam za winem, ale czasem wypijamy we dwie po butelce. Moja mama lubi białe.

– Jedna butelka na dwie osoby to nie koniec świata.

– Wypijam więcej niż matka, a poza tym nie wolno mi pić.

– Dlaczego?

– Sąd mi zakazał. Przez rok musiałam nosić elektryczną bransoletę dla przestępców. Można by polemizować z tą decyzją. Chciałabym o tym pogadać, ale mi nie wolno. Kultura mi zabrania.

Odparł: – Podoba mi się, jak mówisz po paru kieliszkach wina. Powinnaś wypić jeden przed naszym spotkaniem. Jesteśmy tylko ludźmi.

– Przecież nie mogę.

– Czemu?

– Bo ty nie pijesz. Nie powinniśmy pić we dwójkę.

– Prawda. Też myślę, że na dłuższą metę będzie lepiej, jeśli powstrzymasz się przy mnie od picia, ale chciałbym, żebyś podczas naszego pierwszego wspólnego wieczoru była odprężona i zadowolona. To nam obojgu dobrze zrobi.

***

Na wieś pojechałam pociągiem. Nie było wolnych miejsc, więc całą drogę musiałam stać. Obok mnie chłopak w szkolnym mundurku chrupał chipsy i popijał je piwem z dużej puszki. Miał kędzierzawe włosy i dziobatą cerę. Wagon restauracyjny był pełen facetów w czarnych garniturach. Zamówiłam koktajl, ale adrenalina wygrała z alkoholem i musiałam wypić jeszcze dwa, żeby w ogóle coś poczuć. Potem zamówiłam czwarty, ale nie skończyłam go. Zawsze miałam temperamencik. W wieku dwudziestu trzech lat związałam się z pewnym mężczyzną. Z pozoru wszystko układało się dobrze, ale coś mi nie grało. Zdarzało mu się pisać jakieś SMS-y na boku, plecami zasłaniał wtedy ekran komórki. Często gdzieś wychodził, a po powrocie nie był w stanie jasno zrelacjonować przebiegu spotkania. Za każdym razem, gdy nabierałam podejrzeń, przyjmował oskarżycielski ton. Trwało to dwa lata. Cały czas czułam, że nie daje mi tego, co mi się należy, ale nie umiałam tego czegoś nazwać. Pewnej nocy zauważyłam ślady zadrapań na jego plecach. Zapytałam, skąd się wzięły, a on zaproponował, żebyśmy razem poszli do jego psycholożki. Owinął sobie tę starowinkę wokół palca. Łgał na temat swoich objawów, żeby przepisała mu określone leki. Kiedy zdradziłam jej swoje obawy, odparła, że źródłem tych lęków są moje nieudane relacje z ojcem. Aż pewnego dnia wróciłam wcześniej do domu z pracy i przyłapałam go w łóżku z dziewczyną, którą znałam od dawna. Ta dziewczyna nie potrafiła samodzielnie myśleć. Zawsze była ode mnie trochę mniej zamożna i brzydsza, ale nieustannie się przede mną popisywała. Rzuciłam: – Przynajmniej znam prawdę.

Odparł: – A czym jest prawda?

Czy to nie zabawne, że ta prosta wymiana zdań skończyła się zabójstwem? Kiedyś dwóch dziadków, którzy pilnowali nieruchomości mojego ojca, pokłóciło się o wynik partyjki szachów.

 Od siedmiu lat pracowali razem i byli najlepszymi przyjaciółmi, ale od słów przeszli do bijatyki, aż jeden z nich – całkiem nieumyślnie – zadał drugiemu śmiertelny cios. 

Podobnie rzecz się miała między mną a tą znajomą. 

Od tamtego wieczoru jest warzywkiem.

***

Edward był ode mnie wyższy o pięć centymetrów. Miał oczy jak pewien chłopak, który wyśmiewał się ze mnie w dzieciństwie. 

Ten chłopak był jedynakiem. Kiedyś jego matka próbowała wywołać rozróbę na boisku do piłki nożnej. Wyłamała drewnianą sztachetę z ogrodzenia i wpadła jak burza na murawę. 

Wystarczyło o tym wspomnieć w obecności tego chłopca, a policzki od razu nabiegały mu krwią i wykrzykiwał: „Kłamiesz!”. Kupa śmiechu. Mało tego, miał niepełnosprawną siostrę, która śmiesznie mówiła. Mieliśmy niezły ubaw, dzwoniąc popołudniu do jej domu i prosząc ją do telefonu. Jej ojciec był jednym z tych dorosłych, którzy z łatwością dają się zastraszyć małym dzieciom. Dlatego długo ulegał naszym prośbom i dawał ją do telefonu. Wtedy można było ją przedrzeźniać. Po jakimś czasie jej ojciec nie chciał już przekazywać jej słuchawki, więc zaczęliśmy dla odmiany znęcać się nad nim. Teraz to jego przedrzeźnialiśmy, co w sumie było nawet fajniejsze.

– Chyba panią skądś znam – powiedział Edward. Podałam mu rękę. Objął mnie w pasie i złapał za biodro. Powiedział: – Cieszę się, że jesteś taka drobna. – Odparłam: – Chodźmy odebrać bagaże.

Walizki krążyły po taśmie. Wokół karuzeli bagażowej stłoczyli się pasażerowie.

– Trochę się bałem – zwierzył się. – Ale jednak mam fart. Moja była żona też nie należała do grubych.

Wsadził rękę pod moją bluzkę i uszczypnął mnie w bok. Wbił mi palce między żebra. – Zastanawiałem się, co też zrobię, gdybyś okazała się grubaską?

Wyzwoliłam się z jego uścisku i zapytałam: – Która jest twoja?

–To ta – wskazał na podniszczoną walizkę. Uniósł ją do góry. Wyglądała na ciężką. Nie umknęło mojej uwadze, że jest silnym mężczyzną.

***

Już wcześniej mu tłumaczyłam, że seks przed ślubem nie wchodzi w rachubę. Przypomniałam mu o tym, kiedy wylądowaliśmy razem w jego łóżku. Oświadczyłam: – Możemy sobie razem poleżeć i nic więcej.

Odrzekł: – Ależ oczywiście – a już chwilę później zmuszona byłam na niego nawrzeszczeć. Zdałam sobie potem sprawę, że byłam wulgarna. Tej nocy zdarzyło mi się to parokrotnie.

Potem go dosiadłam. Okno naszego pokoju wychodziło na ośrodek sportowy. Zamykano go o dwudziestej pierwszej, mimo to w środku było dwóch czarnoskórych. Przechadzali się po asfaltowym torze. Szli w szczególny sposób, powoli i nie rozglądając się na boki. Ich ciała nie podrygiwały za każdym krokiem. Sprawiali wrażenie, jakby płynęli nad ziemią. Jeden z nich miał na sobie satynowy płaszcz z kapturem.

Edward zapytał: – Na co się tak gapisz?

Kiedy świtało, rzucił w moją stronę: – Podobam ci się?

– Nie wiem.

– Po cholerę pieprzyć się z facetem, jeśli nie do końca wiesz, czy ci się podoba. Może trzeba było poczekać, aż będziesz miała pewność.

Milczałam.

– Przepraszam – powiedział. – Chyba sobie na to zasłużyłem.

***

Następnego ranka wygłaszał prezentację w centrum konferencyjnym TEC. Prelekcję zaczął od przydługiego i zawiłego dowcipu. Nie było sensu go tłumaczyć, więc powiedziałam tylko: – Biznesmen opowiedział kawał, proszę się teraz zaśmiać. 

Nie piliśmy. Zamiast tego chadzaliśmy do restauracji i kina. Jeden z filmów, które poszliśmy obejrzeć, był w 3D. Dla wygłupu założyliśmy specjalne okulary jeszcze przed seansem, przez co ludzie w kinie patrzyli na nas jak na debili. 

– Nie widzę żadnej różnicy – powiedział Edward.

– A ja tak – odparłam, przyglądając się mojej ręce. 

– Czekaj, chyba coś widzę – zawtórował mi Edward. Potem rzucił szeptem: – Strach ich obleciał, że będziemy tak robić przez cały film.

Nie kupiliśmy popcornu. Siedzący za nami facet był gruby jak beczka, a na kolanach trzymał wielki karton prażonej kukurydzy. Edward pochwycił moje spojrzenie i powiedział: – Zaraz to załatwię. – Moje duchy się tym zajęły. Jakiś kwadrans po rozpoczęciu seansu grubas wytoczył się z sali. Na fotelu zostawił swój popcorn.

Powiedziałam: – Weź go sobie – i Edward mnie posłuchał.

To był nocny seans. Film skończył się po drugiej nad ranem. 

Jakaś osobliwa postać tkwiła u wejścia do kina. Czarnoskóra kobieta. Stała w połowie schodów, na tle stiukowej fasady budynku. Miała na oko ze czterdzieści lat. Ubrana była w bezkształtną czarną suknię. Wyglądała na bezdomną. Nie spuszczała nas z oka.

– Spójrz na nią – powiedziałam. – Jakaś dziwna.

– Wygląda jak jedna z tych kobiet, które nawiedzają cię we snach.

– Dziwne, że to powiedziałeś.

– To chyba facet.

Powstrzymałam się od komentarza: „To w ogóle nie jest istota ludzka”.

Postać poruszyła się i zobaczyłam, że to nastolatek.

Miał na sobie czarną koszulę i czarne szorty do kolan. Powiedziałam: – Jedźmy szybko do hotelu. Złapmy jakąś taksówkę.

Traf chciał, że jedna akurat przejeżdżała obok. Zatrzymałam ją. Edward usiadł ze mną na tylnym siedzeniu. Nasz kierowca wjechał pod prąd w ulicę jednokierunkową, potem skręcił w niewłaściwym miejscu i wylądowaliśmy na pasie szybkiego ruchu. Korciło mnie, żeby powiedzieć Edwardowi o rzeczach, o których powinno się milczeć. Zamiast tego cały czas powtarzałam: – Doprawdy, dziwne.

Na przeciwległym pasie zatrzymał się chevrolet Camaro, tuż obok naszej taksówki. Jechał pod prąd, na wstecznym, równolegle do nas. W środku było dwóch młodych czarnoskórych mężczyzn. Obaj odwrócili się w naszym kierunku.

Powiedziałam: – Lepiej się zamknę.– Edward odparł: – Mam wrażenie, jakbym został wessany do twojego świata.

Odpowiedziałam: – Nie gadajmy o tym.

Przez pięć dni zdążyliśmy zobaczyć wszystkie filmy warte objerzenia. Chciałam wziąć go do baru serwującego węgorze, należącego do pewnego japońskiego poety. Słyszałam gdzieś, że było to nieźle odjechane miejsce. Niestety, po drodze pomyliłam kierunki, więc udawałam, że celowo zaprowadziłam go pod wieżę ciśnień. 

***

Trzeciego dnia w mieście, kiedy już postanowiliśmy się pobrać, a Edward miał poznać moją matkę, zaczęliśmy pić.

– Nie chcę iść do baru hotelowego – powiedziałam. – Tylko złapię doła. Ledwo minęło południe. Jest przecież mnóstwo innych miejsc. Weźmy taryfę do 

Rub A Dub. Dziś wieczór grają reggae.

Padało.

– Chcę ci postawić butelkę dobrego wina – powiedział Edward. – Tutaj nie mogę. Może w hotelu.

– Niedługo mamy być u mojej matki. 

Już wypiliśmy butelkę, po dwa duże kieliszki na osobę. 

Kiedy butelka była pusta, trzeba było się zbierać. Napisałam do matki SMS-a: „Piliśmy wino”.

„W domu też jest wino” – odpisała matka. – 

„Kupiłam dla was obojga. Jest w kredensie pod workami na śmieci”. 

Moja matka poprzestawiała meble w domu i do połowy rozebrała ołtarzyk. Odkurzyła i posprzątała. Na co dzień bardzo dba o porządek, ale teraz mieszkanie dosłownie lśniło czystością. Widziałam oczami wyobraźni, jak matka wdrapuje się na stół, zdejmuje z żyrandola kryształowe zawieszki i każdą z osobna zanurza w specjalnym roztworze. 

Mieszała sałatę. Danie główne stało na blacie w towarzystwie przekąsek. Przedstawiłam ją Edwardowi.

Powiedziałam: – Moja matka czuje się zaszczycona, że może cię poznać.

– Powiedz jej, że cała przyjemność po mojej stronie. I że jest jeszcze piękniejsza niż jej córka.

– Moja matka mówi, że umiesz schlebiać starej kobiecie i żebyś nie przestawał. Pyta, czy życzyłbyś sobie wina.

– Powiedz jej, że chętnie i podziękuj za troskę.

– Moja matka mówi, że podejmowanie gości sprawia jej ogromną przyjemność. Kiedyś często zapraszała znajomych do domu. Zawsze starała się sama dla nich gotować i podawać do stołu. Tutaj to tradycja, ale słyszała, że w Stanach jest inaczej.

Matka udała się do kuchni. Specjalnie na tę okazję za czterdzieści dolców kupiła urządzenie napowietrzające do wina. Na błyszczącym opakowaniu widać było dwie amerykańskie modelki sączące trunek. 

– Wino musi oddychać – obwieściła matka.

Przyniosłam Edwardowi kieliszek, który natychmiast wychylił. Potem powiedział: – Przynieś więcej.

Upił odrobinę z kieliszka i powiedział: – W swoim najlepszym okresie Eddie Murphy nie miał sobie równych. Był genialny. To rewelacyjny aktor komediowy.

Przetłumaczyłam to mojej matce. Odparła: – To prawda.

– Dzisiaj już nie ma takich facetów – spytaj swojej córki, ona wie to najlepiej.

Ton jego głosu nie pozostawiał wątpliwości co do znaczenia tego komentarza, ale moja matka nie zrozumiała, o co chodzi. Zapytała z uśmiechem: – Co on ma ma myśli?

Wyjaśniłam: – Chodzi mu o to, że kiedy byłam wolna, spałam z wieloma mężczyznami, a ty i tata nie odbieraliście ode mnie telefonów. Krótko mówiąc, ma mnie za dziwkę.

Matka wstała i poszła do swojego pokoju. Zamknęła za sobą drzwi. 

– Zobacz, coś narobił – wyrzuciłam mu. – Uchlałeś się i przyniosłeś mi wstyd. Matka się przez ciebie zdenerwowała.

– Widzę.

– Lepiej już chodźmy.

Zamówiłam taksówkę. Czekając na jej przyjazd, pochowałam resztki jedzenia do lodówki i zmyłam część naczyń.

Matka zdążyła już posprzątać w kuchni, więc niewiele zostało do zrobienia. Kiedy skończyłam, zapytałam go: – O czym myślisz?

– Zastanawiam się, czy nie wrócić na wieś.

– Ach, tak.

– Rano przesłałabyś mi moje rzeczy.

– Oczywiście.

– Tylko pogarszasz sprawę.

Spojrzałam w okno. 

– Skompromitowałaś mnie przed swoją matką – powiedział.

– To ty nazwałeś mnie dziwką.

– Spałaś z setkami facetów.

– Bzdura. Było ich góra trzydziestu. Mnóstwo kobiet miało tylu mężczyzn.

– Może mają tyle oleju w głowie, żeby o tym nie mówić.

Wstałam i poszłam położyć się na moim łóżku. Brakowało poduszek i kołdry; matka musiała je zabrać. Pod głowę wsunęłam zwinięty ręcznik. Pół godziny później pojawił się Edward. Położył się koło mnie i zapytał: – Co ty wyprawiasz?

Leżeliśmy przytuleni do siebie jak dzieci. Powiedziałam: – Pachniesz jak płatki Chex Mix.

Była dopiero dziewiąta wieczorem. O pierwszej nad ranem otworzyłam oczy. Szturchnęłam Edwarda: – Wracajmy do hotelu.

– Że co?

– No chodź, wracamy.

Odwrócił się na drugą stronę. Sporo wypił. Znowu zasnęłam.

***

– Zamierzasz wyjść z pokoju, żeby poćwiczyć ze mną i Patience, czy zostajesz z tym panem?

Ledwo minęła siódma. Kochaliśmy się z Edwardem na misjonarza, bo wydawało nam się, że tak będzie ciszej.

Odparłam: – Chyba zostaję.

– W porządku – odpowiedziała matka, ale ton jej głosu był jednoznaczny.

Edward ułożył się obok i spojrzeliśmy sobie w oczy.

– Domyśliła się – powiedziałam.

– Niby jak?

– Po moim głosie.

– Skądże znowu.

Edward odchrząknął.

– Co chcesz robić? – zapytałam. – Może ubierzemy się i pójdziemy na kawę?

Zeszliśmy do zatoki. Usiedliśmy na ławce z widokiem na ocean. Powiedział, że rozumie moją definicję pożądania. Rzucił kilka nazwisk filozofów, których nie kojarzyłam, i przytoczył definicję, która różniła się od mojej. Można w niej było znaleźć pewne analogie, ale nie była moja.

Zaczął mnie obrażać. Odpowiadałam mu, naśladując jego sposób mówienia do mnie. Powiedział: – Zostawiłem moją pierwszą żonę, bo nie potrafiłem jej uszczęśliwić. Kobieta, do której odszedłem, nie była w żaden sposób wyjątkowa; kochałem ją, bo wiedziałem, że jest ze mną bardzo szczęśliwa. Kieruję się o wiele prostszymi motywami niż ty: chcę być kochany. Jeśli nie jestem, to… – wykonał taki gest ręką, jakby wyrzucał jakiś śmieć. 

Powiedziałam: – Pójdę sobie. Mam ochotę poczytać.

– Dobra. Ja tu jeszcze trochę posiedzę.

Nie poruszyłam się. On wstał. Usiadł na ziemi, a potem wyciągnął się na plecach na trawie, robiąc sobie z butów prowizoryczną poduszkę. 

– Ranisz mnie – powiedziałam. – Dotarło do mnie wszystko, co powiedziałeś, i zrobiło mi się od tego niedobrze. Mówię to na wypadek, gdybyś się nie domyślił.

– A więc w końcu czujesz się tak jak ja.

Zaproponowałam: – Przejdźmy się.

Wstaliśmy. W pobliżu ławki stała młoda mewa. Chcieliśmy sprawdzić, jak blisko pozwoli nam do do siebie podejść. Mewa wyglądała na zaniepokojoną. Od razu poczuła na sobie nasz wzrok. Spojrzała na nas jak na drapieżników. Potem zachowała się niemal jak człowiek, odwracając oczy, jakby próbowała przekonać samą siebie, że ma paranoję. Zrobiliśmy kolejny krok w jej stronę i czekaliśmy. Nie poruszyła się. Zbliżyliśmy się jeszcze bardziej. Ptak znowu rzucił nam przenikliwe spojrzenie. Nastroszył pióra. Czekaliśmy. Mewa wykonała taki ruch, jakby zbierała się do ucieczki, ale jednak zdecydowała się pozostać na miejscu. Odczekaliśmy znowu jakiś czas i znowu zmniejszyliśmy dzielący nas od ptaka dystans. Wtedy mewa odleciała.

Edward zapytał: – Jak myślisz, dlaczego ludzie się pobierają?

– Z różnych powodów.

***

Edward popijał cały dzień. W końcu nie wróciliśmy do hotelu. Wieczorem był już mocno zrobiony; ledwo trzymał się na nogach, zataczał się. Upierał się, że będzie niósł mi torebkę. Chwilę później spadła mu z ramienia. Ciągnęła się po ziemi, a w pewnym momencie zahaczyła o krzesło i Edward omal się nie przewrócił.

– Daj, ja poniosę – zaproponowałam.

– Nie – odpowiedział i przełożył torebkę przez ramię.

Znowu się zsunęła i zaczepiła o krzesło. Wlokła się za Edwardem po podłodze, a potem po chodniku, kiedy wyszedł złapać taksówkę.

W samochodzie puścił z komórki jakiś rasistowski kawałek. Prosiłam, żeby to wyłączył. Utwór wybrzmiał do końca. Edward podśpiewywał sobie do muzyki, jednocześnie ganiąc mnie za wybór tak obrzydliwie rasistowskiej piosenki. 

Powiedziałam: – Wydaje ci się, że skoro w wieku trzydziestu sześciu lat nie mam jeszcze męża, to biorę, co leci? Myślisz sobie, że nie potrafię być sama?

– Właśnie to udowodniłaś – odparł. – Bo mówiąc tak, chciałaś mnie zranić.

– Hmm.

– Rozpaczliwie pragniesz z kimś być i zadowolisz się pierwszym lepszym, który nawinie ci się pod rękę. Wcale mnie nie kochasz. Zgodziłaś się wyjść za mnie, bo chcesz dziecka. Wiesz, że jestem płodny.

Położyłam się na jego kolanach. Minęła północ. Bałam się zostać sama z Edwardem. Byłam wściekła. Poprosiłam raz jeszcze, żeby wyłączył muzykę, a on odparował: – Mam święte prawo puszczać, co chcę. – Podniosłam się i kazałam taksówkarzowi zawieźć mnie pod dom matki. Po tonie mojego głosu i gestykulacji, Edward zorientował się, co powiedziałam. Rzucił w stronę taryfiarza: – To będzie taki budynek przypominający obskurny motel, w którym zagnieździli się bezdomni.

***

Matka już spała. Podałam Edwardowi gorące mleko.

Kiedy był już całkiem nieprzytomny, zauważyłam jego komórkę. Zerknęłam na ekran. Kontaktował się z kobietą, która nazywała się Sandra Williams. W ciągu dnia napisała mu SMS-a: „Śniło mi się, że ożeniłeś się z 45-letnią panią psychiatrą”.

Odpisałam jej: „Dziwne. Ciekawe, skąd ci się to wzięło! :D”

Czekałam na jej odpowiedź, ale najwyraźniej już spała. Napisałam: „Chyba zaliczyłaś zgon albo właśnie posuwa cię twój chihuahua”.

„Następny razem podduś go trochę podczas rżnięcia, przepuść jego fiuta przez maszynkę do mięsa i zrób nadzienie na pierożki. :D”

Z nieznanego mumeru przyszedł SMS: „Idź się leczyć, popaprańcu. To jest chore”.

Odpisałam: „Kto to?”

„Jaja sobie robisz?”

„Nie”.

„Wszystko z tobą dobrze?”

„Tak. :D”

„Hej, tu osoba, z którą jesteś od roku zaręczony!!”

„Co niby jest chore?” – odpisałam.

„Zadzwoń, kiedy będziesz mógł pogadać”.

„Czy to chore, że cię kocham?”

„Skąd ci się zebrało na takie wyznania?”

Poszłam do łazienki. Znalazłam małe opakowanie kryształków nadmanganianu potasu. Obudziłam Edwarda i powiedziałam: – Elektrolity.

– Że co? – Sen pomógł mu trochę wytrzeźwieć. Chciał się przytulić. Wyciągnął do mnie ręce.

Powtórzyłam: – Elektrolity, na kaca. Ohydne w smaku, ale za to jutro będziesz się czuł jak nowonarodzony.

– Mmm.

– Tylko musisz wziąć je wszystkie na raz. O, tyle – pokazałam mu garść kryształków. 

Poinstruowałam go: – Połknij i natychmiast popij, żeby nie poczuć smaku – podałam mu kubek wody.

Zrobił, jak mu kazałam. Następnego ranka był już martwy.

Pewnie chcecie wiedzieć, jak sobie dalej radziłam. Moje czarne duchy były nader pomocne. Wprost nie posiadały się z radości. Duchom Edwarda było o wiele ciężej. Zanim wieść o jego śmierci dotarła za ocean, miałam sporą frajdę, wodząc je za nos dzięki komórce, którą po sobie zostawił.

inne opowiadania z numeru literackiego:
 
 
 
Thank for your puchase!
You have successfully purchased.