2013 to syf

Korzystając z rzadkiej okazji, żeby pooglądać sobie telewizję, zacząłem przeglądać telegazetę w poszukiwaniu czegoś, co mnie zainteresuje (serio, czemu pilot do telewizora nie może mieć układu klawiszy QWERTY, jak w kompie, albo chociaż prymitywnego słownika wzorowanego na Nokii z lat dziewięćdziesiątych?). Udało mi się coś znaleźć i postanowiłem przełączyć kanał. Okazało się jednak, że połowę przewidzianego w programie czasu trwania emisji pochłaniają reklamy. W ten oto sposób zmuszony zostałem do wysłuchiwania kretyńskich peanów na cześć roweru stacjonarnego. I to nie byle jakiego, chodziło bowiem o hipernowoczesny rower stacjonarny XXI wieku, którego ekran sterowania jest połączony bezprzewodowo z serwisem Google Maps. Krótko mówiąc, ten rower jest podłączony do internetu. Hańba tym, co niegdyś szydzili z pomysłu podłączenia lodówki do sieci. Teraz dzięki połączeniu z serwisem Google Maps można wybrać jedną z istniejących na świecie tras rowerowych, a twój jednoślad wiernie odtworzy nachylenie ścieżki podczas jazdy.

Innymi słowy, mowa o urządzeniu, które przetwarza i fizycznie reaguje na dane zdalne bez znaczącego udziału człowieka. Nadszedł ostateczny kres internetu przedmiotów. Stąd już tylko krok do stworzenia takiego systemu oświetlenia w mieszkaniu, który będzie w stanie przewidzieć powrót domowników, albo tostera wrzucającego posty na Twittera (niedawno widziałem taki projekt; długo nieużywany toster zaczyna wysyłać tweety z błaganiem o nowego właściciela, który zrobi z niego lepszy użytek.) 

Videos by VICE

Internet przedmiotów, w skrócie IoT, to temat tego roku. Podobnie, jak na przykład interaktywne okulary Google Glass, okaże się sprawdzianem Kolejnej Nowej Normy. Przymknijmy oko na fakt, że tylko w tym roku programiści zapłacą 1500 dolców od głowy za eksperymentalną wersję okularów przyszłości, od których na tym etapie nie można za wiele oczekiwać. Wygląda na to, że wszystkie te ultranowoczesne wynalazki lądują w jakiejś wspólnej przestrzeni; w końcu jakimś cudem IoT, okulary Google Glass, drukowanie przestrzenne i masa innych rzeczy połączą się w jedno, tworząc na ten przykład Web 3.0. 

Pamiętam, jak w pierwszej dekadzie nowego milenium oglądałem na portalu Bay Area fatalne nagranie sondy ulicznej, w której każdy z respondentów musiał na koniec odpowiedzieć na pytanie: “Co sądzisz o Web 2.0?” Kilka lat wcześniej zaproszono mnie do wzięcia udziału wspólnie z przedstawicielem Aardman Animation w panelu dyskusyjnym podczas konferencji na temat cyfryzacji. Mieliśmy mówić o narracjach cyfrowych (storytelling).  Co z tego, skoro ktoś z widowni zadał nam pytanie, czym są aplikacje B2B. B2B to inaczej Business To Business. Chodzi o to, że firmy mogą sprzedawać innym firmom swój bezwartościowy szajs. Dzięki temu w ogóle nie potrzebują prawdziwych klientów. Krótko mówiąc, jest to model biznesowy wzorowany na ludzkim przekładańcu z horroru Ludzka Stonoga.

Znawcy tematu twierdzą, że w tym roku wszystkie te zjawiska będą miały swój wielki comeback. Jakby nie wystarczało, że już pękła jedna, gigantyczna bańka mydlana. Oto przykład organicznej niezdolności do trafnego diagnozowania zmian kulturowych. Na tę samą przypadłość cierpiał niejaki Marc Benioff, który w 2011 roku gorąco zachęcał “przedsiębiorców” do pobierania nauk biznesowych od członków ruchu “99 procent” -inicjatorów akcji “Okupacja Wall Street”; biznesmeni mieli w ten sposób nauczyć się, jak “Okupować Przedsiębiorstwo” (Occupy The Enterprise). Tego typu uwagi wygłaszane publicznie tylko rozzuchwaliły marksistów, już od dziesięciu lat głośno trąbiących o “późnym kapitalizmie”. Biada nam, jeśli marksiści, tylko ciut bardziej irytujący niż toster poszukujący na Twitterze ratunku w ramionach jakiegoś żałosnego hipisa, wydają się mieć rację! Oznacza to tylko jedno: mamy przejebane. 

Internet Przyszłości to wciąż jeszcze dość chwiejna konstrukcja, podatna na akty dywersji. Teoretyk wojskowości i ekspert w dziedzinie prężnie działających społeczności John Robb już mami masy wizją Dronenetu. Dzięki sieci dronów błyskawicznie dostarczających zamówione towary, nikt nie zawracałby sobie głowy kupnem drukarki przestrzennej (3D), nie chcąc zostać oskarżonym o zbytnią rozrzutność. John Robb nowy system nazwał internetem Dronów. Według mnie, to pojęcie jest nierozerwalnie związane z internetem przedmiotów. 

IoT to naprawdę fantastyczna idea. Otwiera nam drzwi do świata urządzeń, które raportują, uczą się, zapamiętują i udzielają pomocy. To także świat, w którym rośnie w siłę zdesperowana klasa “przedsiębiorców”, zrodzona w czasach recesji i socjopolitycznej zawieruchy. Skorzystajmy zatem z Modelu Biznesowego Ludzkiej Stonogi i odrzućmy ultranowoczesne rozwiązania w stylu drukowania przestrzennego. Zamiast tego odkryjmy na nowo zalety usługi doręczenia przesyłki następnego dnia na Amazonie. To może wymagać od nas znacznego wysiłku, ale może nie zmieniajmy na lepsze otaczającego nas szrotu, którego symbolem jest twój pilot do telewizora? 

To co, pedałujemy co sił w nogach prosto donikąd? 

Witajcie w 2013.

more:

PLANTACJE MARIHUANY W POLSKIEJ KRONICE FILMOWEJ

DZIESIĘĆ GÓWNIANYCH ALTERNATYW DLA ZAPICIA SIĘ NA ŚMIERĆ

DAŁEM SZEFOWI PO RYJU

Thank for your puchase!
You have successfully purchased.