
W ten sposób fotografowano zwłoki, zanim trafiły na stół sekcyjny. Zdjęcia ze zbiorów prefektury policji w Paryżu.
Artykuł po raz pierwszy ukazał się w VICE Francja
Uwaga: niektóre z poniższych zdjęć mogą wywołać dyskomfort.
Videos by VICE
Fotografię wynaleziono już w latach 30. XIX wieku, ale francuscy śledczy zaczęli wykorzystywać ją w pracy dopiero 40 lat później. W 1887 roku kryminolog Alphonse Bertillon stworzył metodę identyfikacji przestępców. Dzięki jego dalekowzroczności paryska prefektura może się dziś pochwalić jednym z najbogatszych archiwów fotograficznych na świecie. W jej zbiorach znajdują się miliony fotografii, z których najstarsze wykonano jeszcze w XIX wieku.
38-letniemu lekarzowi medycyny sądowej Philippe’owi Charlierowi kawał życia upłynął na badaniu morderstw, które przeszły do historii. Dorobił się dzięki temu ksywki „cmentarny Indiana Jones”. Niedawno przerzucił się na pionierskie fotografie kryminalistyczne. W swojej książce Seine de crimes (wyd. 2015) przedstawia i analizuje blisko 100 zdjęć uwieczniających morderstwa, zamachy, samobójstwa i śmiertelne wypadki, które miały miejsce w stolicy Francji w latach 1871-1937.
„Przeglądając zdjęcia z miejsc zbrodni popełnionych w Paryżu na przestrzeni dziesięcioleci, widzimy, jak ewoluowały narzędzia i techniki kryminalistyczne, z których korzystała ówczesna policja – wyjaśnia Charlier w przedmowie do książki. – Te zdjęcia to coś więcej niż tylko cenny materiał dla medycyny sądowej. Oprócz tego, że stanowią świadectwo ludzkiego bestialstwa, pokazują od kulis życie codzienne ludzi z minionych stuleci”.


Nóż w dłoni ofiary wskazuje na samobójstwo, ale wyniki śledztwa i pobrane z miejsca zdarzenia odciski palców dowiodły, że pannę Ferrari ugodził w serce kochanek, niejaki pan Garnier.
W książce znalazło się kilka fotografii miejsc osławionych przestępstw, w tym nieudanego zamachu na króla Hiszpanii w 1905 roku i zabójstwa Jeana Jaurèsa w 1914 roku. Jednak większość zdjęć przedstawia anonimowych ludzi zamordowanych z wyjątkowym okrucieństwem. Oto trup niejakiego Juliena Delahieffa, którego w 1896 roku owinięto w szmaty i zamknięto w walizce. Pani Candal, która uwielbiała koty, zginęła w 1914 roku od licznych ciosów pięścią. 10 lat później prostytutkę Suzanne Lavollée brutalnie uduszono, a jej zwłoki okaleczono.
Publikacja takich zdjęć wywołuje zrozumiałe kontrowersje.
– To fotografie o wartości historycznej, a akta powiązanych z nimi spraw są utajnione. Zdjęcia mają grubo ponad ustawowe 30 lat, więc zgodnie z prawem można udostępnić je publicznie – wyjaśnia Charlier. – Tu chodzi jednak o dylemat natury etycznej, a nie prawnej. Zgoda, publikacja takich zdjęć jest legalna, ale czy dopuszczalne jest ujawnienie tajemnicy lekarskiej? Czy wolno zlekceważyć prawo ofiar do prywatności?
W odpowiedzi na te rozterki Charlier ukuł pojęcie science pudique (powściągliwa nauka), które pozwala uszanować prawa innych, jednocześnie nie hamując postępu i dążenia do wiedzy.

Zdjęcie powyżej zrobili policjanci, żeby pokazać, jak powinno wyglądać idealne ustawienie aparatu.

Fotografiom miejsc zbrodni często towarzyszyły rysunki i ręcznie szkicowane mapki, których celem było odtworzenie dokładnych wymiarów. W przypadku zwłok używano jednak innej metody polegającej na specjalnym kadrowaniu. Aparat umieszczano nad trupem, pod kątem prostym do zwłok. Środek zdjęcia przechodził dokładnie między oczami nieboszczyka, przez nasadę nosa.

Specjalnie wykadrowane zdjęcie pana Falla, którego zamordowano we śnie. Zwłoki znaleziono 27 sierpnia 1905 roku w przedpokoju jego mieszkania przy Rue du Temple nr 60 w Paryżu. Nogi nieboszczyka są wzniesione z powodu stężenia pośmiertnego. Kawałek tkaniny wokół szyi wskazuje na śmierć przez zadzierzgnięcie.


8 maja 1903 roku panią Debeinche znaleziono martwą na podłodze w jej mieszkaniu przy Rue Chalgrin nr 9.

„Brązowawe zabarwienie rąk i stóp wskazuje na rozpad gnilny zwłok – pisze Charlier. – Ile czasu upłynęło od popełnienia zbrodni?”. Zdaniem autora taki wygląd miejsca zdarzenia sugeruje, że ofiara stoczyła przed śmiercią zaciekłą walkę z przeciwnikiem.

Zwłoki Valentine Botelin po sekcji, 14 września 1904 roku. Po obmyciu głowy i włosów ofiary oczom funkcjonariuszy ukazały się rany postrzałowe na jej lewej skroni i policzku.

Oddajmy głos dziennikowi „Le Petit Journal”, który tak opisywał to zdarzenie:
„Królewski orszak ciągnął wzdłuż rzęsiście oświetlonej alei L’avenue de l’Opéra. Właśnie skręcał u zbiegu Rue de Rohan i Rue de Rivoli, gdy rozległ się wybuch brzmiący jak strzał armatni. Żółty płomień rozbłysnął na lewo od królewskiego pojazdu. Jednego z koni uniosło w górę. Po chwili uderzył ciężko o ziemię, a z brzucha wylały mu się wnętrzności. Inny koń spłoszony rzucił się galopem przez tłum gapiów zapełniający chodniki przy Rue de Rivoli. Ogarnięta przeraźliwą paniką ciżba ludzka rozpierzchła się bezładnie na wszystkie strony. Słychać było okrzyki bólu”.
Królowi i prezydentowi nie spadł włos z głowy. Za to 20 innych osób poniosło obrażenia, no i zginął jeden koń.

Łóżko, pościel i podłoga w tym pokoju nosiły ślady krwi, a tkaninę częściowo wyżarł kwas.

„Brak zwłok. Czy ofierze udało się uciec i uzyskać pomoc medyczną? – zastanawia się Charlier. – Chyba że ciało zabrano już do kostnicy”.

9 sierpnia 1913 roku przy Rue des Rosiers nr 31 w Saint-Ouen pod Paryżem znaleziono zwłoki starszej kobiety. Leżała twarzą do podłogi. Jedynymi świadkami popełnionej tu zbrodni były najpewniej ptaszki zamknięte w klatce, którą widać na drugim planie.

Ofiara morderstwa Clémentine Pichon na stole sekcyjnym.

30 listopada 1897 roku 34-letni hodowca grzybów Xavier-Ange Carrara z Kremlin-Bicêtre zabił inkasenta Augustina Lamarre’a, a następnie spalił jego ciało. Na mocy wyroku sądu Carrara miał zostać stracony 18 czerwca 1898 roku w Paryżu. Egzekucję przeprowadził najbardziej wzięty kat ówczesnej Francji, czyli Anatole Deibler. Na pamiątkę po skazańcu wziął sobie guzik z jego kurtki, na którym wyryty jest łeb koński.

Zanim 25 lutego 1881 roku zginął z rąk 16-latka, sześcioletni Jules Jacques Schoenën mieszkał z rodzicami przy Rue Caillié nr 7. Chłopca znaleziono martwego ze związanymi rękami, w podziurawionej kurtce i koszuli, na której widniały ślady zaschniętej krwi.

To jeden z pierwszych przypadków, które udokumentowano za pomocą fotografii kryminalistycznej.
Karta ma wszystkie cechy charakterystyczne dla ówczesnego systemu identyfikacji przestępców, której pionierem był Bertillon. Zawiera odciski palców, dokładne pomiary i wybrane dane osobowe przestępcy.