
Scena z dokumentu „The Visit”.
Jak zareagowaliby ludzie, gdyby jutro w Parku Centralnym wylądowali kosmici? Czy na dzień dobry wysłaliby czołgi, czy przybysze z innej planety mogliby liczyć na cieplejsze powitanie? Jakie pytania zadalibyśmy obcym? I co powiedzielibyśmy im o nas samych?
Film dokumentalny autorstwa duńskiego reżysera Michaela Madsena przedstawia hipotetyczny scenariusz, w którym kosmici przybywają na Ziemię. Ich zamiary wobec rodzaju ludzkiego są nieznane. Madsen pyta ekspertów z Biura ONZ ds. Przestrzeni Kosmicznej (UNOOSA – naprawdę istnieje taka instytucja przy ONZ), naukowców, etyków, funkcjonariuszy państwowych i fachowców od piaru, co zrobiliby, gdyby obcy wpadli do nas z niezapowiedzianą wizytą. W rezultacie powstaje przewodnik, który krok po kroku wyjaśnia, jak postępować podczas tego pierwszego w historii spotkania człowieka z ufoludkiem.
Videos by VICE
Rozmawiając z Madsenem, dowiedziałem się, jak udało mu się namówić naukowców na zabawę w gdybanie, co odkrycie inteligentnych form życia poza Ziemią oznaczałoby dla rodzaju ludzkiego i kto najlepiej sprawdziłby się w roli rzecznika ludzkości.
Skąd potrzeba nakręcenia filmu, który opisuje plan działań na wypadek inwazji kosmitów?
Chyba najdonioślejszym wydarzeniem w historii ludzkości byłoby zetknięcie się człowieka z pozaziemskimi formami życia. Moim zdaniem takie spotkanie mogłoby wywrócić do góry nogami nasz pogląd na ludzkość i jej miejsce we wszechświecie. Pod tym względem ten scenariusz wydarzeń jest wyjątkowy, bo mówi nam coś o samopoznaniu i o tym, jak człowiek postrzega samego siebie. Mam nadzieję, że będzie lustrem przystawionym do naszych twarzy. Temu ma służyć The Visit.
Jakie pytania powinni zadawać sobie widzowie, oglądając film? Co pragniesz osiągnąć za jego pośrednictwem?
Chciałbym, żeby widzowie byli głównym bohaterem tego dokumentu, żeby spróbowali wejść w skórę obcego, o ile kosmici mają coś takiego jak skóra… Ważna jest dla mnie perspektywa kogoś z zewnątrz – istoty, która przybyła z innego świata. Ten świat wymyka się ludzkiemu pojmowaniu, bo – inaczej niż na Ziemi – człowiek nie jest w nim punktem odniesienia. Pewnie utworzono by siły zadaniowe. O co pytałyby przybyszy z kosmosu? Jakie informacje o ludziach przekazałyby obcym? Co należy bezwzględnie wiedzieć o rasie ludzkiej? To stanowi przedmiot moich dociekań. Zadając te pytania, skłaniam widzów do filozoficznych rozważań.
Podobne: Dolina ufo
Pomówmy o samym scenariuszu wydarzeń. ONZ nie ma konkretnego planu działania na tę okoliczność, ale w filmie zabierają głos różni eksperci. Opowiadają, co zrobiliby w razie inwazji obcych. Jak powstawała strategia działania? Według jakiego klucza wybierałeś ekspertów? Co decydowało o włączeniu danego działania do planu?
Scenariusz przedstawiony w The Visit mógłby mieć miejsce jedynie w idealnym świecie. W rzeczywistości wydarzenia nie potoczyłyby się tak, jak przedstawiliśmy je w filmie, może z wyjątkiem akcji wojskowych. Ludziom towarzyszyłyby też podobne obawy, na pewno nastąpiłaby mobilizacja sił. Sam dokument nie powstawał na bazie żadnego gotowego scenariusza. Chciałem dać ekspertom całkowitą swobodę wypowiedzi. Nie zamierzałem z góry zakładać jakiegoś przebiegu wydarzeń, którego potem musieliby się trzymać. Plan działania powstał w oparciu o ich własne pomysły na to, jak zareagowaliby w podobnej sytuacji. Jednocześnie podkreślam, że jest to wersja idealna, bo o głos poprosiliśmy ekspertów, o ile można być ekspertem w tej konkretnej dziedzinie. Tak się składa, że niektórzy z nich od dawna roztrząsają ten temat. Ale nie wiadomo, jak będzie. Może kosmita wyląduje w szczerym polu i zamiast nawiązać kontakt z rolnikiem, będzie zaczepiał krowy…?
Załóżmy, że pierwszy kontakt obcy nawiązują z dziećmi. Kto wie, może nawet tak byłoby lepiej. Z pewnością jednak uruchomiłoby to zupełnie inną sekwencję wydarzeń. Bez względu na charakter spotkania z obcą cywilizacją zawsze wracalibyśmy do pytania, kim tak naprawdę jest człowiek, bo w gruncie rzeczy chodziłoby o nas. Chciałem dodać tym spekulacjom trochę autentyczności, więc zaprosiłem do filmu prawdziwych decydentów, pracowników rządowych (konkretnie: przedstawicieli brytyjskiego rządu), ludzi dysponujących wiedzą, która okazałaby się przydatna w takich okolicznościach, np. potrafiących we właściwy sposób powiadomić opinię publiczną itp.
Czy trudno było namówić ekspertów do wystąpienia w dokumencie? Pewnie niektórzy z nich martwili się, jak to wpłynie na ich wizerunek.
Myślę, że tego rodzaju obawy były udziałem wszystkich ekspertów. Doskonale to rozumiałem, bo przecież na szali położyli swoją reputację zawodową. Nie ma żadnych empirycznych dowodów na istnienie obcych, więc naukowcy wypowiadający się w naszym filmie ponoszą pewne ryzyko. Właśnie dlatego pierwsze kroki skierowałem do Biura ONZ ds. Przestrzeni Kosmicznej. Chciałem, żeby pracownicy Biura zgodzili się wystąpić w The Visit. Przez rok to dogadywaliśmy podczas różnych spotkań, aż w końcu wyrazili zgodę. To był argument, którego używałem, żeby namówić innych ekspertów do udziału w filmie. Zachęcałem także do obejrzenia mojej poprzedniej produkcji pt. Jądro wieczności. Na jej przykładzie widać, w jaki sposób pracuję, a to pozwala rozwiać niektóre obawy. To nie jest film o ufoludkach czy teoriach spiskowych. Nie ma nic wspólnego z kinem sensacji. Naprawdę głęboko nurtują mnie pewne zagadnienia filozoficzne i egzystencjalne, które wiążą się z kontaktem z obcymi. Poza tym, jak wspomniałem wcześniej, chodzi o odbicie w zwierciadle. To nie jest film o kosmitach. Bohaterami są tak naprawdę ludzie. Eksperci w lot to pojęli. Od niektórych usłyszałem, że to był najlepszy wywiad, jakiego udzielili w życiu. Myślę, że poczuli się wolni, mówiąc do kamery, która miała odgrywać rolę kosmity.
Mogli puścić wodze fantazji.
Tak, naprawdę ich poniosło.
W jakim stopniu kultura popularna wpłynęła na ten scenariusz i na nasze wyobrażenie spotkania z kosmitami?
W ogromnym, co zresztą może się okazać katastrofalne w skutkach. To nie jest tylko moja opinia. Ten pogląd wyraził już pewien antropolog, zwracając uwagę na sposób, w jaki kino czy literatura przedstawiają wizytę obcych. Od stu lat, począwszy od Wojny światów, kosmici pokazywani są jako najeźdźcy o wrogich zamiarach, przed którymi ludzie muszą się bronić. Jesteśmy tak uwarunkowani, że pewnie pozostalibyśmy ślepi na gesty sygnalizujące pokojowe nastawienie. W rozmowach z ekspertami drążyłem następującą kwestię: w jakim stopniu jesteśmy w stanie dostrzec coś, co zasadniczo się od nas różni? Mowa o odmiennych formach życia. Skąd wiesz, że masz do czynienia z pozaziemską istotą? W grę wchodzą inna mentalność, uczuciowość, emocje, formy pamięci czy zdolność percepcji. Cholernie to skomplikowane, a zarazem nieskończenie fascynujące. Wyobraź sobie, że masz kontakt z kimś, kto odbiera rzeczywistości zupełnie inaczej niż ty. Takie doświadczenie wzbogaca i pozwala poszerzyć granice naszego świata. W ten sposób odcinamy się od budzących grozę scenariuszy. Ale – jak wiadomo z naszych doświadczeń z innymi Ziemianami – czasem trudno zrozumieć i zaakceptować osoby o odmiennym sposobie myślenia.
Zaciekawiło mnie, że według niektórych ekspertów ludzie nie będą w stanie zorientować się, że mają do czynienia z kosmitą, podczas gdy inni twierdzą, że człowiek – bądź co bądź najinteligentniejsza forma życia na tej planecie – nie będzie miał problemu z nawiązaniem porozumienia z obcymi.
Akurat ten drugi pogląd jest często podważany przez filozofów. Jednocześnie ilustruje sposób, w jaki współczesny człowiek postrzega samego siebie. Wydaje mu się, że może wydrzeć światu każdą tajemnicę. Moim zdaniem, takie podejście grozi potwornym osamotnieniem w świecie, który nie kryje już żadnych sekretów. Ten strach obecny jest w filmie. Pojawia się też lęk przed utratą kontroli, która może być następstwem takiego spotkania. To ciekawe, że człowiek nie tylko uważa siebie za pępek wszechświata, ale również żyje w przekonaniu, że ma nad wszystkim kontrolę. Wydaje nam się, że rozumiemy otaczającą nas rzeczywistość i panujemy nad nią. Tymczasem sama obecność przybyszy spoza naszego świata udowodniłaby nam, że się mylimy. To naprawdę przerażająca perspektywa dla współczesnego człowieka, szczególnie w dobie gloryfikacji indywidualizmu.
Co do jednego nie ma w filmie wątpliwości: nie sposób przewidzieć, co niosłaby z sobą inwazja obcych. Po co w takim razie plan? Żebyśmy czuli, że panujemy nad sytuacją?
Faktycznie wojskowi i przedstawiciele prasy mówią o tym w kontekście inwazji, ale w filmie to nie jest takie oczywiste. Po prostu coś się nagle pojawia. Najtrudniej będzie się zmierzyć z wielką niewiadomą, a jednocześnie zachować otwartość umysłu. Eksplorujemy kosmos, choć na razie tylko uchyliliśmy rąbka tajemnicy. Siłą, która pcha człowieka w nieznane, jest ciekawość. Może się nam przydać podczas pierwszego kontaktu z obcymi. Może ich również przywiodła na Ziemię czysta ciekawość? Może jak my przemierzają kosmos w poszukiwaniu innych form życia? I będą tak samo umierać ze strachu, gdy już trafią na Ziemię i się z nami spotkają. Miejmy nadzieję, że pojawi się też wzajemna fascynacja, która może stać się płaszczyzną porozumienia. Nie wiem, może jest na to szansa.
W pamięci utkwiło mi zdanie, które padło z ust jednego z ekspertów w filmie: rodzaj ludzki pogrąży się w rozpaczy, jeśli obcy postanowią opuścić Ziemię zaraz po przybyciu.
To bardzo ludzkie podejście. Dlatego właśnie wpatrujemy się w gwiazdy i zastanawiamy, czy po tamtej stronie też jest życie. Coś nas gna w kosmos, chcemy wiedzieć, co się tam kryje. Moim zdaniem wynika to z pragnienia, żeby ktoś inny nas dostrzegł. Fakt, że zauważa nas jakaś wyższa cywilizacja, nadaje naszej egzystencji głębszy wymiar. Gdyby ktoś się tu pojawił, a potem znikł bez słowa, ludzkość rzeczywiście pogrążyłaby się w zbiorowej depresji. Poczulibyśmy się jak zera. Jakby nie warto było tracić na nas czasu. Kosmici przystanęli po drodze, rozejrzeli się dookoła, nie zobaczyli nic wartego uwagi i ruszyli dalej. Taki rozwój wydarzeń tylko pogłębiłby nasz kompleks niższości.
Szefowa zespołu naukowców w NASA oznajmiła podczas niedawnej dyskusji panelowej, że za 10 lat pojawią się mocne przesłanki świadczące o istnieniu życia poza Ziemią. Za 20-30 lat uzyskamy na to niepodważalne dowody. Nie będą to jednak zielone ludziki, tylko mikroby. Z pewnością wykonamy krok milowy w poszukiwaniach innych form życia, ale jeśli skończy się na mikrobach, wielu ludzi poczuje rozczarowanie.
A dlaczego wykluczać istnienie zielonych ludzików? No ale zgadzam się, pewnie znajdziemy na Marsie czy innej planecie bakterie w postaci skamielin albo coś w tym stylu. Sądzę, że dyskusja ogranicza się do bakterii, bo o wiele trudniej byłoby zrozumieć wyższe formy życia i zdecydować, jak wobec nich postępować. Szczególnie, jeśli byłyby to istoty podobne do nas. Wtedy stanęlibyśmy przed dylematem natury moralnej i etycznej.
Czy wolno nam wylądować na tej planecie? Załóżmy, że tak. Czy wolno nam ingerować w to środowisko? Zanieczyszczać inny, cudzy świat? Nie da się uciec od trudnych kwestii moralno-etycznych, które nie mają nic wspólnego z nauką. To oznacza, że NASA nie może samodzielnie zdecydować, jak podzielić ten tort. W grę wchodzą o wiele bardziej skomplikowane zagadnienia.
W filmie jest mowa o wszystkim, począwszy od najlepszego sposobu na powiadomienie opinii publicznej o wizycie obcych, a kończąc na rozważaniach, czy powinniśmy pokazać kosmitom najgorsze oblicze ludzkości. Najbardziej zbiło mnie z tropu pytanie: kto powinien być rzecznikiem Ziemian? Rozbawiło mnie to, bo w filmach relacjami między ludźmi a kosmitami zawsze zajmuje się prezydent USA. Ale gdy w filmie padło nazwisko sir Davida Attenborough, uświadomiłem sobie, że są przecież inne możliwości. Kto jest twoim faworytem?
More
From VICE
-

Screenshot: PlayStation -

(Photo by Chelsea Lauren/WireImage) -

Screenshot: Cartoon Network -

Photo: ROGER HARRIS/SPL / Getty Images