ABC prześladowania

Niemal każdy z nas inauguruje dzień włączeniem komputera, zakładając przy tym nogę na nogę, by się nie zeszczać. Najpierw Facebook – kto gdzie był, co widział, zrobił, zjadł. Szybkie rozdanie lajków, błyskawiczny wpis – „wstałem”, i porobione! Później poczta, bo trzeba wiedzieć, kto czego chce. Trochę też informacji: co w mieście, gdzie pożar, gdzie zabawa. Oczywiście w drugiej ręce komórka i machinalne „sorry za tego sms-a w nocy”. Po prysznicu i kawie (czy co tam robicie rano), dalszy ciąg internetowej hulanki.
Obejdzie się bez wywodów, jaką dziś rolę odgrywa dla człowieka Internet, jak to zastąpił mu matkę z ojcem, oddalił miłość życia i zburzył plany na przyszłość. Wiemy jak jest. Na moment jednak wyobrażacie sobie wirtualną przestrzeń, która staje się przestrzenią klaustrofobiczną. Brzmi jak oksymoron?

Kaśka (woli nie podawać konkretnych informacji) jakiś czas temu zerwała z narzeczonym. Każdego dnia dostaje od niego około stu sms-ów. Początkowo pisał o miłości, później o nienawiści – wiadomo. Takich historii jest w świecie (i w sieci) masa. A skoro tak, można machnąć ręką na problem koleżanki. Głupi buc i tyle, przejdzie mu. Zdaje się, nie przejdzie! Narzeczony chciał po dobroci – nie dało się. No, a jak się nie da po dobroci…
„Wydawało mi się, że wszystko sobie wyjaśniliśmy. Po serii smsó-w, w których prosił, byśmy do siebie wrócili, nastało gwałtowne milczenie. Założyłam, że oswoił się z myślą, że jednak się nie pobierzemy. Po kilkunastu dniach dostałam wiadomość na maila, że zniszczy moje życie, tak jak ja zniszczyłam jego. To było idiotyczne. Może był pijany? Zignorowałam. Któregoś dnia moja szefowa poprosiła mnie na rozmowę. Podobno wysłałam jej wiadomość, w której opisuję swoją do niej nienawiść. Ok., zmieniłam hasła! Następnym razem zaspamował mi całego Facebooka kilkudziesięcioma wiadomościami, w których zdradził wszystkie moje wyspowiadane mu kiedyś tajemnice. To były rzeczy, które nawet najbliższej osobie mówi się z trudem. Później moje znajome zaczęły dostawać zdjęcia, na których niby to flirtuję z ich facetami. Niby, bo zdjęcia były photoshopowane. Zaraz po całej ich serii poszła fala plotkarskich listów, z kim to ja czego nie zrobiłam. Moi znajomi mieli zapchane skrzynki pocztowe moimi zdjęciami pornograficznymi, dostawali grafomańskie paszkwile czy wylewne listy, w których opowiadam, jak to żałuję popełnionej za młodu aborcji. Po kilkadziesiąt maili dziennie! W niektórych były bzdury, w niektórych absolutna prawda. Ale to ciągle jeszcze nic! Starałam się nie przejmować tym, że dostaję wiadomości z pogróżkami od zupełnie obcych numerów, czy całą serię zapowiadających śmierć listów, pozbawionych odcisków palców. Poszłam na policję dopiero wtedy, kiedy dostałam zdjęcia siebie i całej rodziny, na których wisimy na drzewach, staramy się uciec z płonącego domu czy wybuchającego samochodu. Klasyka filmów sensacyjnych, co? Na policji dowiedziałam się, że to ja uprawiam stalking. Czemu? Bo w tym samym czasie mój były chłopak dostawał ode mnie setki dręczących maili, masę zdjęć oczerniających jego i jego rodzinę, listy z pogróżkami. Miał na to serię dowodów i plus 10 punktów do prawdomówności – jest policjantem. Jakiś czas później spotkałam go pod moją firmą. Przyniósł kwiaty, przeprosił, był miły (teatralna scena na oczach świadków), a przy pożegnaniu powiedział mi do ucha: „zajebałem Ci psa”. Wieczorem pukanie do drzwi. Policja. Jak się okazało, psa zabiłam ja, pies był jego (fakt, to prezent). Zgadnijcie, jakie foty dostali moi znajomi następnego dnia? Kolejnym posunięciem było wysłanie na konto moich rodziców i ich współpracowników(!) serii zdjęć, na których córcia obciąga swojemu chłopakowi, robi z nim rzeczy, o których nie mówi się głośno. Żałuję każdej fotografii, do której pozowałam kiedy wygłupialiśmy się ufając sobie wówczas bezgranicznie”.
List Kaśki miał 9 stron. Obecnie założyła niedoszłemu mężowi sprawę w sądzie. Walczy o odszkodowanie. On zresztą też, bo w tym sporze obydwoje czują się ofiarami stalkingu.

Videos by VICE

Wróćmy na chwilę pamięcią do fascynacji internetowym czatem. Nie wiem, kto to jeszcze robi, ale zdaje się – robił każdy. Co za emocje! W szkole można było powiedzieć, że się ma chłopaka, który jest z Krakowa (chuj, że to 500 km od miejsca, w którym mieszkam), że planuje się wspólne z nim wakacje, i może ok. – nie ma się pojęcia jak wygląda i czy rzeczywiście ma 19 lat, ale to nie jest ważne. Ważna jest miłość i to, że się kochamy. Później był zawód, bo chłopak niewyraźnie mówił, jedną nogą powłóczył po chodniku, miał przy puchowej kurtce za duży kołnierz, a nad nim niezmiernie szczupłą głowę, kropkę nad i.
Ale póki doszło do spotkania były rozmowy o ulubionym kolorze, książce, płycie, filmie, aktorze; o tym, jak wkurwiający potrafią być starzy; jakie są na życie plany. Następnie dochodziło do ściągania majtek, opisywania, co bym ci bez nich zrobiła, moczenia fotela kroczem i myszki spoconą ręką. Jednym słowem – miłość.

„Poznałam kolesia przez net”, pisze Aneta. „To było lata temu, głupią siksą byłam. Spotkaliśmy się kilka razy, tyle. Nie było w tym ognia, więc się pożegnaliśmy, proste. Minęło chyba pół roku, kiedy odezwał się po raz pierwszy. Pytał co u mnie, chwilę pogadaliśmy. Na następny dzień dostałam maila z wyznaniem miłości. Nie odpisałam. Później znowu i znowu. Zareagowałam ostro, prosząc żeby przestał. Chwilę był spokój, a później z całej pary! Na wszystkich portalach społecznościowych plaga: głupia kurwa, jebana dziwka, szmata, zdradziecka sucz. Usunęłam go, spokój. Następnie zaczęłam dostawać maile od przyjaciół, których ponoć szkalowałam! Na swoją pocztę dostawałam foty z Facebooka przerobione na milion sposobów, z dorysowanymi kutasami np. Moje zdjęcia zaczęły pojawiać się w sieci, codziennie dostawałam po 60 sms-ów, od facetów, którzy proponowali mi randki, więc domyślam się, że rozbierał mnie na erotycznych czatach. Na mój domowy adres przychodziły prezenty pod postacią sztucznych penisów z dołączonymi zdjęciami kolesi i numerami ich telefonów. Na noc wyłączałam komórkę, bo potrafiła dzwonić bezustannie. Rano miałam około 200 nieodebranych połączeń. Skrzynka pocztowa była zawalona durnymi wiadomościami. Wyłowienie spośród nich oczekiwanego maila było cudem. Zmieniałam adresy, ale jemu i tak zawsze udawało się je namierzyć. Zaczął dzwonić do pracy i prosić mnie do głównego telefonu. Wstawałam do „ważnej sprawy” po 15 razy dziennie, aż w końcu telefon przejęła moja szefowa i zapytała, co się dzieje. Dostałam opierdol za „miłosne przekomarzanie się w pracy”. Zawracał dupę mi i wszystkim osobom w moim towarzystwie. Chcąc nie chcąc, po dupie dostawałam ja. Po jakimś czasie nastał spokój. A po miesiącu przyszedł sms: „Odpoczęłaś? Zaczynamy drugą rundę”. I od początku! Z nowości tyle, że mam foty, jak rucham się ze starymi facetami, zwierzętami i dziećmi. Założyłam stronę internetową, na której regularnie opisuję wrażenia z tychże zabaw. Dostaję telefony od ludzi, którzy pytają czy aktualne są ogłoszenia o pracę, które umieszczałam na różnych stronach: pokojówka, pani do towarzystwa, „dam dupy za obiad”. Przestałam odbierać jakiekolwiek telefony, nawet te od znajomych, bo dzwonili z wyrzutami, że wciągam ich w pornograficzny biznes. Rund było kilka. Przy czwartej czy piątej, zaczęła się seria odwiedzin. Do mojego domu zaczęli przychodzić mężczyźni, z którymi ponoć umawiałam się na seks. W scenariuszu, który powstał na łamach kolejnej strony z serii „chodź się ruchać”, moja matka była recepcjonistką, a ojciec – alfonsem. Udawaliśmy normalny dom, ale byliśmy zdrowo posrani! Długo trwały wyjaśnienia, doszło nawet do bójki. Co więcej, na moje podwórko przyjeżdżali ludzie z różnych miejscowości, którym ponoć obiecałam nocleg. Był też pan od dywanów, pan od czyszczenia okien, mnóstwo jedzenia na telefon, kwiaty z kwiaciarni, sztab pracowników ogrodowych. Wszystko na moje nazwisko jako osoby zamawiającej. Jesteśmy po rundzie szóstej. Sprawa jest na policji. W toku. Odpoczywam przed kolejnym starciem”.

Niezwykle łatwo można uprzykrzyć komuś życie, co? Sposobów jest niezliczona ilość.
Nie zamierzaliśmy stwarzać wam poradnika jak i co, raczej możliwość spojrzenia w środek pętli, którą ofiara nosi na szyi. Na zakończenie historia stalkera:

Konrad mieszka w Opolu, ma 29 lat i pracuje jako ochroniarz w supermarkecie. „Poznałem dziewczynę, zagadałem ją o imię i jakoś poszło. Randki, kwiaty, czekolady – jak zawsze. I nagle nie wiadomo skąd, ona mi pisze, że ma chłopaka i że spotykała się ze mną, żeby mu zrobić na złość. Wkurwiłem się, bo laska mi się naprawdę podobała i już nie chciałem, żeby miał ją inny facet. Napisałem jej sms-a, żeby się ze mną spotkała, ale nic – echo. To dzwoniłem. Nie odbierała. Więc wpadłem na pomysł, że będę jej co chwilę puszczał strzałę, to w końcu się zorientuje, zadzwoni i pogada. I to poskutkowało, ale ona zadzwoniła i od razu do mnie z mordą, że czego ja chcę, czemu ją prześladuję. To się już wtedy fest wkurwiłem i zacząłem jej na poważnie jechać. Pisałem sms-y, że jest kurwą, że się kurwi (swoją drogą dowiedziałem się, że to prawda) i takie różne. Napisał do mnie jej facet, żebym się odczepił, że sobie takich treści nie życzą. Wtedy się już wkurwiłem na maksa, że ona to w ogóle komuś pokazywała. I jeszcze bardziej po nich jechałem (jemu też zacząłem słać wiadomości). Znalazłem ich na naszej-klasie i komentowałem każde zdjęcia, że wyglądają grubo i są brzydcy. Zablokowali mnie. Więc później na innych portalach. Pisałem do ich znajomych, prosiłem żeby przekazywali tą wiadomość dalej, że Ewa najpierw spotykała się ze mną i ze mną spała, a teraz – jak już się zemściła – wróciła do swojego chłopaka. Pytałem czy ich zdaniem zachowanie Ewy było dobre, bo tak naprawdę namąciła mi w głowie i zostawiła. Z tych znajomych nikt mi nie odpisał. Prawdopodobnie Ewa i jej chłopak poprosili ich o to, mówiąc, że nie ma sensu mi odpisywać. A ja chciałem od jednej osoby chociaż usłyszeć, że Ewka zachowała się po prostu chamsko”.

Każdy zapewne chciał się kiedyś zemścić. Nieważne za co. Zamiast niebieskiej pigułki, uspokajająco działały słowa: „jeszcze zobaczysz, napiszę dobrą książkę, którą każdy będzie chciał przeczytać/ będę piosenkarką, z którą każdy będzie chciał spać/ modelką, z którą każdy będzie chciał spać/ inną artystką, z którą każdy będzie chciał spać. A ty nie będziesz ze mną spać. Będziesz ostatni w kolejce do spania, tylko Tobie nie dam, zobaczysz”. Tak, tak, nawołujemy do konstruktywnej zemsty! Jak chcecie zaśmiecać net, piszcie blogi, opowiadania, których nikt nie przeczyta; smutne wiersze zebrane w tomie „grafomanie”. Innego syfu nie róbcie!

Tekst: Małgorzata Płociniczak

Foto: Dawid Misiorny

Thank for your puchase!
You have successfully purchased.