Nie codziennie zdarza się nam pisać o wydarzniach tak doniosłych i tragicznych, że pocieszny ton jest po prostu nie na miejscu. Ostatecznie, ktoś bardziej utalentowany literacko i zarazem ignorancki byłby pewnie w stanie nadać sprawie żartobliwy ton. Osobiście wolę nawet nie próbować. Byłoby to niezgodne z tym, jak cała sprawa mnie nastroiła i podejrzewam, że powstałby z tego żenujący do granic możliwości gniot.
Broad Peak to dwunasta pod względem wysokości góra na świecie (8051 m n.p.m.), której szczyt po raz pierwszy w okresie zimowym został zdobyty przez czwórkę polskich himalaistów. Team złożony był z ludzi pochłoniętych pasją, głodnych adrenaliny i mających odwagę by zmierzyć się z życiem i śmiercią w najbardziej ekstremalnych warunkach. Maciej Berbeka, Adam Bielecki, Tomasz Kowalski i Artur Małek podjęli dobrze im znane ryzyko i wyruszyli w podróż, która miała sprawić, że poczują się jak władcy świata. Adam i Artur szczęśliwie wrócili. Niestety zmagania pozostałej dwójki zakończyły się tragicznie.
Videos by VICE
Szczególny szacunek i podziw wzbudził we mnie Maciej Berbeka. Nie tylko za sprawą spektakularnego wyczynu jakim było pokonanie drogi na sam szczyt, ale również całokształtu pracy wspinacza, którego droga na Broad Peak była ostatnią planowaną wyprawą w dorobku. Na przekór dramatycznym doświadczeniom jakie przyniosły mu góry – utracie ojca i wypadkowi w 1988 podczas wspinaczki na K2 – poświęcił się bez reszty himalaizmowi i pracy jako ratownik TOPR. W wieku 58 lat postanowił nie dać za wygraną i po raz drugi stawić czoła bezliosnemu ośmiotysięcznikowi na granicy Chin i Pakistanu. Dopiął swego docierając na sam szczyt. Wyrównał rachunek z przeszłością i chociaż happy endu nie było to cała historia ,pełna heroizmu i emocji brzmi niesamowicie pięknie.
Zobacz też: