Niejednokrotnie przeglądając zdjęcia z przeróżnych magazynów modowych, pojawia się w głowie myśl „jak to jest możliwe?!” Nienaturalne pozy, abstrakcyjne sytuacje – kto normalny byłby w stanie wykonać te dziwaczne ewolucje? Zdarza się też, że kampanie są aż nadto bliskie rzeczywistości, tym samym kontrowersyjne i wręcz nie na miejscu, jak głośna kampania Dolce&Gabbana z 2007 roku, czy zdjęcia Lary Stone dla Calvina Kleina z 2009, przeciw którym podniosły się oburzone głosy przeciwne promowaniu seksualnego wykorzystywania kobiet. Hiszpańska artystka wizualna Yolanda Dominguez od kilku lat przygląda się absurdom codziennego życia i interpretuje je na własny sposób, tym samym przemawiając do wyobraźni odbiorców. Swojej sztuki nie umieszcza pod dachem galerii, a wychodzi z nią „do ludzi”. Zapytałam ją, dlaczego jej sztuka jest „uliczna” i skąd zainteresowanie tematami, które stanowią inspiracje do jej projektów.
Videos by VICE
Amatorska wersja tego obrazu, źródło: strikeapose.com
VICE: Dlaczego zdecydowałaś się na umieszczenie swoich performansów na ulicy, wśród ludzi.
Yolanda Dominguez:
Moim celem jest kreacja artystyczna, która będzie osadzona w kontekście codziennego życia, a styczność z nią nie będzie wymagała wyprawy do galerii. Interesuje mnie miraż rzeczywistości z fikcją, do którego przypadkowy przechodzeń może się bezpośrednio ustosunkować, a nawet stać się aktorem całego wydarzenia.
Kiedy oglądasz wystawę w galerii automatycznie przybierasz określoną rolę zewnętrznego obserwatora i ucznia, czego ja staram się uniknąć. Staram się wywołać osobliwe reakcje, wykreować „żywą” sztukę, nie przeznaczoną jedynie do kontemplacji nad nią, ale do uczestnictwa. Działanie w przestrzeniach publicznych mi samej daje nowy ogląd na moje pomysły. Jako artystka doceniam sytuację, kiedy mój własny wytwór i to, jak się przeistacza, w jakiś sposób mnie zaskakuje.
„Pose Nº5″ (2013)
Wybranie przestrzeni publicznej jako sceny dla twoich projektów ma bardziej bezpośrednie oddziaływanie na ich odbiorców?
Praca w miejscach publicznych pozwala mi dotrzeć do odbiorców, którzy nie obcują na co dzień ze sztuką. Sceny, które konstruuję tworzą obraz, który przechodnie zauważają mimochodem, gdzieś z tyłu głowy zachowa się ten przekaz, nawet kiedy nie zatrzymają się, żeby dokładniej przyjrzeć się sytuacji. Dla mnie główną cechą sztuki jest komunikowanie. Chciałabym dotrzeć do jak największej liczby odbiorców, nie tylko garstki „wybranych”. Nie rozumiem koncepcji hermetycznej sztuki, dostępnej dla konkretnego środowiska, elitarnej. Sztuka może być świetnym narzędziem komunikacji, wykorzystywanym w przeróżnych dziedzinach: edukacji, biznesie, polityce… Część twórców wyznacza grube granice nie do przekroczenia dla niektórych.
Jak rodzą się kolejne koncepty?
Obserwuję i przyswajam jak najwięcej informacji na tematy mnie interesujące, jestem aktywnym uczestnikiem rzeczywistości. Zdarza się, że nowe pomysły przychodzą wraz z sytuacją, na którą zupełnie przypadkowo natykam się gdzieś na ulicy. Wtedy nie zwlekam, od razu wcielam pomysły w życie – w wypadku niektórych projektów od projektu do kompletnej realizacji mijał niespełna tydzień. Czasami ktoś podrzuca mi jakiś temat, który mam w głowie, dopóki nie urodzi się na niego koncepcja. Czasami zaczyna się od koncepcji przedstawienia, do której szukam odpowiedniego tematu. Rzeczywistość, która mnie otacza jest niesamowicie inspirująca, więc nie jest ciężko znaleźć motywację do działania.
Definiujesz się jako feministkę – aktywistkę? W twoich pracach pojawia się dużo odniesień do stereotypów wobec kobiet, stawiasz sobie za zadanie ich obalenie?
Jestem feministką i aktywistką w obrębie moich działań twórczych. Stawiam sobie zadanie zwrócenia uwagi na konkretne kwestie. Jedną z nich jest nierówność pomiędzy płciami, którą dostrzegam. Problemy, które dotyczą kobiet, dotyczą mnie bezpośrednio, używam więc dostępnych mi środków, żeby uświadomić je innym.
To ma być manifest prowadzący ku zmianom na lepsze?
Nie traktuję swojej sztuki jako manifest, to raczej mój “głos w sprawie”, zwrócenie na coś uwagi. Osobiście lubię myśleć o artyście, jak o prowodyrze działań, kimś wrażliwym na otoczenie, w którym funkcjonuje, dostrzega co się wokół niego dzieje i wykorzystuje zastane sytuacje, by stworzyć coś przykuwającego uwagę. Każdy później ma wolną rękę do własnego odbioru i interpretacji tego przekazu.
„Fashion victims” (2013)
Duża część twoich projektów odnosi się do branży mody, skąd ten wybór tematyki?
Branża mody zawładnęła trochę publiczną świadomością, dlatego powinna też brać odpowiedzialność za to, jak nią steruje. Kreuje nasze role kulturowe i ich konsekwencje. Marki modowe powinny zdawać sobie sprawę z tego oddziaływania. My powinniśmy być świadomymi konsumentami, znać założenia danej marki, w jaki sposób się kreuje i reklamuje, w jakich warunkach tworzy swoją modę… Zakup danej rzeczy to nie tylko pusta transakcja, to świadomy wybór, środek do samookreślenia.
Pracowałaś kiedyś w branży czy jesteś tylko zewnętrznym obserwatorem tego, co się w modzie dzieje?
Według mnie w dzisiejszych czasach nie istnieje ktoś taki jak “zewnętrzny obserwator” mody! Wszyscy w niej uczestniczymy, to środek komunikacji i społecznej identyfikacji, którego każdy używa, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Moje prace to nie negacja mody, to protest przeciwko jej negatywnym aspektom. Mam znajomych projektantów, których prace doceniam i wspieram, nie traktuje wszystkiego, jako z założenia złe. Sama nigdy nie byłam bezpośrednio związana z branżą mody.
„Poses” (2011)
Projektem, który zwrócił moją uwagę na twoją działalność był projekt “Poses” z 2011. Objrzenie twojego filmiku uświadomiło mi, że masz rację. Istnieje tendencja pokazywania kobiet w modzie jako delikatne, dziwaczne, oderwane od rzeczywistości. Czy taki ma być wzór kobiecości w dzisiejszych czasach?
Żaden obraz nie jest tworzony przypadkowo. Role mężczyzn i kobiet w sesjach modowych wywodzą się z twórczości pionierów branży (mężczyzn, oczywiście…) Kobiety przedstawiane są w negliżu, delikatne i uległe, podczas gdy mężczyźni ustawieni są w prężnych pozach, w kontekście sukcesu i siły. Te wzory są nieustannie powielane, w dzisiejszych czasach przybierają ekstremalną formę, aranżując sceny przemocy wobec kobiet. Budowanie kampanii reklamującej ubrania na podstawie obrazu kobiety, napadniętej czy zgwałconej w kontekście „glamour” jest, delikatnie mówiąc, przerażające. Dajemy tym samym przyzwolenie na przemoc wobec kobiet, a temu trzeba zapobiegać. Tego typu fotografia w magazynie nie powinna być po prostu okalona opisem „Złota jedwabna bluzka z kolekcji Hoss Intropia”, po której beztrosko przechodzimy do czytania artykułu na kolejnej stronie. Jak domy mody mogą decydować się na tego typu reklamę? Dlaczego wydawcy, fotografowie, modelki, czytelnicy magazynów na to się zgadzają? Obrazy, na które napotykamy się w mediach nie pozostają bez oddziaływania na nas. Poza, przybierana przez modelkę brana jest za symbol przedstawienia „kobiecości”, i taki obraz kobiecości jest reprezentatywny dla nas, to jesteśmy chorym społeczeństwem.
Teraz pracuję nad nowym projektem, powiązanym ze wspomnianym przez ciebie video. “Stike the pose” to platforma, na której czytelnicy mogą zamieszczać profesjonalne zdjęcia z kampanii, edytoriali, itp, przedstawiające kobiety w dziwacznych, często uwłaczających pozach, zachęcając do produkcji wersji “homemade”. Ma to służyć ukazaniu poziomu absurdu modowej gimnastyki. Po udostępnieniu projektu “Poses” zaczęłam dostawać wiadomości z aranżacjami póz z sesji do magazynów w domowych warunkach – to zainspirowało budowę platformy Strike a Pose. Każdy może go współtworzyć.
Na górze: oryginalne zdjęcie Chrisa Collsa; na dole: wersja zamieszczona przez czytelniczkę na portalu projektu „Strike the Pose”.
Wszystkie projekty Yolandy znajdziecie na jej stronie, www.yolandadominguez.com
More
From VICE
-

WWE -

Bbevren/Getty Images -

Vicki Jauron, Babylon and Beyond Photography/Getty Images -

(Photo by Mike Stobe/BIG3/Getty Images)