
Zdjęcie: Flickr/icanteachyouhowtodoit
Rano, jak co dzień smarowałem chleb contentem z newsfeed na Facebooku. Rzuciła mi się w oczy strona Gardzę klubem Delite. Zajawiony tematem aferki wbiłem, aby zobaczyć, kto z moich znajomych ją lubi. Strona ma ponad pięć tysięcy fanów, z czego 32 osoby, to moje facebookowe ziomki.
Facebook jest naprawdę niezłym narzędziem socjologicznym. Okazało się, że 3/4 lubiących tę stronę to weganie i wegetarianie. To było raczej łatwe do przewidzenia. Afera z krową uderza głównie w tony szeroko pojętych praw zwierząt. Pozostała ćwiartka okazała się o wiele ciekawszą grupą: to osoby, które równie chętnie wrzucają zdjęcia z wołowiną co bywalcy klubu Delite. Wizyty w Burger Kingu czy steki skwierczące na grillu podczas wywczasu na Mazurach, czy czilaxie na nadwiślańskim brzegu. Żałowałem, że nie załapał się żaden z najfajniejszych ludzi na fejsie: fanów bekonu. Borze iglasty, ale ci goście są cool!
Videos by VICE
Uprzedzam, ten artykuł nie ma na celu zaglądania w wasze talerze. To osobisty wybór każdego dorosłego człowieka, jakiego pochodzenia produkty wkłada sobie do ust. Nie wycierajcie sobie jednak tych ust cierpieniem zwierząt, jeżeli zwyczajnie chcecie sobie pohejterzyć bananerię na stronie Gardzę klubem Delite.
Myślicie, że krowa czy świnia, które przywieziono na tę wixę zostały skrzywdzone przez blask fleszy czy wylewającą się sztampę z mdłych house’owych potupajek? To raczej znikomy stres w porównaniu do tego, przez co muszą przejść, żeby trafić na wasze talerze.
To była pierwsza rzecz, która przyszła mi do głowy. Potem jednak zacząłem się zastanawiać, co powoduje tę alergiczną reakcję internautów na zdjęcia z krową w klubie dla ludzi, których ulubionymi hashtagami są słowa prestiż i sława.
Krowa, jaka jest każdy widzi, parafrazując Benedykta Chmielowskiego. Krowa to katalizator kontekstu. Każdy, gdy ją widzi ma przed sobą trochę inny garnitur skojarzeń. Krowa jest też funktorem nazwotwórczym. W tym przypadku Krowa klubu Delite, czyli nomen, omen, krowa, która weszła na salony. W zestawieniu z klubem, który firmuje się, jako uważany za najbardziej prestiżowy i inspirujący klub w Polsce, prezentuje się kuriozalnie. Fotki z krową i świnią? Ot, niewinny żarcik zblazowanych burżujów. Może jakaś pokraczna, postmodernistyczna wersja młodopolskiej chłopomanii? Kto wie, co strzela do głowy od nadużywania pochodnych andyjskiego lekarstwa na nadciśnienie?
Problem to rykoszet rozwarstwienia społecznego. To kompleksy ludzi pretendujących do miana posiadających
Kogo (oprócz obrońców praw zwierząt) razi zwierzę w zamkniętej przestrzeni dla ludzi, których główną cechą jest to, że fetyszyzują słowo LUKSUS? Nigdy nie byłem w tym klubie, bo moje gusta muzyczne ewoluowały dosyć wcześnie w totalnie inną stronę, a w dodatku jestem takim cebulakiem, że szkoda by mi było hajsu na koktajle. Poza tym po latach pracy w Mordorze mam pewne fobie związane z chromem i nadmiernie przeszklonymi pomieszczeniami.
Narzędziem poznawczym pozostał więc Facebook. Kliknąłem zdjęcie profilowe Gardzę klubem Delite. Moim oczom ukazała się hejterska tyrada. Pełna wolna amerykanka z kopaniem po jajach. Jeden z komentujących wjechał typowi uwiecznionemu na zdjęciu z krową na zakola. Zasugerował, że powinien sobie zrobić mezoterapię. Naprawdę ubaw po pachy, jednak najlepszym strzałem okazał się jeden wpis, który sprawił, że zrozumiałem, skąd bierze się ten rak. Oto on: Co za debil… Wracaj na swoją wioskę buraku, bo tam ludzie mają więcej klasy niż w tym pseudo elitarnym klubie.
Skumałem, że zarzewiem konfliktu jest prosty podział na Polskę A i B. Tylko skąd się bierze to poczucie wyższości. Żeby nie było, nie jestem niewiniątkiem. Też piętnuję prostackie zachowania i często oficjalnie w necie rozdaje nominacje do orderu z cebuli. Sęk w tym, że ten rak to nie niewinne heheszki i beka z Januszy zbierających graty na balkonie. To realna, ostra jak brzytwa pogarda granicząca z otwartą nienawiścią. Ten problem to rykoszet rozwarstwienia społecznego. To kompleksy ludzi pretendujących do miana posiadających. Agresywni są zarówno ludzie z rodowodem z wielkich ośrodków, jak i ludzie, którzy wyemigrowali z prowincji, ale starają się to pudrować, jakby czyniło to z nich kogoś gorszego.
Awatarami tej pogardy w sieci są strony w stylu Szlachta ma białą skórę, a plebs chodzi opalony (ponad dwadzieścia pięć tysięcy like’ów) czy w bardziej prostackiej, bezpośredniej formie — Szlachta jest blada, a opaleni harują w polu (ponad czterdzieści cztery tysiące like’ów). To powszechne przeświadczenie o szlacheckim pochodzeniu, które emanuje z buńczucznie ustawionych miejsc pracy, jako Szlachta nie pracuje (prawie dwieście czterdzieści jeden tysięcy like’ów). Celowo podaje liczby, by określić skalę problemu.
Kto tym ludziom nawkładał takie gówno do głowy? Ich starzy czy rodzimy system edukacji? Polska jest tak zabawnym krajem, że hipokryzja drobnomieszczaństwa w nowelce o pani Dulskiej blednie przy tym, jakim rakiem jest rzekomy ziemiański rodowód. Te szlacheckie pretensje u młodych Polaków nie mają nawet historycznego prawa bytu. Zresztą zubożała szlachta też tyrała w polu z przypasaną szabelką. Czy to szkolny program historii nie przykłada odpowiedniej wagi do tego, czym była dla naszego społeczeństwa pańszczyzna? Dlaczego wszystkim tym ludziom wydaje się, że mają szlachecki rodowód?
Rozumiem, że niektórzy rodowici warszawiacy czują się w stolicy jak rdzenni amerykanie w rezerwatach. Powinniście zwolnić konie
Z badań genealogii polskiego społeczeństwa prof. Mikołejko wynika, że 96% obywateli naszego państwa ma chłopskie korzenie. Chciałbym, żeby chłopaki z rodzimego szołbizu filmowego mieli trochę więcej kocich ruchów, skoro oświata wymięka. Przydałby się film fabularny o pańszczyźnie w tarantinowskim stylu. Coś w stylu Django o losach Jakuba Szeli. Wyzysk chłopów był niczym innym jak legalnym niewolnictwem. Tyle że bez stygmatów rasowych. Ktoś w Polsce powinien wreszcie postawić sprawę jasno. Bez zbędnego patosu. Szela oddaje kopa.
Adaptacja tarantinowskiego mrużenia oka w polskich realiach już raz się sprawdziła. Sprawiła, że Olaf Lubaszenko stał się najbardziej „młodzieżowym” i wyluzowanym reżyserem. Niekoniecznie widzę w głównej roli Borygo Szyca, ale ja tylko rzucam pomysł, także zamiast kogoś z oślej ławki jak zwykle rolę dostałby dyżurny.
Wracając do strony Gardzę klubem Delite i zdjęcia z krową. Typiara sugeruje w komentarzu, żeby typ z zakolami wracał na swoją wioskę. Żyjemy w czasach kiedy migrowanie zarobkowe to smutna konieczność. Rozumiem, że niektórzy rodowici warszawiacy czują się w stolicy jak rdzenni amerykanie w rezerwatach.
Powinniście zwolnić konie, bo to nie jest tragedia na miarę Drogi Łez, która dotknęła Czirokezów. Słoiki zajęły po prostu miejsca, które zostawili wasi znajomi, migrując na wyspy. Wielkie larum to nie wy, musieliście migrować w celach zarobkowych. Co oznacza, że albo wam się udało w tych trudnych realiach, albo byliście z góry ustawieni (prawdopodobnie przez waszych starych).

Zdjęcie: Flickr/Jonathan Kershaw
More
From VICE
-

Jerry Seinfeld and Larry David on the set of 'Seinfeld' (Photo by David Hume Kennerly/ Getty Images) -

-

Screenshot: Epic Games, SEGA -

WWE via Getty Images