Jakub Maria Puzyna, foto: Kamil Zacharski
Zaczęło się od tekstu Jacka Żakowskiego, który w „Gazecie Wyborczej” napisał, że „im wcześniej młodzi przejmą w Polsce władzę, tym lepiej, bo starzy są średniej jakości”. Żakowskiemu na portalu onet.pl odpowiedział Jakub Żulczyk: „Jesteśmy bandą przyspawanych do internetu, otępiałych od przestymulowania idiotów. Proponowanie nam jakiejkolwiek władzy nad czymkolwiek to jakiś niesmaczny majak.”
Videos by VICE
Czy Żulczyk ma rację i stworzył trafny portret młodego pokolenia? Czy jak każdy narcyz pisząc „my” myślał „ja”? Rozpoczęliśmy dyskusję o tym, jacy jesteśmy. Wy też możecie zabrać w niej głos. Piszcie do nas na redakcja@viceland.pl. Najciekawsze teksty opublikujemy na naszym portalu.
Mamy na starych i władzę trochę wyjebane
Jakub Maria Puzyna*
To wszystko jest bardzo zabawne. Żakowski mówi, że młodzi powinni przejąć władzę, Żulczyk, że facebook zżarł nam mózgi, a Kozłowska, że gdzie nam do rodziców, skoro nie byliśmy na prawdziwej orgii.
Abstrahując od tego, że nikt poważny nie wierzy, żeby Kozłowska nie była w życiu na porządnej orgii, można dostrzec w tej dyskusji pewien chaos. Każdy strzela do innej tarczy.
Przede wszystkim, przeglądając facebookowe profile moich znajomych, mam poważne wątpliwości, czy my tej władzy w ogóle chcemy. Łatwo jarać się rewolucją, zmianą totalną, przewracaniem systemu do góry nogami i projektowaniem logotypów na sztandary. Ale władza? Te wszystkie procedury, ustawy, rozporządzenia, głosowania, kwora i inne takie. Dżizas krajst. Przecież na tym trzeba by się znać, poświęcać na to w cholerę czasu, a jałowością ta władza jedzie na kilometr. Na dodatek, jakkolwiek „Super Ekspress” nie podniecałby się wysokością diet poselskich i innych uposażeń ministerialnych, każdy średnio rozgarnięty młody człowiek ma pełną świadomość, że przy kompetencjach, których wymaga skuteczne rządzenie, WSZĘDZIE indziej zrobi znacznie, znacznie więcej hajsów. Więc po co?
Dzięki intensywnej i konsekwentnej pracy mediów wszyscy wiemy, że politycy to idioci, kłamcy i złodzieje. Wszyscy. Jeśli polityk wygłosi półtoragodzinną mowę – rozsądną, zawierającą pogłębioną analizę jakiegoś istotnego problemu, propozycję rozwiązań i osobistą opinię, może być absolutnie pewien, że we wszystkich materiałach prasowych znajdą się tylko te fragmenty, w których zrobił lapsus, zgubił wątek, albo jego wywód był o pół stopnia zbyt gorący, co przy złej woli i dużej nadinterpretacji można wykorzystać i wypowiedź uczynić idiotyczną. Redaktor Żakowski z szanownymi kolegami, podczas jakiegoś poranka w jakimś radiu, obsztorcuje go jak skretyniałego ucznia, wypaczając wszystko, co miał okazję zaprezentować. My, młodzi, musielibyśmy być naprawdę jeszcze głupsi, niż jesteśmy, żeby chcieć się w coś takiego wpierdalać.
Co gorsza, nas młodych, jest strasznie dużo. Pokolenie naszych rodziców, w przeciwieństwie do nas, lubiło seks bez zabezpieczeń i nie bało się zakładać rodziny. Wszyscy się powykształcali – to już nie tak, jak po wojnie, że wyższe wykształcenie i znajomość języków automatycznie plasowały w elitarnej sferze wpływów. Każdego z nas, wy, starzy, możecie wymienić na dwóch identycznych. Ile wysiłku wymaga przebicie się gdzieś, gdzie nasze zdanie będzie się liczyć? Jak wiele musimy sobą reprezentować, by starym nie myliły się nasze imiona? I to ciągłe dyszenie dwóch identycznych osób, w naszym wieku, za plecami – którzy z przyjemnością zajmą nasze miejsce. Konkurencja obezwładnia, wolimy leżeć na łóżku i jarać się sobą.
No dobra, polityka odpada. Może więc będziemy rządzić w firmach? Rozwijać nasz rodzimy biznes, tworzyć miejsca pracy? Fajnie by było, ale większe firmy starzy już sprzedali, rynek oddali Niemcom, a produkcje przenieśli do Chin. Możemy więc co najwyżej jarać się tym, że w efekcie naszej ciężkiej pracy przy przesuwaniu zawartości tabelek, zyski trafiające do jakiejś francuskiej albo amerykańskiej firmy matki będą odrobinę większe, aż do momentu, kiedy w efekcie kryzysu na ich rynku, który nie ma żadnego przełożenia na sytuację w Polsce, nie zwolnią nas celem redukcji kosztów. Zajebisty cel życia.
Ogólnie rzecz biorąc my, młodzi, mamy na starych i władzę trochę wyjebane. Jesteśmy na nich obrażeni. Jasne, zrobili rewolucję, znieśli zły system, wprowadzili kapitalizm. Spoko, szczere szapo ba. Problem w tym, że w tym nowym systemie, nowej rzeczywistości, którą rozumiemy lepiej od starych, nie ma dla nas miejsca. Nie mamy nawet na co się buntować. Będziemy robić afery o prawo mężczyzn do noszenia sukienek w miejscu pracy i udawać, że importowane problemy społeczne, takie jak kwestia imigrantów, strasznie nas przejmują – ale to tylko wysilone pozy stworzone po to, żeby nie dostrzegać peryferyjności na jaką skazali nas starzy, społecznie i indywidualnie.
Dlatego też tworzymy swoje małe enklawy. Klubokawiarnie, w których grają zespoły znajomych; niszowe marki modowe, w których ciuchy projektuje znajomy, a wykonuje je starsza pani w Łodzi; galerie prezentujące bardziej nas, niż sztukę. To nic nowego, nasza rzeczywistość została wyprana z heroizmu, więc nie mamy aspiracji, żeby stworzyć coś, czego nigdy nie było. Ale te enklawy to nasz świat, w którym chociaż trochę się liczymy, w którym możemy być lokalnymi bohaterami, a nie tylko kopiami postaci z seriali.
P.S. Do starych: Stworzyliście system i władzę w obecnej formie, więc jeśli podoba wam się to, co robimy i jak myślimy, to wasz problem, żeby stworzyć mechanizmy, które nas przyciągną i zaangażują. My się wypisaliśmy.
*Jakub Maria Puzyna (rocznik 85′) – prowadzi kolektyw Święty Jerzy, realizuje na pograniczu sztuki, mody i reklamy