Musi być krew

Bamako

Reporter: Piotr Kucma

Videos by VICE

Zdjęcia: Kamil Ciechan

„Musi być krew” – usłyszeliśmy przed wyjazdem do Mali od jednego z

czołowych reporterów jednego z najważniejszych programów

informacyjnych. Czyli co? Mamy jechać na północ? Dać się porwać

terrorystom z Ansare Dine czy Mujao i po brawurowej ucieczce

opowiadać na Okęciu jakimi jesteśmy bohaterami? Nie mam na to siły.

Jest za gorąco. Chcę to zrobić inaczej. Muszę poznać ludzi, którzy

pamiętają co działo się w  Gao,  Kidal czy Timbuktu – po tym jak do

głosu doszli islamscy radykałowie.

„Hello my friend, my name is Mohammed” – słyszę za plecami w kawiarence

internetowej w Bamako. Gdybym tylko wtedy wiedział, że tak zaczynają

się kłopoty…

Malijski rasta z przepitymi oczami  zapewnia,  że jest bardzo

doświadczonym przewodnikiem. Ma wszędzie kontakty i wejścia. Pracował

z wieloma dziennikarzami, w tym z BBC.

Na początku pytam czy może mi pomoc w wyciągnięciu mojego paszportu z

urzędu imigracyjnego. Zostawiłem go tam żeby wyrobić wizę. Przez

ostatnie dwa dni jakoś nie znalazłem czasu żeby go odebrać. Jest

piątek – dzień wolny od pracy dla wszystkich muzułmanów, a ja jednak

dziwnie czuje się bez paszportu w stolicy Mali.

Wsiadamy na jego motocykl i pędzimy przez zakurzone ulice.

Przejeżdżamy przez most nad Nigrem. Za chwilę wyciągnę 20 tysi

tutejszych franków, dzięki którym jakiś urzędnik, którego nie powinno

tutaj być z uśmiechem na ustach odda mi mój paszport. W drodze

powrotnej pytam Mohammeda – czy zna uchodźców z północy. Nic

prostszego. Za chwilę poznaję trzech chłopaków, którzy na swoich

telefonach komórkowych pokazują filmiki z Gao, na których widać jak

jakiś muzułmański radykał chłoszcze młodego Malijczyka. Jest krew. Na

kolejnym filmiku widzę poobcinane ręce.  

Nagrania robią wrażenie, ale skądś już je znam. Przed wylotem

widziałem je gdzieś w internecie.  Zapala się czerwona lampka:

przecież wojna to biznes, a na żądnych krwi dziennikarzach też można

zarobić. Wojna propagandowa dotyczy obu stron. Ściemnione zdjęcia

pokazują zarówno okrucieństwo grup ekstremistycznych jak i

Malijczyków, którzy po francuskiej interwencji  mszczą się na tych,

którzy niedawno wprowadzali szariat.

Znany jest przypadek filmu nakręconego w Gao na którym widać zwłoki

mężczyzny rzekomo powiązanego z islamskimi terrorystami z północy.

Okazało się, że nagranie pochodziło z Nigerii, dlatego z dużą

ostrożnością trzeba podchodzić do tego co proponują wcisnąć

dziennikarzowi przypadkowo spotkani pseudo przewodnicy, którzy wiedzą, że

chcemy krwi. Kiedy powiedziałem Mohammedowi, że filmy są sfałszowane i

nie chcę już jego pomocy – wyjął z ust sztuczną szczękę, zaczął syczeć

i grozić, że mnie pobije. Dostał ode mnie kilkanaście dolarów.

PRZYCHODNIA CHORÓB TROPIKALNYCH. PIERWSZE WRAŻENIA PIOTRA Z MALI.

MALI REPORTERZY

Thank for your puchase!
You have successfully purchased.