Same tego chciały

Yasmine El Baramawy została pobita i zgwałcona na ulicy Mohameda Mahmouda przy placu Tahrir.

Był piątek 23 listopada 2012 roku. Akurat dochodziła 23:00, gdy mieszkająca w centrum Kairu, nieopodal placu Tahrir, Ghada (nie zgadza się na ujawnienie nazwiska) usłyszała przez okno krzyki: „Ona ma bombę przyczepioną do brzucha!”. Natychmiast pomyślała o jej dzieciach, które kręciły się wśród zebranego na zewnątrz tłumu. Pobiegła na balkon w nadziei, że uda jej się je wypatrzeć, jednak jej przerażenie szybko ustąpiło miejsca potrzebie działania gdy ujrzała otoczoną przez mężczyzn i przyciśniętą do maski samochodu nagą kobietę. Zabrawszy ze sobą trochę ubrań dla nieznajomej szybko zbiegła wraz z mężem po schodach i rzuciła się jej na ratunek. Przepchnęli się przez tłum, rozerwali krąg mężczyzn stojących wokół kobiety i zabrali ją w bezpieczne miejsce.

Videos by VICE

Wcześniej, tego samego dnia, Yasmine El Baramawy wraz z przyjaciółką Sohą (imię zmienione) postanowiły udać się na plac Tahrir po tym jak usłyszały o toczących się tam starciach między przeciwnikami prezydenta Mursiego i siłami porządkowymi. Dwa dni wcześniej na placu rozpoczęły się protesty przeciw nowej konstytucji stanowiącej pokłosie Arabskiej Wiosny. Yasmine i Soha nie zamierzały brać czynnego udziału w demonstracji; chciały tylko popatrzeć jak demonstranci domagają się ustąpienia Mursiego.

Jesienią 2012 roku, pięć miesięcy po tym, jak został pierwszym w historii demokratycznie wybranym prezydentem Egiptu, Muhammad Mursi podpisał dekret „konstytucyjny” dający mu nieograniczoną władzę. Jednocześnie mianował sam siebie głównym zwierzchnikiem sił zbrojnych oraz przewodniczącym kongresu, co dawało mu możliwość odwołania każdego członka rządu i mianowania jego następcy. Choć początkowo wielu Egipcjan widziało w nim zaprzeczenie Hosniego Mubaraka, cieszący się poparciem Bractwa Muzułmańskiego Mursi, od którego oczekiwano naprawy gospodarki i ustabilizowania sytuacji politycznej w kraju, okazał się być zwyczajnie chory na władzę. Egipcjanie, w tym Yasmine i Soha, poczuli się oszukani.

Około 18:00 obie kobiety dotarły na skraj placu. Gdy przechodziły przez ulicę Al Kasr Al Aini akurat zachodziło słońce. Od demonstrantów dzielił ich jeszcze spory kawałek. Na placu panował względny spokój, jednak instynkt kazał Yasmine natychmiast uciekać. W przeszłości nie raz znajdowała się wśród protestujących tłumów, jednak tym razem coś było nie tak. Nie minęło pięć minut, a obie dziewczyny zdecydowały się wracać. Właśnie miały ruszać z powrotem gdy zauważyły biegnącą gdzieś grupę mężczyzn. Na ich widok znieruchomiały.

Młode kobiety zbyt późno zorientowały się, że mężczyźni biegną w ich kierunku. Zatrzymali się dosłownie kilka centymetrów przed nimi; stali tak blisko, że Yasmine i Soha czuły ich przesiąknięte kebabami oddechy. Mężczyźni zaczęli zdzierać z nich ubrania, w tym momencie zebranych na placu demonstrantów zaatakowano gazem łzawiącym, co spowodowało, że napastnicy rozbiegli się. Yasmine upadła na ziemię. Soha pobiegła po pomoc i po chwili wróciła na miejsce ze znajomym o imieniu Sherif, którego wypatrzyła wśród demonstrantów. Zanim zdołali postawić Yasmine na nogi i uciec, gaz łzawiący rozwiał się i napastnicy wrócili. Udusiwszy Sherifa i odrzuciwszy jego ciało na bok, podzielili się na dwie grupy: połowa otoczyła Yasmine, a druga połowa skupiła się wokół Sohy. To był ostatni raz gdy widziały się tamtego wieczora.

Grupa, która otoczyła Yasmine, zaczęła się oddalać od placu w kierunku ciemnej, upstrzonej porewolucyjnym graffiti ulicy Mohameda Mahmouda. Yasmine czuła, jak palce i noże penetrują jej pochwę, jak maczety przecinają jej skórę, a jednocześnie słyszała okrzyki „Pomożemy jej!”. Nie była w stanie rozróżnić głosów osób próbujących ją ratować od głosów jej oprawców. Nawet gdyby jej rodzony brat wyciągnął do niej dłoń i powiedział, by ją chwyciła, nie byłaby w stanie go rozpoznać. Napastnicy wlekli ją po brudnym, popękanym i zaśmieconym chodniku, jednocześnie ciągnąc ją i łapiąc za każdą możliwą część ciała – za kończyny, włosy, piersi. Yasmine stawiała opór, starając się trzymać jak najbliżej chodnika i chwytając się kratki kanalizacyjnej, jednak porywacze odciągali ją coraz dalej od placu.

Choć ledwo była w stanie oddychać, gdy napastnicy próbowali ściągnąć jej majtki, zaczęła ich kopać. Gdy jeden z nich wsadził jej język od ust, ugryzła go z całych sił, aż poczuła w ustach jego krew. Gdy przycisnęli ją do ściany apartamentowca, krzyknęła do odźwiernego żeby wpuścił ją do środka, ten jednak gapił się obojętnie, nie odwróciwszy nawet wzroku. Zauważyła, że siedzący na parapetach ludzie pokazują ją sobie palcami. Czy słyszeli jej krzyk? Czy zdawali sobie sprawę, co się dzieje? Dlaczego nikt nie przyszedł jej z pomocą? zastanawiała się podczas gdy napastnicy wlekli ją przez meczet, by ostatecznie przystanąć w zaułku.

Za pierwszym razem mężczyźni rozstąpili się, gdy podjechał do nich samochód, przejeżdżając przy okazji po włosach Yasmine. Próbowali wepchnąć ją do samochodu, jednak kobieta skutecznie im się opierała. Rozciągnięta na masce białej skody z lat 70. słyszała jak napastnicy wykrzykują fałszywe oskarżenia pod jej adresem: „Ma przyczepioną bombę! Chce nas wysadzić!”.

30-letnia Yasmine na placu Tahrir; czerwiec, tuż przed obaleniem prezydenta Mursiego przez wojsko.

„Mężczyznom podobają się porządne, nietknięte przez innych egipskie dziewczyny” oznajmiła mi matka gdy byłam jeszcze nastolatką. Oczywiście najpierw upewniła się, że ojciec nas nie słyszy. Ona z pewnością była „porządną egipską dziewczyną”, dziewicą poślubioną przez mężczyznę, który przysiągł ją utrzymywać, chronić jej rodzinę i żyć zgodnie z tradycją. Tego samego pragnęła dla mnie i kiedy przeprowadziliśmy się do USA obawiała się, że porzucę tradycyjne egipskie wartości. „Jeśli w noc poślubną mężczyzna nie zobaczy krwi z błony dziewiczej, będzie to wielki aar (wstyd) dla ciebie oraz fadiha (upokorzenie) dla rodziny” kładła mi do głowy.

Wartości wyznawane przez moją matkę nie wynikają z przesłanek religijnych, nie jesteśmy bowiem muzułmanami tylko chrześcijanami koptyjskimi. Jest to bardziej kwestia uwarunkowania kulturowego, obecnego w filmach i temsiliat (serialach telewizyjnych), w których często pojawia się postać porządnej egipskiej dziewczyny: doskonałej kucharki, która ugości każdego garnkiem pełnym mięsa i warzyw; osoby posłusznej, która chętnie poda spragnionemu bratu szklankę wody, do tego niewinnej, marzącej o wyjściu za mąż, lecz nie o seksie.

Gdy nadchodzi czas zamążpójścia, jej rodzina przedstawia jej rozmaitych kandydatów do jej ręki. W tym okresie oczekuje się od niej atrakcyjnego wyglądu, a nader wszystko skromności. Gdy podaje herbatę kolejnemu kandydatowi, ma się szeroko uśmiechać, lecz jej śmiech ma pozostać stłumiony. Gdy kandydat poprosi jej ojca o jej rękę, odpowie nieśmiało „Ilit shoofoo ya, Baba”, czyli „Jak sobie życzysz, Ojcze”. Opuści rodzinny dom dopiero w leilat al-dokhla, czyli noc poślubną.

Krew, którą zostawi na prześcieradle w noc poślubną, jest nie tylko symbolem utraty dziewictwa, stanowi też dowód, że dziewczyna dobrze się prowadziła oraz – co ważniejsze – że rodzina dobrze jej pilnowała i że honor rodziny w jego tradycyjnym rozumieniu pozostał niesplamiony. Porządnej egipskiej dziewczynie w życiu nie przyszłoby do głowy zbuntować się przeciwko tym obyczajom.

W wywiadzie udzielonym niedawno magazynowi Reason zajmująca się kwestią seksu w świecie arabskim Shereen El Feki opowiada o młodej kobiecie, która przed ślubem starała się poszerzyć swoją wiedzę na temat seksu, ponieważ tak bardzo zależało jej na sprawieniu przyszłemu mężowi przyjemności w noc poślubną. Gdy próbowała zrobić użytek z nabytej wiedzy, małżonek wyskoczył z łóżka i zmusił ją, by przysięgła na Koran, że nigdy wcześniej nie uprawiała seksu.

Podczas gdy egipskie kobiety przyuczane są do posłuszeństwa, mężczyźni uczeni są dominacji i sięgania po wszystko na co mają ochotę. Potwierdzają to liczne sceny z popularnych filmów „romantycznych”. Zasada „nie znaczy tak” głoszona jest zarówno we wczesnych dokonaniach egipskiej kinematografii w stylu Al Sarisa, jak i we współczesnych produkcjach w rodzaju Captain Hima czy Omar

we Selma. Przykładowa scena wygląda następująco: mężczyzna próbuje pocałować kobietę, na co ta odwraca głowę. Mężczyzna przyciąga ją do siebie. Kobieta próbuje uciec. Ostatecznie, trzymana przez mężczyznę w mocnym uścisku, daje za wygraną, sprawiając wrażenie, jak gdyby podobało jej się to przeciąganie liny. W USA i innych krajach zachodnich scena ta zostałaby sklasyfikowana jako molestowanie seksualne; w Egipcie traktowana jest jako „scena miłosna”.

Akceptacja molestowania seksualnego i prezentowanie takich zachowań jako normy, a nawet jako zasłużonej kary, sprawia, że Egipt stanowi jedno z najbardziej niebezpiecznych miejsc dla kobiet na całym świecie. Według opublikowanego niedawno raportu ONZ niemal 100 procent egipskich kobiet doświadczyło słownego lub fizycznego molestowania seksualnego. Postawa ta rozprzestrzeniła się niczym wirus wśród demonstrantów protestujących na placu Tahrir, przez co ten mimo swojego historycznego znaczenia zwany jest kolokwialnie „miejscem, gdzie chodzą kobiety, które chcą zostać zgwałcone”.

Po tym jak Ghada wraz z mężem uratowali ją przed tłumem, Yasmine nie wróciła do domu. Zamieszkała z przyjaciółką, która zdążyła już usłyszeć od wspólnych znajomych o tym co ją spotkało. Na skutek szoku Yasmine przestała się odzywać. Nie była nawet w stanie płakać dopóki nie usłyszała głosu Sohy następnego dnia.

Przez tydzień nie mówiła nikomu o napaści, której padła ofiarą; zaczęła za to zastanawiać się czy taki właśnie los pisany jest współczesnym egipskim kobietom. Doszła do wniosku, że choć Egipcjanki odważyły się sprzeciwić się władzy i pójść na plac Tahrir by żądać zmian, są one traktowane gorzej niż wygłodzone bezpańskie psy wałęsające się po egipskich ulicach, które czeka w najlepszym razie kopniak, a w najgorszym kula. Ostatecznie Yasmine uznała, że nie chce mieć już nic wspólnego ze swoim krajem. Postanowiła dać sobie ze wszystkim spokój, wyjechać zagranicę, zacząć wszystko od nowa gdzieś indziej i zrzucić z siebie brzemię wstydu. Była zdecydowana zrzec się egipskiego obywatelstwa.

Sohę spotkało to samo co Yasmine: otoczywszy ją, mężczyźni, zdarli z niej ubranie, pobili ją, wlekli ją po ulicach, wsadzając jej przy tym w pochwę palce i noże. Udało jej się uciec po tym jak ubłagała jednego z napastników by puścił ją wolno, mówiąc mu, że jest matką i że niczego nie pragnie bardziej niż zobaczyć jeszcze raz swoje dzieci. Do dziś nie zgodziła się ujawnić swojej tożsamości. Nie zgłosiła niczego na policję, uznając, że skoro policja nie była w stanie jej obronić, prawo jej nie chroni, a społeczeństwo uważa, że sama jest sobie winna, to ona sama musi siedzieć cicho.

Demonstranci i opozycjoniści zebrani pod wieżą służącą do wypatrywania napaści na tle seksualnym.

„Zgłaszanie przypadków molestowania na policję jest problematyczne, choć molestowanie seksualne stanowi w Egipcie przestępstwo, jego sprawcy nie są ścigani” opowiada Dina Samir, była rzeczniczka założonej w grudniu 2010 roku organizacji pozarządowej HarassMap, która zyskała na znaczeniu po wybuchu Arabskiej Wiosny. „Zgodnie z prawem żeby dokonać zgłoszenia trzeba przyprowadzić ze sobą świadka zdarzenia. Czasami to niemożliwe, no bo jak znaleźć świadka na to, że ktoś za coś cię złapał jeśli ten ktoś chwilę później uciekł? Poza tym incydent równie dobrze może wydarzyć się na pustej ulicy, gdzie nikt go nie zauważy” denerwuje się Dina. By przeciwdziałać takim zachowaniom, HarassMap stworzyła internetowy program do zgłaszania przypadków molestowania seksualnego, umożliwiający ofiarom stworzenie własnej mapy gdzie takie incydenty najczęściej mają miejsce. Głównym celem organizacji jest zwalczanie stereotypu zgodnie z którym w rzeczywistości kobiety chcą być molestowane, czy nawet zasługują na to, jak również obalenie tabu zabraniającego mówienia o jakichkolwiek formach molestowania seksualnego.

Łatwo zrozumieć, czemu Soha przyjęła taki a nie inny punkt widzenia. Czemu miałaby wracać do wspomnień z tamtego wieczora skoro szanse na to, że uda jej się cokolwiek osiągnąć, są minimalne?

W Egipcie sprawy o molestowanie seksualne są notorycznie lekceważone. W 2009 roku zgłoszono tylko 88 gwałtów, nawet jeśli wszczynane jest postępowanie, na ogół do niczego ono nie prowadzi. Egipski wymiar sprawiedliwości przeżarty jest łapówkarstwem i korupcją. Wręczanie gotówki przedstawicielom prawa jest powszechne, często okazuje się to wręcz niezbędne do prowadzenia poważnego biznesu. Policjanci nie będą rozmawiać z nikim – czy to ofiarami czy prawnikami – dopóki nie dostaną kilku funtów egipskich. Oto co usłyszałam od pewnego prawnika reprezentującego osobę oskarżoną o molestowanie seksualne (bez związku z gwałtami na placu Tahrir): „[Ofiara] zażądała 30 tysięcy funtów egipskich za wycofanie sprawy. Zaśmiałem jej się w twarz i zapłaciłem obu świadkom tysiąc funtów za zmianę zeznań. Wygram sprawę i mojego klienta puszczą wolno. Tak to się robi w Egipcie.”

Plac Tahrir w styczniu 2011

Gospodarz popularnego programu telewizyjnego Abdullah Badr nazwał je „dziwkami”, które specjalnie chodzą na plac by paść ofiarą zbiorowego gwałtu.

Po spotkaniu z Yasmine opowiedziałam jej historię kilku krewnym w Egipcie. Jeden z nich zaczął podważać jej wiarygodność. „Dlaczego nie zgłosiła sprawy na policję? W ten sposób mogłaby przynajmniej udowodnić przyszłemu mężowi, że została zgwałcona, kiedy ten odkryje w noc poślubną, że nie jest dziewicą” argumentował. Nawet mąż Ghady, który był świadkiem brutalnej napaści na Yasmine i pomógł uratować ją z rąk gwałcicieli, kwestionował jej prawdomówność. Gdy Ghada pomagała Yasmine założyć galabiję (tradycyjną długą szatę męską), patrzył na nią z odrazą i krzyczał „Co im zrobiłaś? Skąd ich znasz?”.

Początkowo Yasmine planowała nic nikomu nie mówić o tym co ją spotkało, ale po tygodniu usłyszała o sześciu identycznych  napaściach, do których doszło tamtego wieczora na placu Tahrir: wszystkie miały miejsce między 18:00 a 23:00. Ich ofiary zostały otoczone przez grupę mężczyzn w wieku 20-30 lat, którzy zdarli z nich ubrania, pobili je i wsadzali im noże w pochwy. Yasmine twierdzi, że mniej więcej wtedy Abdullah Badr, prominentny salaficki kaznodzieja prowadzący popularny program telewizyjny, który w maju 2013 roku trafił do więzienia za bezpodstawne oskarżenie pewnej aktorki o „cudzołóstwo”, oznajmił w telewizji, że co najmniej 30 dziewczyn padło ofiarą napaści seksualnej na placu Tahrir. Nazwał je „dziwkami”, które specjalnie chodzą na plac by paść ofiarą zbiorowego gwałtu.

Według Yasmine za napaściami stoi Bractwo Muzułmańskie, które płaci bandytom by ci atakowali demonstrantów protestujących przeciwko Mursiemu, w nadziei, że w ten sposób powstrzyma dalsze zmiany w Egipcie. Oczywiście niełatwo znaleźć dowody potwierdzające tę teorię. W Egipcie teorie spiskowe są równie popularne co łapówki, przez co wielu ludzi wierzy, że za gwałty na uczestniczkach demonstracji „w rzeczywistości odpowiadają opozycjoniści”, „ci z Czarnego Bloku”, albo „bandyci opłaceni przez Mubaraka, który w ten sposób chce się zemścić na rewolucjonistach”. Znalezienie świadków gotowych zeznać za odpowiednią opłatą co tylko kto sobie zażyczy nie stanowi najmniejszego problemu. Gdy wcześniej, tego roku, ekipa VICE kręciła dokument w Egipcie, jej członkowie przeprowadzili wywiad z grupą mężczyzn twierdzących, że Bractwo Muzułmańskie zapłaciło im za dokonywanie zbiorowych gwałtów. Następnie mężczyźni ci zażądali od ekipy filmowej 500 funtów egipskich, czyli ok. 230 złotych (dostali pieniądze, ale rozmowa ostatecznie nie weszła do dokumentu). Jeśli Yasmine ma rację, to celem Bractwa jest uczynienie z opozycjonistek ofiar, zmuszenie ich do wyzbycia się nadziei i naplucie im w twarz ich własnym wstydem. Dodatkowo ma to też wywołać poczucie winy u opozycjonistów i krewnych zgwałconych kobiet, którzy, niczym przyjaciel Sohy Sherif, nie zdołali ich ochronić, co stanowi zarówno porażkę polityczną jak i rysę na wizerunku idealnego, dominującego egipskiego samca. Tym sposobem na ojców, braci i całe rodziny ofiar spada fadiha, a strach przed publicznym napiętnowaniem sprawia, że ofiary milczą o tym, co je spotkało. Nawet jeśli którejś z nich rodzina zezwoliłaby na wyjawienie sekretu, ludzie zapewne z łatwością uwierzyliby w kulturową wykładnię, zgodnie z którą „skoro dziewczyna poszła na plac Tahrir, to znaczy, że chciała zostać zgwałcona”.

Dwa miesiące po napaści na Yasmine, Mohamed El-Khateeb wraz z innymi członkami organizacji OpAntiSH zaczęli zwalczać gwałcicieli grasujących wokół placu Tahrir.

Wszystko to wydaje się być zbyt skomplikowane i złożone by mogło być prawdziwe, jednak według Yasmine właśnie tak było w jej przypadku. Gdy za pierwszym razem chciała opowiedzieć o tym, co ją spotkało, jej przyjaciele – opozycjoniści, politycy, a nawet dziennikarze – nie chcieli jej słuchać, twierdząc, że w ten sposób zniszczy reputację placu Tahrir i całej rewolucji.

Zamiast zamilknąć, Yasmine uznała, że ma obowiązek ostrzec inne kobiety chcące uczestniczyć w demonstracjach na placu. „Gdybym wiedziała, co może mnie spotkać, byłabym ostrożniejsza. Założyłabym strój lepiej ukrywający moją płeć, żeby było mnie trudniej zidentyfikować, i zadbałabym o męską eskortę” wyjaśnia. Tydzień później, 30 grudnia, zamieściła na Facebooku anonimowy wpis będący szczegółową relacją z napaści, której doświadczyła. Wpis ów stał się inspiracją do założenia Operation Anti-Sexual Assault, w skrócie OpAntiSH, czyli ochotniczej grupy wzorowanej na organizacjach pozarządowych w rodzaju HarassMap czy Tahrir Bodyguard. Podobnie jak w ich przypadku, jej członkami są zwykli obywatele, którzy postanowili wziąć sprawy we własne ręce, ponieważ ich zdaniem napaści, których ofiarą padły Yasmine i Soha, są ignorowane przez rząd i siły porządkowe. Połowę z nich stanowią kobiety, co może dziwić biorąc pod uwagę związane z tym niebezpieczeństwo.

W ramach reakcji na plagę gwałtów na placu Tahrir, OpAntiSH opracowała plan działania, który postanowiła przetestować 25 stycznia 2013 roku, czyli w drugą rocznicę wybuchu Arabskiej Wiosny. Tego dnia spodziewano się wielotysięcznych demonstracji przeciw rosnącym zapędom autorytarnym prezydenta Mursiego. Na czas protestów grupa dowodząca OpAntiSH, w której była Yasmine, zajęła stanowisko w mieszkaniu jednego z działaczy opozycyjnych znajdującym się na ostatnim piętrze jednego z budynków stojących na placu. Pozostali ochotnicy podzielili się na dwie grupy: „atakującą”, której zadaniem była fizyczna interwencja w razie konieczności rozbicia lub odwrócenia uwagi napastników oraz „zabezpieczającą”, która miała ratować ofiary. Ich członkowie nie spodziewali się, że tego wieczora na placu dojdzie do 19 prób gwałtów zbiorowych.

Gdy ochotnicy dotarli na plac ok. 18:00, akurat miały miejsce trzy takie próby. Zdezorientowani i rozbici, postanowili się podzielić. Jeden z nich, 24-latek o spokojnym głosie, który przedstawił się nam jako Mohamed El-Khateeb, wdrapał się na wentylator żeby móc lepiej widzieć, co się dzieje na dole. W pewnym momencie zauważył kobietę o cudzoziemskim wyglądzie otoczoną przez dużą grupę mężczyzn. Poczuł, że musi zrobić coś, by uniemożliwić im wciągnięcie jej głębiej w tłum. Choć na szkoleniu uczulano go, żeby nigdy nie interweniował sam, zeskoczył z wentylatora i wbił się w sam środek ciżby ludzkiej. Wiedział, że zaatakowana kobieta nie będzie w stanie odróżnić go od napastników, lecz mimo to był zdeterminowany jej pomóc. Wdarł się między napastników i wyciągnął ją z tłumu.

Następnie Mohamed wspiął się z powrotem na swój zaimprowizowany punkt obserwacyjny i spróbował namierzyć innych członków grupy. Szybko zorientował się jednak, że nie ma ich w polu widzenia; zadzwonił zatem do grupy dowodzącej, która nakazała mu jak najszybciej przedostać się do budynków przy ulicy Talat Haarb. Nie potrzebował dokładnego adresu. Gdy tylko znalazł się na ulicy zauważył zbity tłum. Ochotnicy spod znaku OpAntiSH próbowali właśnie wciągnąć inną ofiarę do jednego z budynków. Mohamed przecisnął się przez grupę, która jak zwykle wykrzykiwała rzeczy w stylu „chcemy jej pomóc” i „to moja siostra”. Widział tylko twarz dziewczyny i obawiał się, co może się dziać z resztą jej ciała. Napastnicy natychmiast zorientowali się, że Mohamed nie jest jednym z nich i zaczęli go atakować, chwytając go za uda, bijąc go rękojeściami noży a nawet gryząc go w klatkę piersiową – wszystko to utwierdziło go tylko w przekonaniu, że napaści były odgórnie koordynowane.

W tym momencie ktoś odpalił flarę domowej roboty. Kiedy wszyscy padli na ziemię, Mohamed wraz z pozostałymi ochotnikami chwycili ofiarę, wciągnęli ją do budynku i zatrzasnęli za sobą żelazną bramę. Mimo to tłum nie ustępował. Napastnicy szarpali za bramę próbując ją wyważyć, krzycząc przy tym „Chcemy dziewczyn, które są w środku! Chcemy dziewczyn, które są w środku!”. Dopiero po pół godzinie dali za wygraną.

Mohamed brał tego wieczora udział w jeszcze jednej akcji ratunkowej. Jej celem było uratowanie kobiety, która koło północy została zawieziona do szpitala Kasr Al Aini. Choć była blisko wykrwawienia się na śmierć na skutek ran odniesionych podczas penetracji nożem, rządowy szpital odmówił jej przyjęcia, ponieważ egipskie prawo zobowiązuje szpital do przedstawienia raportu lekarza sądowego w razie przyjęcia ofiary przestępstwa. Ochotnikom oznajmiono, że lekarz sądowy zjawi się w placówce dopiero o 18:00 następnego dnia. Ostatecznie ofiarę przyjął prywatny szpital Heliopolis Hospital dopiero po tym, jak członkowie OpAntiSH ubłagali personel by zajął się umierającą kobietą.

Według Mohameda operacja z 25 stycznia była w równym stopniu sukcesem co porażką. Ochotnikom OpAntiSH udało się uratować niektóre z zaatakowanych kobiet, łącznie interweniowali w 15 z 19 przypadków zgłoszonych tego wieczora, choć prawdopodobnie do tej liczby należy doliczyć kilkadziesiąt podobnych incydentów, których nie zgłoszono. Wszystko to natchnęło Yasmine odwagą, by opowiedzieć publicznie o napaści, której padła ofiarą. Grupy ochotnicze nie byłyby w stanie prowadzić dalej samodzielnej walki. Kilka dni później, 1 lutego 2013 roku, Yasmine wraz dziennikarką Hanią Moheeb, która również padła ofiarą gwałtu, opowiedziały o swoich niemal identycznych przeżyciach w egipskiej telewizji Al Nahar.

Po występie na wizji zgłosiło się do niej mnóstwo prawników gotowych reprezentować ją w sądzie. Jednak mimo zdobycia przez Yasmine numerów rejestracyjnych starej skody, która przejechała jej po włosach tamtego wieczora, jak również dowodów zebranych z jej ubrania oraz filmów z podobnych napaści zamieszczanych na YouTube przez naocznych świadków, policja twierdzi, że trop się urywa. Tymczasem wynajęty przez Yasmine prywatny detektyw twierdzi, że wspomniany samochód należy do członka partii Mursiego.

Niezrażona tym Yasmine walczy dalej. 30 czerwca, w rocznicę wyboru Mursiego na prezydenta, gdy opozycjoniści i zwykli obywatele wyszli na ulice żądając usunięcia go z urzędu, nie bacząc na groźbę ponownej napaści kobieta dołączyła do 33 milionów demonstrantów, wśród których temperatura wydawała się mieć nie 34 a 60 stopni, i przez kilka godzin maszerowała wraz z nimi krzycząc „Erhal!” – „Odejdź!”. Trzy dni później Mursi został obalony przez wojsko. Yasmine nie zdecydowała się wziąć ze sobą broni, zamiast tego wybrała eskortę sześciu znajomych mężczyzn. Choć jej samej nic się nie stało, według danych HarassMap i OpAntiSH tylko 30 czerwca na placu Tahrir odnotowano 46 przypadków napaści na tle seksualnym. Do 5 lipca, czyli już po odsunięciu od władzy Mursiego i Bractwa Muzułmańskiego, ich liczba wzrosła do 169, z 80 przypadkami odnotowanymi w nocy 4 lipca.

Według Mohameda to, że napastnicy zwracali się przeciwko niemu za każdym razem gdy próbował interweniować dowodzi, że napaści na tle seksualnym są elementem zorganizowanej akcji.

Jeśli za tymi atakami rzeczywiście stoi Bractwo Muzułmańskie, istnieje ryzyko, że będą się one powtarzać. Ulicami Egiptu wciąż płynie krew przelewana przez Bractwo i siły wojskowe. Dzięki dobrej organizacji Bractwo Muzułmańskie ma wciąż szansę na odzyskanie władzy jeśli doszłoby do wolnych wyborów, zwłaszcza jeśli sprzymierzy się z islamistami salafickimi.

Nie ma wątpliwości, że kobiety powinny włączyć się w walkę o ustabilizowanie sytuacji w kraju. „Im mniej przychodzi ich na plac, tym lepiej dla tych, których celem są napaści i gwałty. Jeśli dziesięciu mężczyzn okrąży jedną dziewczynę, nie będzie miała szans. Jeśli jednak dziewczyn będzie 20, zyskamy przewagę liczebną i z łatwością udaremnimy każdą napaść” tłumaczy Mohamed.

Tym niemniej, nawet po drugiej rewolucji pozycja społeczna egipskich kobiet wydaje się zmieniać zbyt wolno, by zapewnić im sprawiedliwe traktowanie.

KOCIAKI PENTHOUSE’A: NIEOPUBLIKOWANE ZDJĘCIA

BILLY

NEVER ENDING PIĄTEK

Thank for your puchase!
You have successfully purchased.