Z wnętrza mody – Modelka

Małe dziewczynki marzą o tym, żeby być księżniczkami…

Jak już trochę z tego wyrosną, jest szansa, że pojawi się plan, by w ramach współczesnej interpretacji bajkowego życia, pracować jako modelka. Bo przecież co może być piękniejszego, niż budzenie się codziennie w innym zakątku świata po to, żeby sztab profesjonalistów nadał ci wygląd ósmego cudu świata, zaraz przed tym jak Pan Fotograf będzie robił ci zdjęcia w rozkosznych okolicznościach przyrody.

Videos by VICE

Bajki mają to do siebie, że kryją w sobie jedynie ziarno prawdy, z którego kiełkują nasze odrealnione wyobrażenia. Oczywiście wspomniana wyżej historia ma rację bytu, ale oprócz tego, że czasami naprawdę jest czego zazdrościć modelkom – codzienność szeregowej przedstawicielki tego zawodu nie jest usłana różami.

Po pierwsze: praca sama w sobie, to ostatni etap drogi przez mękę, ale zacznijmy od samego początku.

Wiadomym jest, że modelka to twór dość charakterystycznej postury. Standardowo około 175 -180 cm wzrostu. Chuda. Nie szczupła, chuda. Nie wierzcie temu, kto próbuje wam wmówić, że świat się zmienia i chcemy, żeby modelki wyglądały jak normalni ludzie. Najprościej rzecz ujmując – to nieprawda. Modelki były i nadal mają być patykami. Nie każdy rodzi się z takimi warunkami, co jest dość oczywiste. Tak więc osiągnięcie upragnionej sylwetki wiąże się nie tylko z ograniczonym ilościowo przyjmowaniem pokarmu. To też godziny wypacane na siłowniach i innych przybytkach względnej rozkoszy. Przeskoczę cały etap przygotowań, rytuału rozpoczęcia współpracy z agencją…

Zaczynamy funkcjonować w otoczeniu jako „modelka”.


Jesteś punktualnie? Twoja strata. Taki obrazek na dzień dobry, to całkiem nierzadki widok.

W pracy w modelingu (śmiem twierdzić, że w całej branży mody) trzeba mieć niespożyte pokłady cierpliwości. Czeka się na WSZYSTKO i na WSZYSTKICH. W podróży – na samolot, na taksówkę, na kierowcę, dalej na castingu – na swoją kolej, jak już trafi się praca to na całą ekipę – na to aż fotograf ustawi światło, kiedy Ty w międzyczasie oczekujesz na pełną gotowość zwinięta z szalonej pozie „high fashion”, przyprawiającej cię o skurcze w każdej części ciała.

Zdarza się, że stylistce uda się przyciąć cię suwakiem, a buty będą o 2 rozmiary za małe, makijażysta wsadzi ci pędzel do oka, a fryzjer wyrwie pęk włosów… A ku pokrzepieniu można usłyszeć komentarz „przecież sama sobie wybrałaś taki zawód”.


Casting do katalogu uroczych wdzianek tureckich.

Praca modelki to nie tylko prestiżowe pokazy, kampanie i sesje w magazynach. Każda marzy o tym, żeby tak to właśnie wyglądało, ale wystarczy sobie uświadomić, ile ubrań produkuje się w Chinach i innych zakątkach Azji dla niezliczonej liczby firm „no-name”. Ktoś musi zapozować do zdjęć dla tych wszystkich marek odzieżowych. Rynek mody nie zaczyna się i nie kończy w cyklu Nowy Jork – Londyn – Mediolan – Paryż.

Modelki wyruszają na podbój Turcji, Chin, Korei, Tajlandii, Dubaju… Po pieniądze, nie po prestiż. Bo większość modelek, do szarzy wyrobnicy, korpusy bez głów w katalogach i lookbookach na całym świecie. Nawet te, których nazwiska już zaczynają się kojarzyć, o ile nie były odkryte jako kolejne objawienie, żeby zacząć od razu wielką karierę, zaczynały małymi kroczkami dobijać się do wielkiego świata mody od zaplecza. I tak zamykamy się w kręgu nieustających podróży „za chlebem”, niejednokrotnie hen daleko.

Miesiące spędzamy na emigracji, nie chwaląc się swoimi osiągnięciami nikomu, tylko po cichu licząc dolary, które wypłaci nam chińska agencja po kilku miesiącach spędzonych na skakaniu jak uwieszona na linkach laleczka, starając się odnaleźć znaczenie haseł „big pose”, „small pose”, „cool pose”, „S pose”, poszukiwaniu „that feeling”. Nie da się opisać poczucia osamotnienia, jakie towarzyszy tym podróżom, przerzucania się z miejsca na miejsce, gdzie znajomych i rodzinę mamy dostępnych na tyle, na ile szwankujące połączenie z Internetem pozwoli. Poczucie samotności, będąc otoczonym tłumem ludzi, może być ciężkie do przezwyciężenia.


Kawa? Proszę bardzo – z podłogi smakuje najlepiej.


Zima, opuszczony budynek jako miejsce pracy, a w środku jeden smutny grzejnik. NIE WYSTARCZA.

Odbijamy się od ojczystej ziemi, żeby wylądować w którejś z wielkich modowych stolic, licząc na to, że nasz czas na wielką karierę jeszcze nie minął. I znowu ładujemy się w wir castingów, oczekiwań…


Dziewczyny w oczekiwaniu na swoją kolej na castingu przesiadują na ulicy.

Dostałaś pokaz – hurra! Teraz czas na przymiarki, ciągnące się w nieskończoność, nielimitowany czas pracy, zaczynający się o świcie, wielki świat mody wita na krótką chwilę, żeby porzucić bez pożegnania na koniec dnia. To jest ten moment, kiedy czujesz się jak księżniczka, ale pamiętaj, o północy karoca przemieni się z powrotem w dynię.


Śpiące królewny podczas przerwy w 10-godzinnym dniu pracy w showroomie.

Jeśli jednak sezon pokazów nie otworzy przed tobą żadnych drzwi , to jeszcze nie koniec. Są inne opcje. Zajęcie znienawidzone przez ambitne modelki, ale stanowiące coś na podobieństwo podstawy działalności branży ( i wymiernego zysku) – showroomy. Magiczne słowo, które kryje w sobie godziny spędzane w roli żywego manekina, który na życzenie klientów przebiera się w oferowaną przez dany showroom kolekcję. Innymi słowy, kilometry przemierzane w tę i z powrotem w niewygodnych szpilkach, udając, że jesteśmy z tego faktu najbardziej dumne na świecie. W międzyczasie chwila wytchnienia w ciasnym pokoju, z cichą nadzieją, że nie pojawi się kolejny wieszak z naręczem ubrań do przymierzenia. Zajęcie nienależące do najprzyjemniejszych, ale nie oszukujmy się, modelek są tysiące – tych zarabiających ogromne pieniądze za prestiżowe prace raptem garstka. Reszta musi przełknąć fakt, że na tym też ta praca polega.

Nikt też nie gwarantuje, że po powrocie z wojaży będziemy znacząco bogatsze. Jest całkiem duże ryzyko, że takie wycieczki kończą się bilansem zerowym. Albo i na minusie. Na całe szczęście, nikt nam tego długu (inwestycji agencji w naszą podróż, zapewnienie mieszkania, kieszonkowe…) nie będzie kazał spłacać. Będą tylko wymagać niewolniczej pracy, z której nie zobaczymy złotóweczki.

Ale przecież same wybrałyśmy sobie taki zawód.

PS. Oczywiście nie staram się udowodnić, że praca modelki to tyrka porównywalna z robotnikiem na budowie. Ale nie jest to też beztroski spacer ku dostatniemu życiu.

PS2. Chciałabym tez zaznaczyć, że od każdej reguły są wyjątki, tak i tutaj. Jeżeli nadal wyglądasz „jak człowiek” albo nie osiągnęłaś wzrostu postawnego chłopca, nadal jest dla ciebie szansa w modelingu.

PS3. Praca modelki i tak jest super. Bo praca to też przyjemność:


Śniadanie, które wynagradza pobudkę o świcie.


Pocztówka z planu zdjęciowego w raju.


A w drodze do pracy na drugim końcu świata czekają na ulicach takie cuda.

Thank for your puchase!
You have successfully purchased.