Żegnaj korrido!

Nie wiem jak wielu z was pasjonuje się walkami byków (zakładam, że mnóstwo). Wiem za to, że 28 lipca władze Katalonii postanowiły zakazać ich z dniem 1 stycznia 2012 roku.

Stało się to pretekstem do podniesienia na forum publicznym szeregu spraw, poczynając od traktowania zwierząt, a kończąc na hiszpańskiej tożsamości i regionalnej autonomii. Spraw wywołujących duże emocje, a nie mających praktycznie żadnego wpływu na codzienne życie Hiszpanów.

Videos by VICE

W hiszpańskim oddziale VICE przeprowadziliśmy sondaż w ww. sprawie. Na pytanie „co sądzisz o zakazie walk byków?” dziewczyny zareagowały zmarszczeniem nosa, dział marketingu okrzykiem „klient nasz pan!”, a reszta wzruszeniem ramion. Podsumowując, żadne z nas nie planuje w najbliższej przyszłości dźgać rozzłoszczonych krów szpadami, ale jeśli ktoś ma takie zamiary, to droga wolna (osobne stanowisko zaprezentowała moja dziewczyna, która zagroziła, że zerwie ze mną, jeśli opublikujemy niniejszy artykuł, więc niech ktoś przekaże Maggie Gyllenhall, że jestem wolny).

Jedynym interesującym aspektem całej sprawy jest fakt, że za jednym zamachem zdelegalizowano całą subkulturę. Od zakazu walk byków do całkowitego zakazu palenia (powodzenia, he he ) daleka droga. Niemniej jednak, sytuacja jest dziwna. Postanowiliśmy zapytać Luisa Corralesa, szefa barcelońskiego fanklubu słynnego matadora José Tomasa, co sądzi na ten temat.

Vice: Czym zajmuje się twoja organizacja?

Luis Corrales: Nasz oddział liczy 60 członków, ale na cotygodniowe spotkania nie przychodzi więcej niż 15, może 20 osób. Podczas takich spotkań na ogół oglądamy nagrania z walk byków. Czasem zapraszamy też gości, np. krawca szyjącego stroje matadorom albo ganadero (hodowcę byków bojowych). Organizujemy też wyjazdy na walki José Tomása do innych miast, ale nie mamy ścisłego grafiku.

Jesteście jego kibicami?

Coś w tym guście. Do tego co roku wyszukujemy młodego matadora, którego sponsorujemy. Wybieramy sześciu początkujących matadorów i organizujemy becerradę (walki z młodymi bykami). Najlepszy zdobywa nagrodę.

Co sądzisz o ustawie zakazującej walk byków?

To decyzja polityczna, a prawa zwierząt są tu jedynie pretekstem. Partia CiU podjęła ją jeszcze zanim została zgłoszona obywatelska inicjatywa ustawodawcza w tej sprawie. W świetle wydarzeń z ostatnich tygodni, czyli wydania przez hiszpański sąd konstytucyjny orzeczenia oznajmiającego brak podstaw prawnych do uznania Katalonii za odrębny naród i zwycięstwa reprezentacji Hiszpanii na mundialu, było to nieuniknione. Oba uznano w Katalonii za afront wobec naszych ideałów, w związku z czym postanowiono szybko zakazać walk byków, by zrobić na złość Madrytowi i pokazać, że wbrew orzeczeniu sądu jesteśmy odrębnym narodem i możemy robić, co chcemy.

Czy naprawdę jest się czym podniecać? W końcu na Wyspach Kanaryjskich walk byków zakazano już w 1991 roku.

Tak, ale tam walki byków umarły śmiercią naturalną. Ostatnia odbyła się przecież w 1983 roku! Niech ta sama zasada zostanie zastosowana w Katalonii. Jeśli Katalończycy znudzą się korridą i przestanie ona przynosić zyski, to wtedy można jej zakazać, ale nie wcześniej. Tak na marginesie, podobno na Wyspach Kanaryjskich szaleją na punkcie walk kogutów…

Z danych cytowanych w prasie niewiele wynika. Czytaliśmy ostatnio na przykład, że choć 80% Hiszpanów nie pochwala korridy, to tylko 10% jest za jej zakazem.

Myślę, że dane te odnoszą się zarówno do Katalonii, jak i całej Hiszpanii. Moim zdaniem 80% społeczeństwa ma w nosie walki byków i nie poświęci tej sprawie ani chwili, ani złamanego grosza. Oprócz tego mamy mniejszość domagającą się zakazania korridy i 10 czy 15% społeczeństwa optujące za jej utrzymaniem. O ile jednak przeciwnicy walk byków potrafią się sprzedać w mediach, to my mamy z tym problem. Dla nas bowiem nie jest to ideologia, za którą chcemy umierać, a jedynie część naszej kultury.

Klamka jednak zapadła.

Nie sądzę, by ustawę udało się przepchnąć dalej. Zgłosiliśmy już sprzeciw w tej sprawie i zrobimy wszystko, by nie dopuścić do jej wejścia w życie. Nawet jeśli przegramy, wciąż będziemy się spotykać. Na przykład we Francji walki byków są zakazane, a ich fankluby funkcjonują w najlepsze. Podobnie jest w Szwecji.

Czy sądzisz, że po uprawomocnieniu się zakazu walki byków zejdą do podziemia?

Niewykluczone. Zakaz mógłby wręcz zwiększyć ich popularność. Z drugiej strony jednak organizacja takiej imprezy byłaby dość trudna, bo w końcu korrida to nie poker! Potrzeba areny o średnicy 50-60 metrów, koni, trybun dla widzów itd… Sam byk też nie jest mały. Może walki będzie się organizować na lotniskowcach na wodach międzynarodowych.

To mogłoby być nawet ciekawe. Głupie pytanie, ale czy przyjmuje się zakłady o wynik walki?

Nie. Zagraniczni bukmacherzy oferują taką możliwość, ale w Hiszpanii pomysł zupełnie się nie przyjął. Pamiętam, że raz próbowano zorganizować krajowe zakłady w tej dyscyplinie, ale po pół roku sprawa upadła. Wynika to z faktu, że nie postrzegamy walk byków jako sportu, gdzie jest zwycięzca i przegrany. Jeśli kochasz korridę, nie obchodzi cię, czy po walce matador obcina na pamiątkę ucho byka, tylko czy pase (techniki i zwroty, które wykonuje) były dobre.

Jakie argumenty przemawiają za utrzymaniem walk byków w obecnej formule?

Nic tu nie wymaga specjalnego uzasadnienia: są promotorzy, którym opłaca się je organizować, fani, którzy chcą je oglądać, hodowcy byków bojowych, no i matadorzy. Dla nas korrida nie jest zabawą, tylko kluczem do zrozumienia świata. Naszym zdaniem wartości, które przekazuje, są potrzebne społeczeństwu, ale nie zamierzamy nikomu niczego narzucać. Te wartości to prawda, braterstwo, solidarność, etyczność, poświęcenie, ból, profesjonalizm i okazanie siły w obliczu przeciwności losu.

A co ci się nie podoba?

Najgorzej idzie nam tłumaczenie ludziom, czym naprawdę jest korrida. Znakomita większość z nich wyrabia sobie zdanie na jej temat na podstawie zdjęć byka z krwią buchającą mu z pyska. Nie mają pojęcia o tym, jak wygląda jego życie od narodzin do wybiegnięcia na arenę. Kiedy pokazujemy obrońcom praw człowieka jak traktowane są byki bojowe, przecierają oczy ze zdumienia. Jeśli chodzi o PR, wciąż jesteśmy w XIX zamiast w XXI wieku. Winni tego są promotorzy walk, hodowcy byków i fani, którzy są niechętni jakimkolwiek zmianom.

Z drugiej strony cała ideologia obrońców praw człowieka jest moim zdaniem jednym wielkim kłamstwem. Wrzucanie wszystkich zwierząt do jednego worka bez względu na to, czy cierpią czy nie, uważam za fałszywe uogólnienie. Gdybyśmy mieli żyć według tych zasad, byłby to koniec naszej cywilizacji. Czy naprawdę nie ma żadnych różnic między psem a mendoweszką? Moim zdaniem, pies, wesz, wąż, małpa, kot i byk to zupełnie inne istoty. Żaden matador w życiu nie dźgnąłby psa szpadą, tak jak nigdy nie pogłaskałby byka. Nasze podejście etyki zwierząt nie jest wolne od niuansów, co wynika z naszej relacji z nimi i ich natury. Kiedy mówimy o „wolności”, mamy na myśli prawdziwą wolność. Oczywiście jeśli jakiś obrońca praw zwierząt zechce pogłaskać byka, nie będziemy go od tego odwodzić.

Rozmawiali: Paul Geddis i Miriam Arcera

Foto: Kyle Ross

Tłumaczenie: Filip Bednardczyk

Thank for your puchase!
You have successfully purchased.