Reklama
Recenzje

Future - DS2

"DS2" nie słucha się jak albumu supergwiazdy nowoczesnego rapu i R&B, ale jak mixtape'u z najmroczniejszego zakątku klubu ze striptizem, z którego wymęczony i znudzony narkotykami i hajsem bohater snuje swoje niezbyt wesołe narracje.

tekst Paweł Klimczak
23 Wrzesień 2015, 10:00am

Future jest polaryzującą postacią - z jednej strony potrafi dostarczyć niesamowite wersy (refren "Senority" na albumie Vince'a Staplesa) czy naprawdę przebojowe utwory ("Turn On the Lights"), z drugiej - jego autotune'owe wycie bywa nie do zniesienia (ponad połowa albumu "Pluto"), a i gościnne występy mają tendencję do zniweczenia całego utworu (co stało się choćby na albumie Tinashe). Po części problemem jest płodność artysty, po części artystyczne niechlujstwo - przy takiej ilości nagrywek ciężko się skupić, a i słabość do środków odurzających (kodeiny w szczególności) nie pomaga.

"DS2" znakomicie ogrywa te narkomańskie tematy, a mroczna otoczka może przekonać wielu haterów Future'a. Ciemne, melancholijne i ciężkie bity, za które odpowiadają m.in. Metro Boomin, Southside i Zaytoven, to niewątpliwa zaleta albumu, a do tego idealny wehikuł dla rapera i jego zaćpanych historii. Ktoś może się obruszyć, pytając: "jakiego rapera?". No właśnie, Future na "DS2" rzadko kiedy stosuje swoje firmowe zaśpiewy/wycie, kładąc nacisk na flegmatyczne, kodeinowe nawijki. "DS2" nie słucha się jak albumu supergwiazdy nowoczesnego rapu i R&B, ale jak mixtape'u z najmroczniejszego zakątku klubu ze striptizem, z którego wymęczony i znudzony narkotykami i hajsem bohater snuje swoje niezbyt wesołe narracje. Mimo obecności ogranych do bólu tematów (bitches, money etc.) nie jest to album pozytywnie hedonistyczny. Bohater jest umęczony uzależnieniem, wypalony i dość smutny, co podkreślają ponure bity. Owszem, to już było - wątek "samotności na szczycie" i "cierpienia na orgii" przewija się przez twórczość Drake'a, czy - szczególnie mocno - Weeknda, ale Future jest w tym wszystkim dużo bardziej autentyczny niż złote dzieci z Kanady, które ubolewają nad własnym życiem w złotych kapciach w otoczeniu modelek. Future brzmi jak uliczny kingpin skąpany w syropie, który nie tyle narzeka na swoją pozycję, ile zupełnie z nią pogodzony nurza się w pustych przyjemnościach. Na "DS2" nie ma odkupienia, czy nadziei w postaci tej mitycznej "Jedynej", która zmieni życie bohatera w królestwo szczęścia - motyw klasyczny dla Drake'a - jest tylko purpurowa mgła,osnuta wokół jednostajnej i przytłaczającej rzeczywistości. Również włączenie ulicznych wątków wyszło mu na dobre i chociaż czujemy, że mamy do czynienia z kreacją pewnej postaci, to jest dużo bardziej autentyczne niż chociażby u Ricka Rossa, który w swoich tekstach kręci kolejną, nienajlepszą część "Scarface'a".

Future oczywiście nie stał się świetnym technicznie raperem, ale na "DS2" nie ma ani jednej zwrotki, która jest koszmarna. Owszem, jego styl jest ciągle niechlujny (polecam mu sprawdzić, czym jest dykcja i jakie ma znaczenie dla rapu), ale w otoczeniu takich bitów niedbałość wpisuje się w konwencję. Nie brakuje Migos flow, które stało się nieodłącznym elementem rapu AD 2015, ale Future ma własny styl, który tylko ozdabia cudzymi patentami - zresztą Migos flow stało się kolejną techniczną zagrywką w rapie i trzeba ją rozpatrywać w podobnych kategoriach, co np. podwójne rymy. W "Where Ya At" gościnnie pojawia się Drake i trzeba przyznać, że ten duet działa świetnie.

"DS2" koniecznie trzeba przyjąć w wydaniu deluxe - najlepszy utwór na płycie to bonusowy "The Percocet & Stripper Joint", który brzmi, jakby g-funkową Kalifornię polano purpurowym syropem, ale "Thought It Was A Drought" i singlowe "Blow A Bag" prezentują podobny, wysoki poziom. Zresztą album jest bardzo równy i od samego początku do samego końca mamy do czynienia ze spójną, porządną muzyką.

Byłem bardzo zaskoczony jakością "DS2", bo do tej pory Future na swoich albumach i mixtape'ach dostarczał pojedyncze bangery w otoczeniu utworów przeciętnych w najlepszym wypadku, ofensywnych w najgorszym. Najnowszy album reprezentanta Atlanty to spójne, wciągające i dość przytłaczające klimatem dzieło i chociaż daleko mu do najlepszych rapowych krążków tego roku (mimo wszystko Future'owi brakuje wielu technicznych umiejętności, a takiego braku nie przykryją nawet najlepsze bity), to bardzo porządny krążek. Kto by pomyślał, że gość, który zakrzyczał jeden z najlepszych utworów na płycie Tinashe i zawarczał do zanudzenia wiele innych kawałków może nagrać tak klimatyczną płytę…? Rozsiądzcie się wygodnie, zasnujcie rzeczywistość mgłą i odpalcie "DS2" - możecie się miło zaskoczyć.