Quantcast
ABC spotkań z klientem

Znam ludzi, którzy zrezygnowali z pracy w reklamie po tym, jak w realu zobaczyli i posłuchali osoby, dla której pracują. Bieszczady mają ograniczoną pojemność, a z ostatnich badań wynika, że na daną chwilę przypada tam 23 ex-pracowników branży...

Spotkanie z klientem - każdy z nas to przeżywa. Jedni 3-4 razy w karierze (kreacja), inni 1200-3500 razy tygodniowo (client service). Nikt tego nie lubi. Znam ludzi, którzy zrezygnowali z pracy w reklamie po tym, jak w realu zobaczyli i posłuchali osoby, dla której pracują. Bieszczady mają ograniczoną pojemność, a z ostatnich badań wynika, że na daną chwilę przypada tam 23 ex-pracowników branży reklamowej, leczących urazy psychiczne, na jednego lokalsa. Przez ten precedens jest to najbardziej depresyjne i zalkoholizowane miejsce w Polsce. Dlatego warto dbać o swoje i tak już zwichnięte zdrowie umysłowe i wiedzieć, jak unikać szkodliwych bodźców bądź - mimo kontaktu z nimi - zachować zdrowe zmysły.

A

Aby nie skończyć w Bieszczadach, nigdy nie spotykaj się z klientem!

Nie wymaga to większej filozofii. Musisz działac na chłodno i wszystko planować. Zainstaluj sobie kalendarz w swoim wypasionym smartphonie, wpisz do niego wszystkie zaplanowane spotkania z klientem na nadchodzący miesiąc i na każde z nich przygotuj dobrą wymówkę. Rozłóż pracę tak, aby mieć jej najwięcej w momencie, kiedy trzeba jechać do klienta. To dobry sposób, bo zdobywasz przy okazji punkty u szefa. Mówisz: “Nie tym razem, szefie, muszę na jutro rano skończyć prezentację dla Czop-stopera. I tak pewnie będę siedział do późna. Dacie sobie radę beze mnie. Powodzenia!”. Robisz do tego smutną, strudzoną życiem twarz w jego kierunku i opierasz się o mapę Bieszczad wisząca za tobą. Plus piętnaście złotych do premii świątecznej, masz z czapy kolejne spotkanie, a czop-stopera ogarniesz do 18-tej, bo ile można się rozwodzić nad tego typu produktem. Krótka, zwarta prezentacja i nikt ci nie powie, że mogłeś to zrobić wcześniej, bo pokażesz mu kalendarzyk. 

Nie kontaktuj się osobiście z klientem! Wszystko przez client service. Accounci są zaprawieni i szkoleni tak, aby znosić toksyczne maile i spotkania. Ty nie, więc zostaw to im. Jeżeli nie skorzystasz z tej rady i jednak zaczniesz odbierać telefony od klienta albo odpisywać na jego maile, grozi ci CBFS, czyli Client Best Friend Syndrome - a to się leczy wiesz gdzie. Klient zacznie w kontaktach omijać accountów i pisać do ciebie. Zbliżenie to grozi ci rychłym: “powinniśmy się spotkać” i nie pomoże wtedy wielokrotne wypowiedzenie “ty debilu!” do lustra - będziesz musiał pojechać na spotkanie. Będzie to tylko i wyłącznie twoja wina - i módl się, żeby cię nie znalazł w internecie i nie zasubskrybował, bo wtedy będziesz sobie mógł narzekać do kolegi copywritera, który ma cię w dupie, albo office managerki, która wypomni ci, że nie zmywasz po sobie naczyń.

W nagłych przypadkach niezapowiedzianych spotkań także można coś poradzić. Nie panikuj i nie wymyślaj wymówek na poczekaniu. Zawsze miej coś w zanadrzu. Jak wyjedziesz szefowi z “Nie dam rady, stary - strasznego mam dziś kaca” - to sam sobie wsadzasz obydwie stopy do nocnika pełnego moczu. Po pierwsze to pamiętaj, że na kacu jesteś codziennie i być może o tym nie wiesz, ale wszyscy o tym wiedzą. To widać i czuć nawet w agencji reklamowej, gdzie na kacu zazwyczaj jest ¾ pracujących (reszta jest na urlopie w Bieszczadach). Wszyscy też dobrze wiedzą, że funkcjonowanie na kacu to twój normalny stan, więc lepiej zadziałałoby, gdybyś powiedział, że na nim nie jesteś. Mógłbyś nawet załatwić tym sobie wolne popołudnie. Nie działają też wszelkiego rodzaju rozwolnienia (weź Czop-stoper), menstruacje (weź Czop-stoper) ani inne dolegliwości (wiesz co). Poczekają na ciebie, podsłuchując pod kibelkiem, albo zaparzą ci ziółka i zaciągną do salki konferencyjnej. 

Najlepiej działa metoda “na wyjście”. Masz akurat egzamin, mąż rodzi, babcia przyjeżdża i musisz ją odebrać z lotniska itp. Musisz dopasować powód wyjścia do swojego szefa. Jeżeli jest aktywnym sportowcem - powiedz, że jedziesz na siłkę, bo ci coś proporcja łydek do karku dramatycznie zmalała, jeżeli angażuje się w jakąś sprawę - powiedz, że właśnie organizowana jest manifa, a ty musisz dowieść ulotki na platformę, bo bez tego totalna klapa itp. Z praktyki wiem, że w kazdej agencji działa metoda “na wyjście do fryzjera”. Sprawa dla wszystkich nadrzędna, więc ludzie w branży traktują ją poważnie - i chłopcy, i dziewczynki. W sieciówce się nie strzyżesz (pfff!), a na wizytę do atelier znanego wizażysty fryzur czeka się co najmniej 2 miesiące i nie można jej przegapić. Szybki smalltalk z dyrektorem kreatywnym o tym, że tylko ten jedyny cię rozumie i zawsze dajesz mu całkowitą wolność w kreowaniu twojego image, i już lecisz na piwo i kebaba. Wszyscy wyrozumiale ci odpuszczą. Następnego dnia czeszesz wąsy w inną stronę niż na co dzień i tylko czekać zachwytów i kolejnych smalltalków o sztuce fryzjerskiej przy ekspresie do kawy.

B

Bądź przygotowany, kiedy nie uda ci się wymigać 

Przykro mi, ale nawet stosując się do wszystkich wskazówek z punktu A, chowając się pod piłkarzyki lub reguralnie chadzając z dyrektorem kreatywnym na brydża, czasem nie będziesz w stanie wymigać się od spotkania z klientem. Przyjdą i cię zabiorą. Dlatego bądź na to przygotowany.

Ubierz się odpowiednio. Ludzie z agencji reklamowych, a w szczególności kreacja, są traktowani z lekkim przymrużeniem oka. Trochę jak młodszy, lekko głupawy braciszek, który narysował obrazek i bardzo chce ci go bardzo pokazać. Możemy ubierać się trochę inaczej, mieć dziwne, mylące co do naszej płci fryzury i zachowywać się luźniej niż reszta. Do moich ulubionych należą momenty, kiedy w klapkach i krótkich spodenkach wchodzisz do wielkiego szklanego wieżowca, pomiędzy typów duszących się krawatami, i oznajmiasz panu ochraniaczowi na recepcji, że przyszedłeś na spotkanie do szefowej marketingu banku X. Wszystko fajnie, ale też wszystko ma swoje granice. Możesz być na luzie, ale na pewno nie chcesz, aby wizualizacja napisu WILD ANAL PENETRATION na twojej koszulce wprowadziła zamęt na spotkaniu i odwróciła uwagę od tego, co dyrektor kreatywny właśnie opowiada o Czop-stoperze. Ekspresja siebie jest ważna, ale musi być kontrolowana. Poza tym nie możesz zwracać na siebie uwagi. Masz przyjść, przywitać się, zjeść kanapki, pożegnać się i wyjść.

Nie odzywaj się. To logiczne, ale nie wiadomo, kto będzie to czytał, więc napiszę. Być może wydaje ci się, że jak już tu jesteś, to powieneś dorzucić swoje trzy grosze do prezentacji. Nie. To nieprawda. Wydaję ci się tak, bo od trzech i pół godziny słuchasz czegoś, co jest dla ciebie jak arabski. Jesteś tu tylko dlatego, że od klienta i z domu mediowego zapowiedziało się dużo ludzi i głupio by wyglądało, gdyby z agencji pojawiły sie tylko dwie osoby. Jesteś statystą i z tego się ciesz. Kiedy jednak najdzie cię chęć powiedzenia czegoś, powiedz sobie spokojnie trzy razy w myślach: “Niedługo pojadę w Bieszczady i będą tam wszyscy moi znajomi”.

Nie nawiązuj kontaktu wzrokowego. To prowokowanie innych i szybko skończy się jakimś strategicznym pytaniem od klienta. Usłyszysz: “Co ja będę z tego miała?” i zapultasz się na śmierć, bo gadki o zaangażowaniu i sentymencie do marki możesz sobie zostawić na swojego bloga, a na pieniądzach i sprzedaży się nie znasz. Nie licz też na to, że agencyjna reszta wyciągnie cię z opresji - będą mieli więcej wolnego czasu na tweetowanie o tym, jakim jesteś młotkiem. Tak więc morda w laptopa i udawaj, że wiesz o czym mowa.

Uważaj z kawą i napojami. Rozumiem, że wszystko co darmowe podnieca Polaków bardziej niż losy mamy Madzi, ale musisz zachować umiar. Wypij jedną mocną, żeby nie zasnąć przy sześćsetnym slajdzie ze statystykami fanpejdża rewolucyjnych czopków, i tyle. Jak przegniesz i będziesz non stop wychodzić na siusiu, to zaznaczysz swoją obeczność na spotkaniu, a tego nie chcemy. 

Wyłącz dźwięk w telefonie. Być może nie wiesz, ale ten fajowy remix piosenki ze słowem “chuj” w refrenie, który podbił internety, bawi tylko ciebie i twoich znajomych. Zawsze, kiedy dzwoni twoja mama i dopala się ten dzwonek, płaczecie ze śmiechu tak długo, że mama zawsze musi się nagrywać na pocztę. Tu to nie przejdzie. Nikt się nie zaśmieje, a mama - jak wiesz - może zadzwonić o każde porze dnia i nocy.

C

Co robić po spotkaniu?

Nie wymigałeś się, ale udało ci się też nie zrobić z siebie kompletnego idioty na spotkaniu. Agencja nadal ma swojego strategicznego klienta, a ty nadal masz swoją pracę w agencji. Wszystko bedzie dobrze,o ile nie powiesz czegoś głupiego.

Nie komentuj tego, co mówił klient. “Hahahahaha, ale głupia piczka! Słyszeliście ten tekst o edżrankach?! Normalnie zaraz na JBMa wysyłam! Hahahaha!” - to najgorsze, co możesz zrobić, tuż po komentowaniu tego, jak wasz account jąkał się przy mówieniu o kosztorysie. W 99% przypadków los zadrwi z ciebie okrutnie i okaże się, że ta kobieta to przyjaciółka lub żona twojego przełożonego, do którego najlepszego przyjaciela to właśnie powiedziałeś. W 1% nie powiedziała nic głupiego. Miała rację, a ty właśnie zrobiłeś z siebie barana i ignoranta. Ajfony idą w ruch, a ty dostajesz powiadomienia o tym, że ktoś oznaczył cie w poście.

Nie komentuj tego, co mówił szef na spotkaniu. Kolejna logiczna rzecz, ale napiszę dla tych, co już blisko wyjazdu w góry są. “Może powinieneś ująć to inaczej lub w ogóle ten slajd o ambiencie z tym wielkim czopkiem wsadzonym w nowo wykopany tunel metra pominąć? Trochę to jednak głupie się wydaje.” - własnie wsunąłeś głowę pod szafot. Nawet tego nie pamiętasz, ale pomysł na ambient był twój i strasznie o niego walczyłeś, byleby już skończyć prezentację i wyjść do domu. Nie mów nic i o nikim, zanim nie ochłoniesz całkowicie po spotkaniu i nie ustalisz sobie w głowie, co możesz powiedzieć. Przyjmujemy zasadę trzech dni - sugerowany jest alkohol.

Włącz dźwięk w telefonie. Po tej traumie wszystkim dobrze zrobi, kiedy zadzwoni twoja mama i znowu pośmiejecie się ze słowa “chuj” przepuszczonego przez autotune. Dotrzecie zadowoleni do biura i każdy wróci do swoich obowiązków na Facebooku - “Byle do następnego, byle do nastepnego... O! Nowe zdjęcia znajomych z Bieszczad”.

Patryk Bryliński

*****

Więcej Junior Brand Managera:

Abecadło Marketingowe

Bestiariusz branżowy - klienci

Love&Hate - historia pewnej znajomości

Blog JBM