Kobiety w ringu.

Chynie łamią nos za darmo, „pielęgniarka” i „lekarz” ją badają. Foto: Terry Richardson

Właśnie czekałem, aż moja dziewczyna skończy swoją wycieczkę po lumpeksach przy Aardvark w Venice Beach, gdy zauważyłem bardzo atrakcyjną Murzynkę. Siedziała na deptaku i do głowy gorliwie przykładała woreczek z lodem. Podszedłem bliżej, by sprawdzić, co się dzieje, kiedy nagle pojawiła się kolejna dziewczyna, tym razem trzymająca się za oko. Stałem, gapiąc się na nie, aż wielgachny mężczyzna zapytał, czy chcę zobaczyć bójkę. Miał na sobie podwójną tablicę reklamową, na której napisane było: „Ekstremalne Walki Lasek. Zwyciężczyni zgarnia $200″. Zadzwoniłem do mojej dziewczyny, by uprzedzić, że będę zajęty przez jakiś czas, po czym zostałem skierowany w dół alejki do betonowego pokoju z dwojgiem gigantycznych stalowych drzwi. W środku było ok. 50 osób, które uważnie oglądały, jak panny bezlitośnie wymierzały sobie ciosy i kopniaki. Podałem się za dziennikarza i namierzyłem organizatorkę (nie pamiętam jej imienia, wybaczcie), która z szerokim uśmiechem na ustach i bez żadnych oporów wtajemniczyła mnie w całą sprawę.

Videos by VICE

– „Organizujemy takie jazdy na całym świecie: w Chicago, Nowym Jorku, Jersey i Los Angeles” – mówiła, podczas gdy walka dalej toczyła się w tle. Potem wygadywała bzdury, jak to kobiety są wkurzone i mają dość słuchania o tym, że nie potrafią się bić ani być twarde. Nawijała w taki sposób, jakby co najmniej chodziło o walkę o równouprawnienie, ale ja widziałem w tym wszystkim wyłącznie grono bardzo biednych ludzi z nadzieją na zarobienie $200. Mimo mojej dezaprobaty dla wszystkiego, co powiedziała, dostaliśmy zaproszenie do South Central na „walkę stulecia” w następnym tygodniu.

Gdy jechaliśmy ulicami Compton, miałem pełno w gaciach. Nieważne, czy mam mózg wyprany przez Boyz N the Hood czy N.W.A. – to miejsce było po prostu przerażające. Jak dotarliśmy pod wskazany adres, zaparkowałem auto tak, by w razie potrzeby móc się stamtąd szybko ewakuować. Walka odbywała się na podwórku z tyłu domu jakiejś starszej kobiety, którą gówno to obchodziło. Była kompletnie najebana i zabawiała dużą część starszych widzów o podobnym stanie świadomości. Organizatorka powitała mnie przy wejściu i objaśniła zasady. – „Ta impra jest całkowicie legalna – powiedziała niepytana. – Wszystko odbywa się na prywatnej posesji i mamy pod ręką lekarza i pielęgniarkę, gdyby pojawiły się jakieś problemy”.

Spytałem, czy mógłbym poznać zawodniczki, a ona przedstawiła mnie Chynie (dziewczyna ze zdjęcia). – „Oberwałam kiedyś kulkę, dźgnęli mnie nożem – opowiadała Chyna, wzruszając ramionami. – Mój były facet nawet oblał mnie kwasem. Nie dygam przed walką. To pikuś”.

Zaraz potem Chyna weszła na ring i z miejsca złamano jej nos. Jej przeciwniczka wygrała $200. Chyna dostała gówno. Organizatorka, jak jej tam, sfilmowała walkę, by potem sprzedawać film na extremechickfights.com. A ja w cholerę stamtąd spieprzyłem.

Tekst: BOB RICHARDS

Tłumacznie: Kowalczyk

Thank for your puchase!
You have successfully purchased.