Nie ma za grosz godności w tym, czym zamierzam się z wami podzielić. Niewiele jest na świecie rzeczy bardziej podłych od jarania metamfetaminy. Speed jest skurwiałym bachorem w narkotykowej rodzinie, w której koks jest zaledwie jakimś brzydkim, niedorozwiniętym siostrzeńcem. Podobnie do alkoholu, ale w przeciwieństwie do prawie wszystkich innych nielegalnych używek, meta potrafi bardzo sprawnie dezintegrować ludzki mózg. W każdym bądź razie, gdzieś tak dwa razy do roku, kiedy wszystkie moje panienki są poza miastem lub stają się nieosiągalne w jakiś inny sposób, cisnę do starej koleżanki, żeby sobie przyćpać. Robię tak nie dlatego, że czasem potrzebuję mocniejszej podniety, nie dlatego, że uwielbiam rześko trzymać się na nogach przez dziewięćdziesiąt trzy godziny, ale z powodu seksualnego popędu, który wywołany jest tym gównem, a który przypomina popęd stegozaura w okresie godowym.
Używamy do tego ostrza noża, którym wyjmuje się szczyptę pożółkłego kryształu z woreczka, wsypuje ostrożnie do malutkiej bańki na końcu szklanej fifki i podgrzewa powoli płomieniem zapalniczki. Ochoczo ściągam mniej więcej sześć buchów bielutkiego dymu. Smakuje to jak lakier do włosów, a w mózg uderza momentalnie. Cały rozpalony i gorący, szybko żegnam koleżankę, i jeszcze szybciej pędzę z powrotem do domu na solidną rundkę długodystansowego trzepania.
Videos by VICE
Kiedyś straciłem sześć godzin, żeby mi w ogóle stanął. Ostatnim razem potrzebowałem aż dziesięciu. Mimo tego, wierzcie mi, cały ten czas aż drę się z podniecenia, a mój chuj nie reaguje, jak u jakiegoś sekscyklopa przeżartego nieustającą chcicą.
Im większa moja amfetaminowa podnieta, tym mniejsza moja obwisła pyta. Ostatecznie zamienia się w coś, co kolorem i kształtem przypomina pączek róży. Ozdobny szlaczek zwiewnie przysiadły na miniaturowym torciku urodzinowym. Marną imitację penisa.
Wymachując i klapiąc, szarpiąc i szturchając, rolując moje mikro burrito pomiędzy kciukiem a palcem wskazującym, desperacko gugluję “włochatą, azjatycką cipę”, “wielkie czarne cyce”, “dojrzałe, nagie, wygolone”, ale nie jestem w stanie skupić się na jednym obrazku wystarczająco długo, aby umysł zdążył skonstruować jakiekolwiek fantazje. Klikam od zdjęcia do zdjęcia, przypadkowo rozsmarowując witaminę E w oleju po całej klawiaturze i myszce, i tak bez przerwy, dopóki okrutne promienie poranka nie zakpią sobie z moich sflaczałych, zatłuszczonych jaj.
Ostatecznie udaje mi się osiągnąć żałosny mikro orgazm, a pytong jest ciągle tylko półtwardy. Patrząc na to mam wrażenie, że to jakiś marny robal rzyga swym obiadem. Przez cały następny dzień albo dwa jestem całkiem rozkojarzonym warzywem, musiałbym notować sobie na kartce, żeby zapamiętać jakiekolwiek bzdurne myśli, jakie mi przelatują przez głowę, aż w końcu zapadam w sen.
Główną zaletą całej tej podłości jest to, że przez cały tydzień po bombce mam zajebistą chcicę, taką że aż mi wszystkie żyły widać podczas nad wyraz krzepkich erekcji, a orgazmy są tak intensywne, jakby mi chrząstka przeskakiwała w kroczu. Bardzo mi to na rękę. Zwłaszcza, że moje kociaki zaraz znowu zamiauczą z tęsknoty za talerzykiem pełnym mleczka.
Tekst: Jim Goad
Foto: Thatcher Keats
Tłumaczenie: M.Suhy
More
From VICE
-

Photo by TIMOTHY A. CLARY / AFP via Getty Images -

Electactic Smokeless Fire Pit Table – Credit: Electactic -

Photo: Kyle Grillot/Bloomberg via Getty Images -

(Photo by: Virginia Sherwood/NBC NewsWire)