Ok. Też chciałbym mieć takie fotki, tyle że ja umierając będę tak wyniszczony, że nawet makijażysta Kate Moss i Micka Jaggera nic nie wskóra. Zapraszam na krótką podróż po fotografii wszystkich ludzi, którzy mają dystans do przemijania i śmiertelności.
Nie robi się ponoć jaj z pogrzebu, dlatego czytelników o słabszych nerwach poproszę o przejście do działu kulinarnego, polecamy nowy przepis na sorbet królewski.
Jednak zostaliście?
Videos by VICE
Dziewczynka z fotografii nie żyje. Nie dlatego, że zdjęcie było zrobione ponad sto lat temu, co tłumaczyłoby, przy użyciu niższej matematyki, zgon. Chodzi mi o to, że nie żyła już w momencie robienia zdjęcia. Takie zdjęcia powstawały, gdyż w czasach, kiedy nie było Naszej Klasy i Facebooka, ludzie, którzy nie mogli wziąć udziału w uroczystości rodzinnej (w tym przypadku pogrzebu) i nie wiedzieli co ich ominęło, musieli skorzystać z usług fotografa, który, pod hasłem „na naszych zdjęciach wyglądasz jak żywy” gotowy był podmalować oczko, przypudrować nosek, udrapować w „naturalną” pozę, zrobić zdjęcie, podesłać ciotce.
Wygląda naturalnie? I o to chodziło. Zwyczaj wykonywania fotografii post mortem przyjął się w Anglii i objął wkrótce całą Europę, obie Ameryki i Australię, trwając w najlepsze w niektórych regionach Europy Wschodniej (w Polsce m. in. w woj. podkarpackim) do dziś, głównie na prowincji, w wiejskich regionach, gdzie śmierć nie jest jeszcze tak sterylna, bezkontaktowa i dyskretna jak w jasnych korytarzach kostnic miejskich. Zajrzyjcie do starych, rodzinnych albumów, może znajdziecie tam właśnie takie zdjęcia.
W XIX wieku regułą było, iż zwłoki członka rodziny trzymano w domu, czasem w tym samym pokoju gdzie spano. Zdarzało się także, że rodzeństwo musiało dzielić łóżko z martwą siostrzyczką czy braciszkiem. Ludzie „zżyli się” ze śmiercią, w końcu niedożywienie i 16-godzinny dzień pracy w kopalni bez związków zawodowych i tea breaków, sprzyjał wyniszczeniu, a wobec zerowej wręcz opieki lekarskiej i panoszących się chorób, śmierć zbierała obfite żniwo. Wynalazek dagerotypu i rozpowszechnienie fotografii sprawiły, że w familiach średnio zamożnych fotka strzelona przy okazji śmierci kogoś bliskiego była okazją do pierwszego zdjęcia rodzinnego. Szczególnie popularne były zdjęcia małych dzieci, wśród których śmiertelność była szczególnie wysoka. Wkładano wtedy do kołyski misia pluszowego lub sadzano obok ulubione lalki. Rodzicom łatwiej było opłakiwać i pamiętać swoją pociechę mając pod ręką zdjęcie, bolesny dowód na to, że byli rodzicami.
Obecnie taką formę fotografii uważa się za lekko zwichrowaną, odstąpiono więc od zwyczaju pstrykania zdjęć zmarłym, sądząc, że to niezdrowe zainteresowania i fascynacje. Pamiętacie kontrowersje wzbudzone przez opublikowanie zdjęcia rodzinnego z pogrzebu na Naszej Klasie? Nawet na nagrobkach coraz rzadziej można dostrzec zadumaną twarz zmarłego na porcelanie. Ale może to i lepiej, ja bym się wkurwił, gdyby ktoś machnął memu zewłokowi fotkę komórką, wrzucił na Naszą Klasę, a pod spodem byłyby komentarze „słitaśne, daję 10/10, zapraszam do siebie”.
Tekst: Andrzej Główczyk
Źródła Foto:
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/21/Deadgirlwmomsnpops.jpg
http://www.paulfrecker.com/pictureDetails.cfm?pagetype=library&typeID=1&ID=3777
http://www.paulfrecker.com/pictureDetails.cfm?pagetype=library&typeID=1&ID=4244
More
From VICE
-

The Google Pixel Watch 5, apparently sweating as it awaits its launch – Credit: Google -

The Insta360 X6 is tiny. – Credit: Insta360 -

Photo by Kevin Mazur/WireImage -

Image by VICE