Wakacyjna tyra

Znacie to, cały rok czekania i w końcu są upragnione wakacje. Znów nie będzie Wysp Bahama czy Kanarów i kolorowych drinków ze słomką. Stan konta miał wyglądać nieco lepiej niż prezentuje się obecnie, więc po raz kolejny jest grane szukanie sezonowej pracy. Winogrona, truskawki, jabłka, borówki i szparagi przerabiałeś już lata temu obiecując sobie, że już nigdy nie będziesz zmuszony przez kilkanaście godzin kucać pod jakimś krzakiem. Na całe szczęście mieszkasz w dużym mieście i masz kilku znajomych, a praca w klubie wydaje się być najbardziej dostępną opcją. Dzwonisz do kumpli pracujących w knajpach, gdzie napiwki dają niezłą iluzję życia na poziomie. Ci jednak powtarzają jak mantrę “nie, sorry, u nas lipa, nikogo nie trzeba, ale dzwoń do..”. Po wydzwonieniu dwóch kart telefonicznych, wracasz do ustawienia jako strony startowej gumtree, a potem już z pamięci odpalasz wszystkie portale traktujące o tym gdzie można się zatrudnić. “Młody, energiczny, pełen entuzjazmu, szybko się uczy, nie boi się nowych wyzwań”- to właśnie o tobie, szczególnie ostatni wers do Ciebie przemawia. Morze ofert, nic tylko wybierać: artysta kanapkowy, barista, kelner, obsługa kasy, pomoc kuchni. Co najważniejsze w tym fachu, fantastyczne zarobki oscylujące między 7 a 8 zł brutto za godzinę.

Szybka kalkulacja nie pozostawia złudzeń, nawet pracując non stop nie utrzymasz mieszkania, nie wspominając o bilecie na Kostarykę. Jako, że to właśnie smażenie tyłka na plaży jest tu głównym motorem działań, przerzucasz się na zakładkę “praca za granicą”. Ponownie morze ofert, szczególną uwagę zwraca patroszenie ryb na Alasce. Co prawda na Alasce trudno o nacieszenie oka muskulaturą surferów i gazelami w bikini, ale kontakt z przyrodą i “egzotyczny” kontekst pozwala na potraktowanie tej pracy w kategorii PRZYGODY.

Videos by VICE

Wizje są niebiańskie, blaszany barak, taboret, gumofilce na nogach, ostry nóż, tony mięsa pod nogami, a nad głową bzycząca jarzeniówka. Prawdziwa dzicz i wycieczka w głąb siebie. Dzień się staje nocą, a noc dniem. Day in day out, Ian curtis z Joy Division chyba miewał podobne pomysły.

Niestety dalsza lektura odbiera złudzenia, partoszenie ryb odbywa się głównie na hali produkcyjnej, a ludzi w fabryce rybiego mięsa jest więcej niż na słonecznej plaży, choć ekipa może się przydarzyć równie międzynarodowa.

Sortowanie i przygotowanie ryb do zamrażania, ważenie, rejestrowanie wagi ryb, pakowanie ryb w pudełka, praca w chłodni, przemieszczanie wózków z łososiami do/z chłodni, układanie pudełek, przenoszeniem ich na paletę czy nakładanie folii obkurczającej na pudełka, mrożenie.

Im dalej, tym wyobraźnia coraz bardziej pracuje: czyszczenie ryb, krojenie, skrobanie, patroszenie, odcinanie głów rybom, mycie i czyszczenie wzdłuż linii żołądka, filetowanie, odcinanie miąższu do kości, przygotowywanie ryb na konserwowanie, zaopatrywanie maszyn w puszki i pokrywki, obsługiwanie maszyn w celu przemieszczania ryb z miejsca do miejsca, czyszczenie i pakowanie ikry. 

“Praca jest trzyzmianowa. W sezonie, gdy są duże dostawy, trzeba pracować non stop 16 godzin, z dwoma przerwami na lunch i obiad”.

Z 16 godzin nagle się robi 20, no bo humanista musi być wszechstronny; work and travel i hard or hardest.

Palce parszywiejące od soli, wody i lodu. A zarobki? zdecydowanie lepsze niż napiwki i godzinówka w klubie, ale wizja przestaje być tak pociągająca jak była na początku. 

Dzwoni budzik. Dawno z taką przyjemnością nie dane mi było cieszyć się swoją dotychczasową pracą.

Thank for your puchase!
You have successfully purchased.