Przeczesując plaże


Zdjęcie: Jason Frank Rothenberg.
 

„Znalazłem na plaży już wszystko, poza zwłokami”, powiedział mój przyjaciel Russ. Odkrył przeczesywanie plaż (beachcombing) – szukanie najróżniejszych rzeczy wymytych przez ocean na brzeg – gdy zimami zajmował się domkiem dla rybaków na wyspie przy zachodnim wybrzeżu Kolumbii Brytyjskiej. Dwa z jego najlepszych znalezisk: tuzin lewych Nike’ów wyrzuconych na brzeg po tym, jak kontenerowiec z Japonii zatonął gdzieś w Grobowisku Pacyfiku, i apteczkę z innego japońskiego statku, w której było 10 000 jednostek morfiny (wg Russa„Wystarczająco dużo na tygodniową imprezę”). Jego dziewczyna, Barb, raz uratowała skrzynkę kremu do twarzy Pond’s i na święta wysłała każdemu znajomemu po słoiczku. 

Videos by VICE

Inna z grupy wyspiarzy znalazła paczkę trawy (niestety nie była to trawa z B.C., tylko gorsze Colombian Gold, z którego zrobiła masło ziołowe). W lokalnej gazecie czytałem o gościu, który szukał japońskich szklanych spławików, a zamiast tego znalazł butelkę pełną heroiny; miesiąc później kilka dzieciaków łapiących kraby znalazły kilogram kokainy w wodoodpornym opakowaniu. Ci dobrzy obywatele nie znaleźli się w gazecie za nielegalne posiadanie – ich uśmiechnięte zdjęcia pojawiły się w niej po tym, jak zgłosili i oddali narkotyki policji, zamiast je zażyć.

Często przeczesywaliśmy plaże razem z moim mężem, Stephenem. Kiedyś, żeby wspomóc nasz pisarski budżet, zbieraliśmy butelki i puszki wymyte na plaże. Odłożyliśmy wystarczająco dużo, żeby zbudować dom, wykorzystując kłody, które przyciągnęliśmy do domu z Rose Spit, wysuszyliśmy i zmieliliśmy.

W końcu nauczyliśmy się też, że ocean daje, ale ocean też zabiera. Stephen stracił swojego pickupa wracając jednego popołudnia do domu, gdy źle ocenił falę przypływową; miesiąc później jego zastępcza ciężarówka utknęła w miękkim piasku. Niedługo później całe jego życie wpadło w jakiś wir: nagrzany speedballem obrabował Royal Bank w Victorii.

Dziś przeczesuje plaże w Zakładzie Karnym William Head – znanym też jako Club Fed – 32 hektary kamienistego półwyspu wyrzynającego się z południowego końca Wyspy Vancouver, w cieśninę Juan de Fuca. Pośród plastikowych torebek, spławików i pustych opakowań po nachos, Stephen znalazł prawdziwe skarby: puszkę Turtle Wax, dziecięcy fotelik samochodowy i wyłamany kawałek sklejki z napisem „STREFA NIEDOZWOLONA”. Mówi, że to, obok moich listów, źródło wiadomości ze świata zewnętrznego – to jego korespondencja, wysyłana anonimowo i trafiająca przez przypadek, łącząca go z życiami nieznajomych z wolnych wybrzeży.

Beachcombing to pełnoetatowe, mimo że skrywane, zajęcie wielu więźniów William Head. To, co wymywa ocean napędza gospodarkę więzienia. Niektórzy siedzą skuleni poza zasięgiem samochodów patrolujących i wypatrują w falach dryfującej butelki whiskey z resztką w środku, albo torebeczki z trawą, którą da się jeszcze zapalić (jeden alkoholik powiedział Stephenowi, że znalazł kiedyś w połowie pełną butelkę rumu Bacardi – Czarnego Nietoperza, jak twierdził – opróżnił ją na miejscu, jednym łykiem. W końcu wytrzeźwiał i pomógł założyć grupę AA, ironicznie nazwaną „The Beachcomber’s AA Group”).

Ćpuny muszą zejść trochę niżej i wypatrywać trochę dokładniej, przeczesując wodorosty i grzebiąc w kamieniach, w poszukiwaniu małych plastikowych strzykawek, które mogą sprzedać za 20 dolarów albo wymienić na działkę heroiny.

Jeden z najszczęśliwszych więźniów znalazł różowy wibrator wciśnięty między dwie skały. Po umyciu, wysuszeniu, przylutowaniu kilku nowych przewodów i wsadzeniu baterii, brzęczał jak tego dnia, którego ktoś wyniósł go z sex shopu. Ta różowa rakieta wywołała prawdziwą burzę licytacji wśród więźniów. Znalazca podobno dostał za nią dwanaście paczek tytoniu, a później dodatkowe cztery, żeby nie wygadać reszcie populacji więzienia, kto był nabywcą.

Są też w William Head więźniowie, którzy jak Papillon na Wyspie Diabelskiej, siedzą i badają fale – nie pod względem tego, co ze sobą przynoszą, ale tego jak szybko i daleko zabiorą ze sobą ciało. Wszyscy wiedzą jak zdradliwie zimne są wody otaczające więzienie. Przeciętnego rozmiaru mężczyzna wytrzyma tylko osiem minut zanim zamarznie na śmierć. Mimo to, więźniowie smarują się cali, od stóp do głów, smalcem ukradzionym z kuchni, po czym wskakują w ciemne wody i słuch o nich ginie na zawsze. Pewnego roku więźniowie przygotowali spektakl „Hrabia Drakula” dla strażników i ich rodzin. Po przedstawieniu główny aktor popłynął ku wolności w specjalnie do tego zbudowanej trumnie. Ci, którzy pozostali w zakładzie chcą utrzymać złudzenie, że wszystkie próby się powodzą, ale w głębi swoich skazanych serc wszyscy wiedzą, że większość, jeśli nie każda, z tych prób to ostateczna ucieczka.

Gdy ostatnio widziałam Russa w końcu, po wielu latach przeczesywania plaż, znalazł ciało. Nie, nie był to uciekinier z William Head. To tutejszy dzieciak, którego wszyscy znaliśmy, ale wg Russa nie było łatwo go rozpoznać. Zjechał z molo, pijany, w noc zakończenia szkoły, a kraby żywiły się jego tkanką miękką tak szybko, jak turyści na wyspie wypijają koktaile w Singing Surf Hotel. Russ pokazał mi wodoodporny zegarek dzieciaka, prezent za świadectwo. Wciąż tykał.

Thank for your puchase!
You have successfully purchased.