Mała Brytania

Zdecydowana większość brytyjskich fabryk to raj dla socjologa. Podziały rasowe, molestowanie słowem, mieszanki językowe i brytyjska kuchnia stołówkowa pozwalają na cudaczną mozaikę refleksji o kulturze i mentalności różnych nacji. Integracja z brytyjskością przebiega trochę jak stosunek wielokrotnie przerywany, z sinusoidy wzlotów i upadków, i tak wychodzisz jako pełnej krwi Polak, z trochę tylko okaleczoną polszczyzną.

Prosta sprawa, że od pracy przy taśmie cofa ci się mózg. Mniej więcej do kolan. Doświadczyłam tego przez barwny okres pracy w kanapkach. O mieścinie Worksop, gdzie stosunek Polaków do Brytyjczyków wynosi 1:5 (i kilka bękartów), mawia się, że każdy przyjezdny chociaż raz zahaczył o pracę w kanapkach. Dwie prężne, konkurencyjne fabryki usytuowane około 6 km od centrum Worksopu są tematem wielu legend i sporej części dyskusji snutych po pijaku. Ludzie z wypiekami na twarzy rozprawiają o układaniu pomidorów na chlebie, smarowaniu kromek pastą jajeczną i zaburzeniach błędnika przy taśmie. Na hali produkcyjnej jest około 10 stopni, co skutkuje tym, że po pół godzinie zaczyna ci kapać z nosa, a że ręce masz pełne kurczaka i musisz nadążać za taśmą, to kapie prosto do chleba. Ponadto co tydzień w otwartym raporcie skarg konsumenckich możemy przeczytać, że pomimo procedur służących zachowaniu higieny w minionym tygodniu w kanapkach znaleziono ciała obce typu paznokieć, włos, owad, a tyle i tyle osób skarżyło się na sraczkę i wymioty. Zważywszy, że na skargę idzie co piąta osoba, statystyki są złowrogie. Nie należy zapominać, że każdą kanapkę dotyka około 20 rąk, bynajmniej nie wszystkie w rękawiczkach (i niektóre z bogatą grzybicą paznokci, mówiono mi). Gotowy produkt broni się tylko opakowaniem, pełnym zapewnień, że producenci dbają o twoje zdrowie. Po skończonej serii kanapek faktycznie szoruje się taśmę i polewa całą halę dezynfekującą pianą, ale połączenie zapachów jedzenia z wonią środków dezynfekujących nie jest zbyt apetyczne, tym bardziej, że codziennie ślizgasz się na mieszance żółtego sera i strzępów pseudobekonu.

Videos by VICE

Ale dość o kanapkach. O wiele barwniejsza niż kromka ze spuchniętym kurczakiem i sałatą jest tutejsza Polonia. Patrząc po pracowniczej stołówce, która jest standardowym miejscem spotkań, na palcach jednej ręki można policzyć ludzi, którzy wyglądają jakby mieli maturę. Mówię o Polakach, bo Cyganie i Anglicy to osobna historia, a na stołówce panuje segregacja. Otóż nagle twoim oczom ukazuje się odziana w pluszowy różowy dres panienka w panierce z solarium, która zwraca na siebie uwagę tym, że beka, mówi dużo ‘kurwa’ i ogólnie ciągle gdzieś dzwoni. Wygląda jak maskotka najgorszej zawodówki z Rzeszowa i jedna wielka potencjalna ciąża. Niektóre proponują Polakom z wyższym stanowiskiem sprzątanie mieszkania, co generalnie jest metaforą co najmniej laski. Ale jest też dużo ludzi na poziomie, którzy przyjechali do Anglii zarobić na zaległy ZUS albo znaleźć finansową przystań. Dużo Polaków, którzy zapuścili w Worksopie korzenie, poza tym, że dorobili się najków, wygląda na ciężko zaniedbanych przez pracę, chlanie i kiepskie żarcie, ale nie da się ukryć, że nawet pracownik fabryki dość szybko może dorobić się samochodu, stać go na wynajęcie chaty i może starać się o różne zapomogi od państwa. To wszystko kosztem tożsamości, która przechodzi w Anglii różne mutacje od “jestem jeszcze bardziej Polakiem, zadaję się tylko z Polakami i nienawidzę Ciapoli” po “chciałbym być Anglikiem, dlatego zrobię sobie tatuaż, włożę w ucho kolczyka i będę jak Beckham, ale ciągle nienawidzę Ciapoli”. Co do Ciapatych, zwanych też w różnych rejonach UK Zamszowymi albo Przybrudzonymi, są oni obiektem nienawiści rasowej, uzasadnionej przez pierwotny lęk o “nasze kobiety”. Według definicji internetowej: “Ciapaty to osoba pochodząca z Indii, Pakistanu lub Bangladeszu. Jest ich niezliczona ilość. Mnożą się jak króliki. Przeciętnie pakol wydaje na świat 5-10 dzieci. Dlatego ta rasa szybko się rozrasta. Pakol zazwyczaj nie pracuje, robi dzieci swojej żonie, żonie sąsiada i Twojej dziewczynie”. Poprawność polityczna – zapomnij. Ciapaki to nieusystematyzowana mieszanka, wlicza się w ich grono najbardziej znienawidzonych Muslimów, tolerowanych Hindusów oraz Cyganów. Kluczem do zrozumienia wzajemnej nienawiści jest wspólna Ciapakom mentalność – wielkie ego, nawet jak od pokoleń wali ci z ryja oraz łapczywa pożądliwość, której, oparty na zakazach i mizoginii, świat chrześcijański pojąć nie może. Przeciętny Ciapak nawet jeśli nie gada po angielsku to zna słowa takie jak “boyfriend”, które jest niezbędne żeby podrywać Słowianki. Generalnie wbrew temu co mówią Polacy, Muslimi są atrakcyjni właśnie przez egzotykę urody i mentalności, a ich bezpośredniość w kontaktach z kobietami, będąca zazwyczaj pochodną prostackiego imperatywu “ruchać ruchać”, jest dość skuteczna. Warto wspomnieć, że Polka, która spotyka się z Ciapatym z miejsca podlega klasyfikacji jako kurwa. W kanapkach miałam do czynienia z Cyganami z Czech i Słowacji, których z początku nie zaliczałam do Ciapatych. Hersztem całej bandy był niejaki Stefan – młodzieniec o aparycji wiejskiego mafioza udekorowany cwaniackim wąsem i cały na żel. Jako samiec alfa interesował się między innymi tym, kto połyka a kto wypluwa. Jego kamraci pewnego razu ucięli też sobie pogawędkę przy pracy, z której by wynikało, że mam wielką czorną pizdę i ten najstarszy i najgrubszy to by mnie ruchnął, bo lubi takie. Cyganie jeszcze nie skumali, że nikt nie mówi już “dyskoteka”, bo kojarzy się to z wiejską potańcówką na sianie i wymiotach, i między jedną a drugą dyskusją o twoich wargach sromowych pytają czy lubisz tańczyć i zapraszają na disco. A sorry, oni nie wiedzą co to wargi sromowe. Pizda to pizda i służy do wsadzania kutasa i wyciągania bachorów. Taka kultura. Cyganki z kolei to fajne laski, najczęściej grube i krępe, śmieją się złotym zębem i tańczą przy taśmie, po której lecą kanapki, pocierając udem o udo. Gotują do pracy jakieś zupy, gulasze i pieką ciasta. Podejrzewam też, że wiedzą jak spławić Cygana, czego szczerze im zazdroszczę.

Genetyczne tajemnice narodowości brytyjskiej jej przedstawiciele jeszcze długo będą zabierali ze sobą do grobu. Na polu wzajemnej niechęci, uprzedzeń, przypadkowych spotkań międzyrasowych służących weryfikacji stereotypów przy butelce whisky, Angole nadal budzą moje największe zdziwienie. W szkole mnie uczyli, że narodowa potrawa brytyjska to fish and chips, ale odkąd skosztowałam brytyjskiego full breakfast: smażony bekon, jajko sadzone albo jajecznica, smażone kiełbaski, słodka fasola w sosie pomidorowym, tost ze stopionym serem i ewentualnie smażone ziemniaki pod postacią frytek lub talarków, permanentnie podniósł mi się cholesterol. Tradycyjna kuchnia w połączeniu z pikantnymi daniami kuchni arabskiej i hinduskiej to koszmar dietetyka. Anglicy w fabryce kanapek zwykli jadać na obiad frytki z octem, do których dla zdrowotności dokupowali sobie jeszcze bułkę z majonezem. Błędne koło angielskiej diety zaczyna się od refleksji: “wszyscy jesteśmy grubi, to po co się odchudzać”. Poza tym Brytyjki w ogóle nie mają kompleksów. Gigantyczne cyce w bluzkach z cekinami, wiszące nad paskiem brzuchy przykrywające klamerkę, huśtające się ramiona to standardy kobiecej urody. W piątkową i sobotnią noc jak jeden mąż stoją boso w kolejce do take away’a, ściąganie szpilek na imprezie stało się zwyczajem narodowym podobnym szkockiemu unoszeniu kiltów. Ogólnie tendencją wśród kobiet są nieproporcjonalnie wielkie dupy w stosunku do wyjątkowo małych główek. Grubość przybiera też bardziej słoniowate, wylewające się formy, niektórym spod spodni aż wylewają się tłuściutkie łydki. W sklepach z odzieżą sprzedają na przykład bardzo długie spodnie specjalnie dla ludzi, którzy po prostu urodzili się dłudzy i mają nóg na dużo ponad metr. Strasznie mądrze, że sprzedają im dzwony. Polacy, których poznałam, rozkminiali dlaczego Anglicy nie okradają farm i nie rozkręcają na przykład torów. Odpowiedź jest prosta – są na to zbyt leniwi. Anglik woli okraść sklep mięsny dwie bramy od swojego miejsca zamieszkania, żeby bardzo szybko dać się złapać i po wytrzeźwieniu opowiadać lokalnej gazecie, że bardzo żałuje, choć nie pamięta, i od teraz zamierza nawrócić się na tego, no, Chrystusa. Poza tym podkreśla, że mięsa nie potrzebował. Aha, i Anglia to jedyny kraj, gdzie mężczyźni umierają na raka piersi. Bez kitu.

Mówić o braku uprzedzeń to sobie można, jak się siedzi całe życie w Polsce i ogląda dobre filmy z murzynami. Prawda jest taka, że obce pozostaje obce, i jeżeli w kontakcie z jednostkami stereotypy można przełamać to w konglomeracie wielu kultur, jakim jest Wielka Brytania, nigdy wszystko do końca nie zaskoczy. Widać to szczególnie w małych miasteczkach, gdzie nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu to najchętniej praktykowany grzech i wszyscy mają te same potrzeby, tylko inaczej je manifestują. Wymyślcie złoty środek między poprawnością polityczną i rasizmem, a mogę mu przyklasnąć, bo na razie odkryłam w sobie małego rasistę i jest mi z tym dobrze.

Deptak w Worksopie to taka galeria bohaterów, z lokalnym śpiewakiem na czele, który w rozpiętej koszuli ze spoconym torsem przygrywa sobie na gitarze do miłosnej ballady “We’ll be making loooove!”, przy czym wiadomo, że nie miał kobiety od czasów Margaret Thatcher. Kawałek dalej przesiaduje dziadek na jednym z jakże popularnych wśród starszych ludzi wózku, który pozwala zminimalizować wysiłek związany z chodzeniem (naprawdę?) i puszcza z kaset ze zdartymi naklejkami jakieś toporne country. I w ogóle tak dalej, co się będę rozpisywać, że widziałam kobietę, która miała na twarzy z 200 brodawek. Bez sensu.

Tekst: Agata Kalinowska

Foto: Agata Kalinowska oraz:

http://brilliantorstupid.com/page/2/ http://sicksistersister.blogspot.com/2010/09/fatspo.html
Thank for your puchase!
You have successfully purchased.