Każdy doskonale wie, że Brytole to pretensjonalni dziwacy. Brytyjskie społeczeństwo jest sztywne, usportowione i krypto-rasistowskie, a przy tym, wyrosłe na osobliwych tradycjach i wierzeniach. Podobnie ma się sprawa z ubraniami. Wiemy to m.in. dzięki Steve’owi Roudowi, który poświęcił swoje życie na dokumentowanie, rejestrowanie i badanie miejscowego folkloru, przesądów i wszelkich dziwactw. Jeśli kiedyś podczas pobytu na Wyspach zostaliście zrugani za położenie nowych butów na stole, Steve wyjaśni wam o co kaman. Steve jest też twórcą i kustoszem Roud Folksong Index, czyli bazy danych skupiającej ponad 21 tysięcy brytyjskich pieśni ludowych.
VICE: Czy we współczesnym świecie funkcjonują jakieś przesądy dotyczące ubrań?
Videos by VICE
Steve Roud: Współczesne przesądy dotyczące ubrań mają swoje źródło głównie w zwyczajach funkcjonujących w środowisku piłkarskim. Tak jest na przykład ze zwyczajem zakładania szczęśliwych skarpetek przed ważnym meczem, który przeniknął już do kultury masowej. Wielu ludzi wierzy dziś, że dany element garderoby przynosi im szczęście, chociaż 20 czy 30 lat temu nikt o tym nie słyszał. To jak najbardziej współczesne zjawisko, obecne zwłaszcza wśród aktorów, gdyż czynnik szczęścia odgrywa w ich pracy ważną rolę. Niezależnie od jego talentu, kiedy dany piłkarz czy aktor wkracza na scenę lub na boisko, wiele zależy od losu. Stąd potrzeba zapanowania nad nim za pomocą przesądów.
A jak to wyglądało w przeszłości?
W przeszłości sprawy te były o wiele bardziej skomplikowane, np. dużą wagę przywiązywano do kolorów. W XIX wieku wierzono, że kolor zielony przynosi nieszczęście, zresztą w pewnych kręgach przesąd ten wciąż funkcjonuje. Z drugiej strony np. Irlandczycy chętnie noszą się na zielono, bo to ich narodowe barwy. Może to mieć pewien związek z mitami. Niektórzy mylnie twierdzą, że zielony to kolor wróżek. W przeszłości nie noszono również czarnych ubrań, no, chyba, że na pogrzeb. Rzecz jasna, przesąd ten nie wytrzymał próby czasu.
Czy istnieją jakieś przesądy dotyczące sposobu zakładania różnych części garderoby?
Kiedyś silnie w nie wierzono. Na przykład, niektórzy najpierw zawsze zakładali prawą skarpetkę albo prawy but, nigdy odwrotnie. Wciąż uważa się, że prawa strona jest lepsza od lewej i że najlepiej zaczynać dzień od “prawych” czynności. Stąd np. powiedzenie o wstawaniu z łóżka prawą nogą.
Myślałem, że „prawy” znaczy tu „właściwy”.
Może być i tak, ale przesądni ludzie zawsze wstając z łóżka będą się starali postawić na ziemi najpierw prawą stopę, no, chyba, że mają tylko jedną, i to akurat lewą. Jak już mówiłem, podobnie ma się sprawa z zakładaniem skarpetek i butów. Wg innego popularnego przesądu nie należy nigdy poprawiać źle założonej odzieży, tzn. jeśli wdziałeś kamizelkę na lewą stronę, to tak musi zostać. Bierze się to z przeświadczenia, że nic nie dzieje się bez przyczyny i że wszystkim rządzi przeznaczenie.
Matka zawsze klarowała mi, żebym nie kładł nowych butów na stole.
To bardzo popularny przesąd, choć nie wiem, skąd się wziął. Kiedyś kupowanie nowych ubrań było poważną sprawą, w każdym razie o wiele bardziej niż dzisiaj. Na przykład przy kupnie nowego płaszcza sprzedawca zawsze wkładał do jego kieszeni drobny upominek – mogła to być moneta albo chusteczka do nosa. Podobnie było z portmonetkami. Włożenie do środka pieniążka miało sprawić, że jej właściciel nie zazna ubóstwa. W dawnych czasach nowe ubrania sprawiano sobie często na Wielkanoc albo Zielone Świątki. To właśnie wtedy krawcy wprowadzali nowe kroje. Wierzono, że jeśli nie założy się nic nowego na Zielone Świątki, to obsrają cię ptaki, oraz że poprawki krawieckie można dokonywać dopiero po zdjęciu odzieży.
Czyli żeby zaszyć kieszeń musiałbym zdjąć koszulę?
Dokładnie, to samo tyczyło się nawet przyszycia guzika. Nie wiem, skąd wziął się ten przesąd, być może ktoś kiedyś przyszył w ten sposób niechcący całun do nieboszczyka. Wg innego przesądu nie powinno się nosi ubrań po zmarłych.
To akurat brzmi całkiem rozsądnie.
Z dzisiejszej perspektywy tak, lecz należy pamiętać, że kiedyś odzież stanowiła często cały dobytek zmarłego, w związku z czym przekazywano ją spadkobiercom. Wierzono jednak, że taka odzież była bardzo podatna na gnicie.
Osobną sprawą były przesądy krawieckie. Na przykład, upuszczenie nożyczek tak, że wbiły się w posadzkę dwoma ostrzami, było zapowiedzią ślubu, jeśli jednak w ziemi utkwiło tylko jedno ostrze, należało spodziewać się czyjejś śmierci. Przesąd ten był popularny w hrabstwie Worcestershire na początku XX wieku.
Czy znane ci są jakieś przesądy, które w dzisiejszych czasach wyjątkowo trudno zrozumieć?
Istnieje np. przesąd, że jeśli dziewczynie przypadkowo zawinie się spódnica, to znaczy, że należy spodziewać się listu, albo że dziewczyna ta poluje na chłopaka. Do tego w latach 40. XX wieku w hrabstwie Somerset funkcjonowało następujące powiedzenie: „Wbij w podszewkę płaszcza zakrzywioną pinezkę a nie opędzisz się od dziewczyn”. Może chodziło o to, że miały się na tę pinezkę łapać, nie wiem.
Z kolei w irlandzkim hrabstwie Longford wierzono, że jeśli kobiecy fartuch zapali się z przodu, jej właścicielka wnet wyjdzie za mąż, natomiast jeśli z boku lub z tyłu, czeka ją nieszczęście. W tamtych czasach takie sytuacje nie były niczym niezwykłym, zwłaszcza wśród kobiet, których stroje były dość obszerne i w wielu pomieszczeniach znajdowały się paleniska lub kominki z buzującym ogniem. Jak się zatem okazuje, był w tym jakiś sens. Tym niemniej, w dzisiejszych czasach sam fakt zniszczenia sobie ubrania w ogniu traktowany jest jak nieszczęście.
Chciałbym też powiedzieć, że choć wydaje nam się, że jako społeczeństwo jesteśmy przesądni, to w porównaniu z naszymi przodkami wypadamy pod tym względem bardzo blado. W przeszłości przesądy traktowano bardzo poważnie, a dziś to raczej zabawa, tak jak czytanie horoskopów.
Chcesz powiedzieć, że dziś tylko udajemy przesądność?
Dokładnie. Mało kto traktuje te sprawy poważnie, a prawdziwa przesądność to niebezpieczny sygnał zaburzeń obsesyjnych. Wiara w przesądy może bardzo komplikować życie. Na przykład ludzie naprawdę przesądni nie są w stanie wyjść z domu bez czterech obrotów wokół własnej osi i trzech zdrowasiek. Większość z nas jednak nie będzie miała problemu z przejściem pod drabiną, a w każdym razie nie zepsuje im to całego dnia.
Rozmawiał: Bruno Bayley
Tłumaczenie: Filip Bednarczyk
More
From VICE
-

(Photo by Joe Scarnici/WireImage) -

(Photo by Julia Beverly/Getty Images) -

(Photo by Jamie McCarthy/Getty Images for Roc Nation) -

(Photo by Joy Malone/Getty Images)