Sam seks.

Strapieni codziennością zapominamy o pewnych kluczowych detalach z naszej przeszłości, takich jak czasy, kiedy nosiliśmy brązowe golfy albo kiedy nasz 12-letni kuzyn paradował w tym koszmarnym kucyku – chwaszczastym pąku z kręconych włosów a la Roberto Baggio. By stawić opór tej zaraźliwej fali żalu i zapomnienia, pojawia się pewien włoski koleżka, który odkłada na bok wszystkie nasze smutki i ratuje zapomniane zdjęcia przed niespodziewanym zalaniem piwnicy, bądź spontanicznym całopaleniem rodzinnych albumów. Zbiera je, a następnie wrzuca na bloga, którego już widzieliście, a który nazywa się Sexy People. Zwróciliśmy na niego uwagę jakiś czas temu. Zwykle takie projekty wysychają szybciej niż domowa traszka, którą zapomni się napoić podczas trzydniowego maratonu alkoholowego, ale ten okazał się bardziej żywotny. Postanowiliśmy zadać typowi kilka pytań i zanurkować w basenie jego sekretarskiego seksapilu około roku 1978 i nastoletniej desperacji.

Vice: Witam, Renzo Stuzzocapendo! Ale masz imię, stary! Powiedz nam, proszę, kim jesteś.

Videos by VICE

Renzo: Mam 25 lat, mieszkam w Rzymie i nie robię absolutnie nic. Ale mam dyplom z ekonomii.

Powiedz mi coś o swoim przekomicznym blogu.

Zacząłem zamieszczać te portrety w 2007 roku. Po prostu to robiłem, bez jakichkolwiek artystycznych roszczeń. Uwielbiam pozowane portrety, może dlatego że nie mamy tego typu tradycji we Włoszech – to raczej angielska/amerykańska rzecz.

Dlaczego nazwałeś tych wszystkich ludzi sexy people? Nie wydaje ci się to trochę podłe?

Na początku blog nie miał żadnej nazwy i chyba tylko ja go przeglądałem, może jeszcze kilku moich znajomych. Później pewien Brytyjczyk zamieścił na blogu link do mojego, nazywając go „sexy people”. Pomyślałem, że to idealna nazwa. Słowo „sexy” niesie w sobie ten klimat lat 80., ze znaczną dozą ironii. Wszyscy ludzie, którzy pojawiają się na zdjęciach, chcą wyglądać nęcąco. Uwodzenie jest głównym celem tego całego fotograficznego przedsięwzięcia. Pomyślałem, że to zajebista nazwa dla strony. Mimo to dostaje maile od ludzi, którzy są zszokowani, że ich foty z dzieciństwa pojawiły się na blogu zatytułowanym „sexy”. Co za bzdura.

Totalna! Ludzie sami wysyłają ci zdjęcia?

Tak! Po jakimś czasie zacząłem je otrzymywać od fotografów i bezpośrednio od ludzi. To jak celebracja autoironii. Najbardziej ekscytuje mnie w tym wszystkim to, że foty pochodzą sprzed ery portali społecznościowych – najświeższe są z 1998r. Dzisiaj, jak patrzę na autoportrety, każdy z nich ma w sobie tą sztuczną spontaniczność: wszyscy za wszelką cenę starają się odnaleźć sytuację z codzienności, która będzie wyglądać na radosną. To czyste akty upozorowane na prawdziwe życie. Portrety Sexy People są paradoksalnie prawdziwsze – upozowane i wystudiowane w każdym najmniejszym detalu, i tak cholernie poważne.

To, co robisz przypomina mi trochę to, co August Sander zrobił w People of the 20th Century.

O, tak! Mój ojciec jest fotografem, pokazał mi kiedyś jedną z jego książek – fantastyczne!

Więc fotografia to wasz biznes rodzinny?

Nie. Mój starszy próbował mnie wciągnąć w te swoje krajobrazy i architekturę, ale nic z tego nie wyszło. Mam jakąś wrodzoną awersję do tego typu zdjęć.

Jakbyś miał wybrać najbardziej sexy z twoich Sexy People, kogo byś wytypował?

Zdecydowanie Deandre! Reprezentuje esencję Sexy People: ten biurowy szyk lat 90., ten błysk w jego oczach. On jest najseksowniejszym z Sexy People.

Uff! Robi się tu gorąco. Zmieńmy temat: twój blog jest bardzo prosty.

Jest. Nie chcę podawać za dużo informacji, z niczym się nie narzucać, chcę żeby każdy widział tu co tylko sobie kurwa chce.

Ale może teraz moglibyśmy się dowiedzieć czegoś więcej o niektórych z tych ludzi…

Spoko, czemu nie? Możemy do nich napisać.

Zajebiście!

JEFFREY

Byłem w trzeciej klasie jak zrobili mi to zdjęcie. Uwielbiałem G.I. Joe i Transformers, stąd tło. Wydawało mi się zajebiste. Wyglądało jak pełna laserowa strzelanina. Te moje okularki były przekomiczne, ale sweter całkiem uroczy. Dzisiaj pracuję jako technik w biurze pomocy na terenie Waszyngtonu. Jestem żonaty, wciąż noszę okulary i wciąż uważam, że laserki są spoko.

JEFFREY AND WAYNE

To zdjęcie zrobiono w 1970r. Ja miałem dwa lata, a Wayne cztery. Moja mama miała obsesję na punkcie portretów, planowała co najmniej trzy w roku, dopóki nie dorośliśmy na tyle by zaprotestować. Pokonywała niezłe dystanse, żeby odnaleźć ten najwłaściwszy strój, zwykle kierując się w tym jakimś ostatnim krzykiem mody. Mój brat dość długi czas paradował w golfach.

DIEGO

Mój wujek był w tym czasie fotografem i miał swoje własne studio. Pamiętam, że mama i babcia prawie sikały wtedy ze śmiechu, a ja zastanawiam się jak bardzo musiały być naprane, żeby uznać odkurzacz za brakujący element stroju. Teraz mam 25 lat i zajmuję się grafiką komputerową. A mój wujek nie osiągnął wiele w fotografii.

JON

Lokalny fotograf zareklamował się specjalnym pakietem – „sztuki walki” – w mojej szkole Tae Kwon Do w Austin w Teksasie. Moi starzy uznali, że mnie to zdopinguje. Los miał inne plany, moja rodząca się kariera w kickboxingu skończyła się rok później i jestem teraz nauczycielem historii w San Antonio w Teksasie.

RALPH AND CHUCK

Zrobione jesienią 1989r., jedno z serii moich starszych zdjęć. Kilka osób, które skomentowało to zdjęcie, stwierdziło że musiałem kochać tego kota. Przeciwnie. NIENAWIDZIŁEM Chucka, a on nienawidził mnie. Jedynym powodem, dla którego trzymam tego małego dupka na rękach jest to, że moja mama go kochała, a to ona wydawała pieniądze na fotografa. 20 lat później: mieszkam w San Francisco, jestem żonaty i mam syna, który właśnie skończył roczek (co udowadnia, że przynajmniej JEDNA osoba na świecie uważa, że jestem DO a nie DON’T).

CHRISTINE

Mam na imię Christine, mam 23 lata i pracuję w finansach. W dzieciństwie byłam chłopczycą i bardzo chciałam być chłopcem. Moja mama uznała tą fryzurę za dobry kompromis, chociaż prawdopodobnie chciałam ściąć włosy krócej. Szczerze mówiąc, nie pamiętam. Jestem stuprocentowym produktem lat 80.

Tekst: Serena Pezzato

Tłumaczenie: M.Suhy

Thank for your puchase!
You have successfully purchased.