W dzień młodej matki

Prolog

Luty: Jest taki kolo na dzielni. Chodzi już do pierwszej ZSZ. Ja ciągle gniję w drugiej gimnazjum, ale spoko – wiek nie ma znaczenia. Dziś mamy się spotkać na ławkach za boiskiem. Będzie większa ekipa, bo piątek. Widziałam, że on mnie chce, bo się patrzy tak na mnie zajebiście mocno. Wezmę się za niego, bo dobra z niego dupa i jeśli się na kucharza uczy, to pewnie kasy ma dużo.

Videos by VICE

Czerwiec: Filip powiedział, że jestem zdzirą, skoro od razu poszłam z nim na seks. A on ze zdzirami się zadawać nie będzie. Powiedział mi jeszcze, że nie wierzy, że to jego dziecko i nie będzie płacił do końca życia za to, że jestem puszczalska. I ciągle mówił o tej „zdzirze”. Tak mi się to odbija w głowie teraz ciągle. Starym jeszcze nie powiedziałam, ale już widzę po spodniach, że trzeba będzie je powiększać, czy coś takiego. Albo kupić nowe, bo te się głupio i szybko kurczą. Nie wiem jak będzie. Bardzo się boję.

Statystyki nie ssą

Tego typu historii jest mnóstwo. Niewinny romans nastolatków pociąga za sobą olbrzymie konsekwencje. Konsekwencje mają jednak to do siebie, że występują dopiero po fakcie, tak więc idąc na żywioł niekoniecznie myśli się o tym, co będzie potem. A potem jest strach, zgrzytanie zębów i wirujący świat, który zatrzyma się w zupełnie innym miejscu. Na swoje stare nie wróci już nigdy.

Pod koniec kwietnia „Dziennik Gazeta Prawna” podał, że według statystyk GUS w 2008 roku o 24% wzrosła liczba 15-letnich matek*. Rok wcześniej matek w tym wieku było w kraju 249. 16-latki rodziły już o wiele częściej – dwa lata temu naliczono ich 1224. Te liczby wcale nie są duże, bo na tle pozostałych, tzw. cywilizowanych krajów, gdzie większość społeczeństwa wie, co to prezerwatywa, Polska wypada blado. W Europie to rumuńskie nastolatki najczęściej zachodzą w ciążę. Za nimi w kolejce po becikowe stoją Estonki, Słowaczki i Węgierki. Polska w tym szacownym rankingu uplasowała się na 8. miejscu. To jednak ciągle tylko pełne cyfr tabelki, których nie musimy i nie chcemy analizować. Życie dzieje się w realu, a statystki są dla socjologów i polityków, którzy i tak mają wysrane na to, by w kraju funkcjonował system pomocy dla nieletnich rodziców.

Media podają, że w ostatnim czasie gimnazjaliści szczególnie upodobali sobie grę w tzw. słoneczko. Dziewczyny kładą się na podłodze, formułują koło, rozsuwają uda, a chłopcy (musi ich być tyle samo, co dziewcząt) po kolei je rżną. Który się pierwszy spuści, ten przegrywa. Gra jest na szczęście na tyle sprawiedliwa, że każdy ma równe szanse na spłodzenie dzieciaka. Gimnazjaliści jednak przywiązują wagę do zasad!

Tak więc prawda ma zapach szamba, a w praktyce często dzieje się tak, że to dziadkowie wychowują dzieci z zabawy pod tytułem „poszłam z nim na seks”. I najczęściej są to oczywiście rodzice dziewczyny.

Historia Kasi

„Miałam 18 lat, gdy zaszłam w ciążę. Mój chłopak miał 27 lat i byliśmy razem 4 miesiące. Bardzo się cieszyliśmy, że będziemy mieli dziecko. Bałam się, że sobie nie poradzę, że plany ulegną zmianie, że jestem za młoda”, opowiada dziś 23-letnia Kasia.

„Bałam się powiedzieć rodzicom, bo oni uważają, że powinno się być po ślubie i mieć jakieś plany. Byli zaskoczeni i powiedzieli, że powinnam zająć się nauką, a nie dzieckiem. W końcu jednak zaakceptowali ten fakt, cieszyli się. Byli dla mnie wsparciem, dużo mi pomogli, chodzili ze mną na badania i zakupy.

Chodziłam do szkoły zaocznej i w ciąży czułam się dobrze. Ale codziennie zastanawiałam się jak to będzie. Kupowaliśmy ubranka dla dziecka, choć znajomi mówili, że za wcześnie. Ale my chcieliśmy. Pierwszego kwietnia poszłam na badanie. To była połowa piątego miesiąca. Lekarz zrobił mi dopochwowe badanie USG, które wykonuje się na samym początku ciąży. Dostaliśmy zdjęcie małej i szliśmy do domu z uśmiechem na twarzy. Mamy córeczkę!

W nocy zaczął mnie boleć brzuch. Po telefonie do lekarza usłyszałam, że po tym badaniu tak się dzieje. Jakoś usnęłam.

Następnego dnia poszłam do szkoły, chociaż w głowie miałam czarny scenariusz. Nie wysiedziałam tam długo i po 3 godzinach poszłam do domu. Zaczął się koszmar. Dostałam krwawienia.

Pojechałam więc z mamą szybko do szpitala. To, co usłyszałam było najgorszą rzeczą w życiu. Okazało się, że moja córeczka nie żyje od kilkunastu godzin! Wściekła zaczęłam krzyczeć. Nienawidziłam wszystkich. Odebrano mi dziecko. Zabito je. Miałam wstręt do tego lekarza. Ze znajomymi poszliśmy potem do niego, ale on nie chciał nas widzieć. Na pytanie, czemu to zrobił odpowiedział, że jestem za młoda na dziecko. Okazało się, że nie tylko ja byłam w takiej sytuacji. Jednak nie miałam siły na chodzenie po sądach. Niedługo potem lekarz został odsunięty od zawodu.

Mój partner odczuł to inaczej. Poszedł ze znajomymi na imprezę i powiedział, że to moja wina. Potem nie odzywał się do mnie przez dłuższy czas.

Dziś jest ciężko, ale wiele rzeczy się zmieniło. Teraz mam synka z tym samym partnerem. On zrezygnował z bycia tatą, bo nie chciał dziecka. No ale jest w porządku. Wychowuję synka sama i jestem szczęśliwą mamą. Synek jest moim skarbem, który uczy mnie uśmiechu”.

Historia Laury

„Zaszłam w ciążę w Anglii, miałam wtedy 17 lat. To była typowa wpadka. No ale byłam wtedy z moim chłopakiem już ponad dwa lata, więc i tak wiązałam z nim przyszłość.

Gdy zobaczyłam pozytywny wynik testu, załamałam się. Nie wiedziałam, jak to będzie bez pomocy mamy czy babci. Moja rodzina na początku się zmartwiła. Byłam taka młoda. Mówili, że jeszcze całe życie przede mną. Miałam iść na studia.

Ciąża od samego początku przebiegała dość uciążliwie. Pierwsze trzy miesiące spędziłam nad kiblem. Ciągle rzygałam i nie mogłam patrzeć na jedzenie. Na dodatek pracowałam, więc było ciężko. Mój test ciążowy był dziwny, ponieważ jedna kreska była słabo widoczna. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to ma jakiś związek z tym, że mogę mieć komplikacje .

14 sierpnia wróciłam z pracy i czułam się dobrze. Nie zapowiadało się na to, że coś będzie nie tak. W nocy obudziłam się z bólem brzucha. Myślałam, że mi przejdzie, ale ból był coraz mocniejszy. Miałam skurcze, a byłam w 25-tym tygodniu ciąży. Obudziłam mojego chłopaka. Chcieliśmy jechać do szpitala, ale już było za późno. W życiu nie przypuszczałabym tego, ale okazało się, że rodzę! Całe szczęście, że w tym czasie była u nas mama mojego partnera i to ona powiedziała, że mam się położyć, no i się zaczęło.

Dziecko urodziłam w toalecie, poród przyjął mój chłopak z matką. To wszystko za szybko się wydarzyło. Przyjechała karetka i zabrali nas do szpitala. Byłam w takim szoku, że nie docierało do mnie to, co się stało. Pamiętam, że leżałam na sali i kompletnie nic nie rozumiałam. Personel medyczny zadawał najprostsze pytania, typu, czy jestem głodna. Nic nie kumałam, no jakby po chińsku gadali, a nie po angielsku. Dziecko ważyło 720 gram i było wielkości dłoni. Dawali małemu 20% na przeżycie. Decydujące okazały się pierwsze 48 godziny po porodzie.

Mateusz przeżył, lecz po kilku dniach zrobili mu prześwietlenie głowy i okazało się, że miał wylew. Jego mózg został uszkodzony i miał dziecięce porażenie mózgowe. Lekarze powiedzieli ze będzie jak warzywko, nie będzie mówić i chodzić. To były najgorsze chwile. Pytano mnie, czy go odłączyć od respiratora, bo nie ma sensu go utrzymywać przy życiu. Nigdy w życiu byśmy tego nie zrobili, to przecież nasze dziecko! Nie mogłam wytrzymać w szpitalu i poprosiłam, żeby mnie wypisali. Zaczęło się oczekiwanie. Mateusz leżał w szpitalu 4 miesiące i z dnia na dzień był coraz silniejszy. Działy się cuda! To, co mówili na początku okazało się bzdurą. Dziś Mateuszek ma 3 latka i jest świetnym chłopcem”.

Epilog

Grudzień: Urodziłam i nie żałuję. Nie myślę o tym, co będzie. Jestem matką. I to znaczy wszystko.

Tekst: Ewelina Potocka

Źródło zdjęcia: http://www.blossomingfamilies.com/pregnancyandbirth/images/PregnancyBirth_Luxuriate_Pregnantbelly.jpg

* w porównaniu do roku 2007, Anna Monkos, „Nastolatki rodzą, ich rodzice płacą”, 27 kwietnia 2010, „Dziennik Gazeta Prawna”, str. A11

Thank for your puchase!
You have successfully purchased.