Najciekawsze domy, jakie znalazłem na Brooklynie


Jeśli jesteście nowi na Brooklynie możecie pomyśleć, że to post-industrialne nieużytki w zawyżonych cenach, na których znikąd wyrosło mnóstwo podłych knajp, z „Children of the Grave” puszczanym tak głośno i długo, że już nie zwraca się na nie uwagi. Możecie tak pomyśleć o Brooklynie i będziecie mieli rację. No i, szukanie tu sobie mieszkania to przesrana opcja.

Ale! Nie każdy tutaj się poddał i przystał na to, co miał zaraz pod nosem. Odwiedziłem cztery różne domy, chcąc zobaczyć i zrozumieć coś nowego.

Videos by VICE

Helene Silverman i Gary Panter to geniusze, którzy żyją niedaleko Prospect Park, w pięknym, dwupiętrowym domu. Helene jest poważną projektantką książek, Gary jest sławny dzięki swoim niesamowitym komiksom.

VICE: O co chodzi z tą tablicą obok lodówki?
Helene:
To lista nazw zespołów, które wymyślamy razem z Olive, moją córką. Niedługo zrobimy projekt z nią związany.

Powiedz jak było na początku, gdy dopiero co się wprowadziliście.
Słyszeliśmy strzały a później widzieliśmy policjantów biegnących przez podwórko, szukali przestępców na naszym trawniku. Flatbush Avenue nie jest daleko stąd.
Jest tu dużo dziwnych, dziwacznych rzeczy, czasami są też morderstwa, ale można tu znaleźć zakątki piękna i przyjemności. Nie przydarzyło nam się tutaj nic złego, ale nie są to przedmieścia. To wciąż miasto, nigdy nie da się o tym zapomnieć. Nie jest to niebo, ale jeśli chce się mieszkać w NYC – to prawie jest.

Znasz historię tego domu?
Nad wejściem jest piękne „N”, inicjał pierwszego właściciela, prezydenta Brooklynu. To była jego letnia rezydencja. Nie było linii kolejowej, więc tutaj przyjeżdżali ludzie, żeby być bliżej plaży. W latach 20. i 30. odpoczywały tu gwiazdy filmowe. Dom po drugiej stronie ulicy jest dość sławny, a mój znajomy mieszka w domu, w którym kiedyś mieszkali Douglas Fairbanks i Mary Pickford, kilka ulic stąd. Ten dom tylko kilka razy przez cały ten czas zmienił właścicieli. Jesteśmy co najwyżej czwartymi.

Kto mieszkał tu wcześniej?
Mieszkał tu koszmarny, szalony człowiek. Gary i ja mamy taką umowę, że nie rozmawiamy o nim ze sobą. Był dentystą i przez przypadek zabił tu znieczulone dziecko i chyba po tym oszalał. Dom jest teraz trochę nawiedzony. Na górze jest kran, z którego czasem słychać wydobywające się słowa.

Jakie słowa?
Nie pamiętam, może Gary będzie wiedział. Długo już nie tego nie robił. Te słowa mówiły chyba coś jak „Cieszymy się, że mieszkacie tutaj, zamiast tamtego okropnego człowieka”. Zostawił tu dużo zlewek i probówek. Chodźmy do Gary’ego.

Hej Gary, co mówił kran?
Gary:
Zaraz, jaki… co?
Helene: Nawiedzony zlew.
Gary: Ach, mówił „Africa”. „Affffrica”. Powiedział tak ze dwa czy trzy razy.
Helene: Chciał chyba w ten sposób powiedzieć, że jest szczęśliwy, że jesteśmy tutaj zamiast Morta. O, właśnie, ten człowiek nazywał się Mort.

Jonathan Flanders to asystent fotografa, pisał o Kings Highway Cinema (sprawdźcie tutaj). Razem z pięcioma innymi Anglikami przyjechali do rozrastającej się części Bushwick, żeby mieszkać razem, w zbyt drogim mieszkaniu z dwoma pokojami.

VICE: Było tu sześć osób a jest już tylko pięć.

Jonathan: Są dwie w tamtym pokoju i nasza trójka tu.

Bywa tłoczno?
No, jest okropnie. Szczególnie kiedy jest nas czwórka w tym pokoju. Muszę wyszykować się do pracy o ósmej rano i gówno mogę zrobić. Jestem tu z dwoma gejami, co też jest słabe.

Przebywanie w tym pokoju kojarzy mi się z ukrywaniem się przed nazistami.
Strych Anne Frank był większy niż to, ale te schody są jak drabiny.

Czy ludzie przypieprzają się do ciebie za koszulkę Blackstreet?
No, ktoś mnie za nią zjechał na ulicy. Jakiś koleś przeszedł koło mnie i powiedział „Kurwa, czy to jakiś żart? Zdejmij to gówno!”.

Jesteście jedynymi białymi mieszkającymi na tej czarnej ulicy?
No.

Fantastycznie! Założyłeś to bo wiedziałeś, że przyjeżdżam?
Nie.

W nieużywanym kanale na Brooklynie jest kilku facetów bez koszulek, biegających po starym promie, który razem kupili. Urządzają na nim imprezy, pracują nad oczyszczaniem wód kanału i chcą zrobić ze swojej łódki najlepszą łódkę na świecie. Rozmawiałem z Jonathanem, mózgiem operacji i właścicielem Imprezowej Łódki.

Opowiedz jak zdobyliście tę łódkę.
Jonathan:
Moi znajomi, ci którzy znają mnie od jakiegoś czasu, widzą jak potoczyło się moje życie i mówią „Tak, to ma sens”. Kiedy razem z bratem byliśmy nastolatkami, odłożyliśmy kilka tysi pracując jako pomoc kelnerska w restauracji naszych rodziców, i w wieku 11 i 13 lat kupiliśmy 7,5-metrową żaglówkę. Rodzice chwalili nas za niezależność i pozwalali wybierać się na trzy czy czterodniowe rejsy po wybrzeżu Kalifornii, na niezamieszkane wyspy. Wszystko w życiu postrzegałem jako osiągalne, wystarczyło tylko odpowiednio ruszyć dupskiem.

Pracowałem przez cztery lata w firmie zajmującej się nieruchomościami, po czym razem z bratem postanowiliśmy poszukać stałego miejsca do zamieszkania w NYC. W wakacje oglądałem łódki mieszkalne i wtedy zdałem sobie sprawę, że możemy mieszkać na takiej łódce w Nowym Jorku. Zabawne z nimi jest to, że te duże wcale nie są wiele droższe. Na przykład takie promy pasażerskie, które wyszły już z użycia. Jedynymi ludźmi, którzy mogą je kupić są ludzie jak ja, a nie ma ich zbyt wielu. Nie było tak drogo. Można było porównać kupowanie ponad 40-metrowej, przeznaczonej dla 650 pasażerów łodzi z kupowaniem jedno- albo dwupokojowego mieszkania na Manhattanie.

Jak znalazłeś współlokatorów/członków załogi?
Uciekłem z nieruchomości i zostałem z tą łódką, nie wiedząc za bardzo co z nią zrobić.
Musimy na chwilę przerwać.

Jonathan rozmawia z jakimiś ludźmi i wracamy do wywiadu w jego pokoju, wyłożonym pianką izolacyjną i wyglądającym jak jaskinia Wampa na planecie Hoth.

Więc przeprowadziłeś swoich przyjaciół na tę łódkę.
Z dwoma z tych gości dorastałem, w kulcie w Południowej Kalifornii i Montanie.

Jakim kulcie?
Nazwijmy go kościołem.

Scjentologii?
Nie. To temat na zupełnie inną rozmowę.

Jonathan rozproszył się obecnością innych ludzi, więc rozmawiam z Benem, jednym z członków załogi statku, w jego ciemnym i brudnym pokoju.

Jak długo mieszkasz na Imprezowej Łódce?
Ben:
Rok i dziewięć miesięcy.

A jak poznałeś Jonathana?
W więzieniu. Byłem tam za jakieś mandaty drogowe. On też siedział za jakieś pomniejsze wykroczenia. Spędziłem tam tylko 18 godzin.

Czy ta łódka może w ogóle gdzieś popłynąć?
Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, na zimę popłyniemy do Miami i wrócimy tu w marcu. Postrzegamy ją jako platformę do naszych aktywności. Jestem artystą. Mamy tu zespół. Międzynarodowe prawa odzysku mówią, że wszystko co znajdziesz w morzu jest twoje. Jeśli ktoś bogaty przeczyta ten artykuł i zdecyduje się włożyć w tę łódkę trochę pieniędzy też moglibyśmy zrobić coś fajnego.

Ile osób mieszka na tej łódce?
Cóż, jest mój pokój, który jest trochę bardziej składzikiem. Jonathan ma sypialnię. Bruce śpi w sterowni. Jason robi sobie pokój z tyłu, gdzie kiedyś było moje studio.

Macie tu prysznic?
No, jest w pokoju Jonathana.

Jest coś, czego nie lubisz w życiu na łódce?
Nie podobała mi się zima. Było lodowato. Nie lubię jak jest okropny syf. Ale koniec końców, mieszkanie na łódce jest niesamowite. Dzięki niej poznałem mnóstwo wspaniałych ludzi. Jakbym znowu był w szkole. Ostatnio nauczyłem się jak przyspawać metalową płytę do dna łodzi, bo mieliśmy w niej dziurę. Zatkałem ją, wbiłem kołki w dno, wepchałem tam małe kawałki bawełny, wyciąłem płytę o odpowiednim rozmiarze i ją przyspawałem. Gotowe.

Ta łódka jest jak Fight Club. No i wszyscy łazicie tu bez koszulek, co jeszcze wzmaga efekt.
Jest tu bardzo pierwotnie. Znajomi wpadają tu na piwo i pytają nas czy kiedykolwiek zakładamy koszulki. Jesteśmy cali spoceni i brudni, od podłączania kabli i innych spraw. Mieszkałem na Williamsburgu i nie miałem miejsca do malowania. Teraz mam 185-metrowe mieszkanie i widok na panoramę Nowego Jorku gdy maluję.

Thank for your puchase!
You have successfully purchased.