Nazywa się prawie tak samo, jak świeżo upieczona żona księcia Williama. Pochodzi z Londynu i od dawna, nawet jeszcze na nielegalu, wkręcała się tamtejsze środowisko klubowe. Na pewno pomagały jej w tym biust trójka, śliczna buzia i niewątpliwy, mimo dwóch poprzednich czynników, talent. Ta dziewczyna naprawdę wie, jak robić muzykę. Szanowni państwo, Katy B.
Vice: Cześć Katy, gdzie teraz jesteś? Jaka pogoda na zewnątrz?
Videos by VICE
Katy B: Jestem w siedzibie wytwórni, na Brick Lane. Nie wiem, jaka jest pogoda, siedzę w pokoju bez okien!
O nie, zamknęli cię! No, to jedziemy z wywiadem. Prasa nazywa cię „księżniczką dubstepu i uk funku”. Piszą też, że to całkiem zdominowany przez mężczyzn gatunek. Czujesz się tam jak Smerfetka albo księżniczka?
Moja muzyka zawiera w sobie wszystkie gatunki z tak zwanego brytyjskiego podziemia. Nie bardzo czaję, skąd się wzięło to przypisanie do dubstepu albo nazywanie mnie księżniczką.
Jesteś jeszcze strasznie młoda. Jak sobie radzisz ze sławą?
Nie wiem, czuję się całkiem zwyczajną osobą. Nadal obijam się z tymi samymi ludźmi co wtedy, gdy miałam 17 lat. Nie robię niczego inaczej. No, może dostaję więcej rzeczy za darmo. Dzisiaj na przykład dostałam strasznie fajną bieliznę od Stelli McCartney.
Masz licencjat z muzyki popularnej. Po co właściwie go zrobiłaś? Bardzo wielu artystów radzi sobie bez tego.
Marzyłam o takich studiach od szóstej klasy podstawówki. Poszłam tam, bo wiedziałam, że to jedyny sposób, by dowiedzieć się wszystkiego o muzyce. Sama nie nauczyłabym się tak wielu rzeczy, których dowiedziałam się podczas studiów. Dyplom robiłam równocześnie z nagrywaniem albumu, więc było naprawdę ciężko. Kończyłam pracę w studiu, potem biegłam do domu, otwierałam książkę i uczyłam się do sprawdzianu.
Ostatnio mogliśmy usłyszeć cię na albumach Magnetic Mana czy The Count & Siden. A jaki jest twój własny, świeżo wydany debiutancki album?
To, co na nim jest, to właściwie te same klimaty. Są kawałki zrobione przez Geeneusa, który wyprodukował Lights On, Magnetic Man dorzucili trochę swojej elektroniki. Brzmi tak, jak chciałabym, żeby brzmiała klubowa muzyka teraz. Cały album opowiada o tym, jak to jest być młodą kobietą w Londynie.
Jesteś mocno związana z brytyjskim podziemiem muzyki klubowej. Nie krytykują cię za wyjście z niego, za to, że próbujesz się wkręcić w mainstream, zaczynasz być pop?
To nie jest moim celem. Nagrywanie Katy on a Mission i całego albumu trwało prawie trzy lata. Niektóre kawałki są właśnie tak stare. Nie planowałam wbić się na listy przebojów, sprzedać tylu a tylu egzemplarzy. Samo tak wyszło. Nie zmieniałam w sobie nic, żeby być bardziej popowa.
Jak zaczęłaś śpiewać?
Tak na poważnie zaczęłam się tym zajmować, mając jakieś 16 lat. Ale zawsze lubiłam śpiewać i występować, najpierw w weekendy, potem coraz częściej. To było coś, w czym byłam dobra i postanowiłam spróbować szczęścia.
Miałaś jakieś idolki?
Kiedy byłam młodsza, moją idolką była Alicia Keys. Uważałam, że jest naprawdę ekstra. Oglądałam jej występy, grę na pianinie. Ja też grałam, więc śledziłam wszystkie sekwencje akordów i sposób, w jaki komponuje swoje utwory.
Teraz masz 21 lat, a zaczęłaś występować grubo przed 18. Jak sprawiałaś, że wpuszczali cię do klubów?
Zazwyczaj wchodziłam razem z DJem, jak gdyby nigdy nic przechodziłam obok bramkarzy z wielką torbą pełną płyt. A czasami moje imię było na ulotce, więc mnie wpuszczali. Znajomi to uwielbiali, bo wszędzie mieliśmy wjazd za darmo i nikt nie patrzył, ile mamy lat.
Kiedyś występowałaś jako Baby Katy, skąd to się wzięło?
Cóż, w mojej wytwórni stwierdzili, że Katie Brian nie jest najbardziej medialnym imieniem i nadali mi taki pseudonim. Sama go nie wybierałam. Ale parę lat później stwierdziłam, że nie mogę być już Małą Katie, muszę go zmienić.
Pewien widz skomentował Twój teledysk na YouTubie czymś w rodzaju: „Nie musi ubierać się jak dziwa, żeby być tak atrakcyjna”…
Uff, to całkiem uczciwy komentarz! Nie jestem fanką mody, wolę, żeby ludzie słuchali mojej muzyki, niż oglądali mój tyłek. Jakbym włożyła kuse szorty, to pewnie i tak nie wyglądałoby to ładnie.
Niedługo wystąpisz w Polsce na festiwalu Burn Selector. Jak sobie wyobrażasz koncert w naszym dzikim kraju?
Jedna osoba z mojej wytwórni mówiła, że Polacy najczęściej odwiedzają mój YouTubie. Podnoszą mi statystyki, więc nie mogę się doczekać.
Powiedz, jak wyglądają Twoje występy? Wyobrażam sobie, że jesteś sama na scenie i śpiewasz do bitów lecących z Maca…
Nie, tak na pewno nie jest [śmiech]. Nie jestem pewna, jak będzie to wyglądało na tym konkretnym festiwalu, ale zazwyczaj występuję z zespołem. W tej chwili jest nas w nim sześcioro. Będzie żywa perkusja i na pewno dużo, dużo basu.
Rozmawiała: Helena Marzec
More
From VICE
-

(Photo by Cole Burston/Getty Images) -

Screenshot: Gamescom, Square Enix, CD Projekt Red -

Screenshot: Epic Games, Atlus -

Photo: Liliia Bila / Getty Images