Kilka tygodni temu postanowiłem przejść na dietę wegetariańską. Pierwszy krok w tym kierunku uczyniłem jednak wcześniej, kiedy zainteresowało mnie, skąd bierze się spożywane przez nas mięso i w jakich warunkach hodowane są zwierzęta, z których pochodzi. Przestałem więc kupować tanie mięso w supermarkecie, zastępując je produktami, co do których miałem pewność, że przy ich wytwarzaniu nie zadawano zwierzętom niepotrzebnych cierpień. Owszem, płaciłem za nie jak za zboże, ale jednocześnie pozbyłem się wyrzutów sumienia wobec braci mniejszych. Z mojego jadłospisu zniknął tani bekon, parówki, kebab i różne inne paskudztwa. Nie bez znaczenia jest fakt, że nawet dostawcy mięsa nie są w stanie udzielić dokładnych informacji na temat jego pochodzenia Można więc spokojnie założyć, że w dużym stopniu składa się ono z kopyt, wnętrzności, chrząstek i kości, co mi osobiście nie odpowiadało. Tak więc, zamiast napychać się tym wszystkim, wolałem zjeść raz na jakiś czas pierś kaczki lub stek ze sprawdzonego źródła, ewentualnie mielone mięso od zaufanego rzeźnika.
Z biegiem czasu jednak, zacząłem nabierać wątpliwości co do jedzenia mięsa w ogóle. Nasiliły się one, gdy w kiełbasie kupionej od wiarygodnego sprzedawcy, natrafiłem na kawałek kości. Znalezisko to wywołało u mnie skrajne obrzydzenie i zostało natychmiast wyplute do zlewu. Okazało się, że nawet zaufanym rzeźnikom ufać nie można. Poza tym doszedłem do wniosku, że skoro sama myśl o jedzeniu wnętrzności, chrząstek i kości napawa mnie obrzydzeniem, to czy nie powinienem reagować tak samo na mięso, wątrobę, skórę, tłuszcz i cynaderki, będące przecież kiedyś w równym stopniu częścią żywego stworzenia?
Videos by VICE
Zacząłem się zastanawiać, czemu w ogóle jem mięso, i uświadomiłem sobie, że jest to kwestia wychowania. Między ekspertami nie ma zgody, co do tego, czy człowiek jest czy nie jest, naturalnym mięsożercą; podobnie ma się sprawa z rzekomą koniecznością spożywania mięsa ze względów zdrowotnych. Niektórzy twierdzą, że wyeliminowanie go z diety może wywołać depresję, co mnie akurat nie przeraża: zawsze byłem ponurakiem, więc ewentualnej zmiany nikt by nawet nie zauważył. Istnieje mnóstwo argumentów zarówno za, jak i przeciw jedzeniu mięsa, ale jedyny rozsądny wniosek jest taki, że najzdrowsza dla człowieka jest zrównoważona dieta, składająca się tak z produktów pochodzenia zwierzęcego jak roślinnego.
Podczas moich poszukiwań odwiedziłem szereg stron internetowych, mając nadzieję, że uzyskane tam informacje pomogą mi zająć ostateczne stanowisko w kwestii (nie)jedzenia mięsa. Z rozpędu wszedłem m.in. na stronę Organizacji na Rzecz Etycznego Traktowania Zwierząt (PETA), co okazało się być błędem. Już na wstępie zaatakował mnie szpanerski, a jednoczenie protekcjonalny filmik MTV, który okazał się być stekiem bzdur. Ostrzegał między innymi, że jedzenie mięsa może powodować bezpłodność, choć tak się składa, że akurat na tę przypadłość bardziej narażeni są wegetarianie. Jego agresywny przekaz oraz jawnie propagandowy wydźwięk sprawił, że zapałałem szczerą nienawiścią do wojujących świętoszków spod znaku PETA. Później zresztą odkryłem, że organizacja ta sponsoruje terrorystów walczących o prawa zwierząt, a 98 procent tych „oswabadzanych” zostaje uśpionych. Zamiast udzielić mi potrzebnych informacji, PETA okazała się być pełna sprzeczności i niegodna zaufania. Jeśli jej szefom naprawdę zależy na propagowaniu weganizmu, powinni gruntownie przemyśleć swoją obecną strategię.
Tak czy siak, kilka tygodni temu przestałem jeść mięso i muszę przyznać, że nie jest mi z tym łatwo. Dziś na przykład musiałem odmówić sobie smakowicie wyglądającej sałatki z tuńczyka i fasoli, którą moja dziewczyna zrobiła na kolację. W ogóle z rybami mam spory problem. Z jednej strony za naszą sprawą zaczyna ich brakować w oceanach, ale z drugiej moim ulubionym daniem pozostaje niezmiennie żabnica z restauracji Wee Hurry w Troon, i gdyby podano mi ją dzisiaj, mógłbym się złamać. Do tego zauważyłem, że brak mięsa w mojej diecie zacząłem sobie rekompensować jedząc różne śmieci, np. chipsy, krakersy, dania instant i batony, podczas gdy reszta domowników wsuwa parówki, łososia i inne smakowite rzeczy.
Jestem więc w kropce. Nie ukrywam, że tęsknię za bekonem, mielonym mięsem, kurczakiem i kaczką, i że tak naprawdę jedynym moralnym hamulcem pozostaje niezgoda na zabijanie innych istot dla mojej przyjemności. Szczerze mówiąc, czuję, że już niedługo go zwolnię.
Tekst: Aidan Moffat
Tłumaczenie: Filip Bednarczyk
More
From VICE
-

(Photo by Paul Morigi/Getty Images) -

(Photo by Isaiah Trickey/WireImage) -

(Photo by Frederick M. Brown/Getty Images) -

Screenshot: Nintendo