Nie zadaję się z hinduskimi bogami. Od Kryszny oczekuję tylko darmowego żarcia na Woodstocku. Kochanym rodzicom dziękuję za chrześcijańkich bogów, Jezus przynajmniej nie sprezentuje mi ogona, co najwyżej każe jeść rybę. Zdania, co do ludzkich kuriozów występujących w Indiach są podzielone – większość świata widzi w nich medyczny horror, bogobojni Hindusi natomiast w ludziach-ośmiornicach i dzieciach z ogonem dopatrują się inkarnacji swoich bogów.
Jeśli szukasz diety cud, ustaw sobie filmik o człowieku-drzewie jako stronę startową. Naprawdę działa – wywołuje kompulsywną bulimię i budzi krytyczną refleksję odnośnie powiększania populacji. W całym genetycznym syfie, który indyjscy pariasi wyhodowali poprzez praktyki kazirodcze, kiepskie stosunki z matką-higieną i żebraczy styl życia, człowiek-drzewo jest mistrzem w swojej kategorii, ostateczną perwersją matki natury. Jest to postać nie tyle tragiczna, co odrażająca. Jego ciało pokrywają monstrualne brodawki, rosnące jedna na drugiej, i przypominające wielkie plastry drewnianego kebaba. “Z takimi rekami to nawet se konia niezwali“, powiadają uczeni użytkownicy Internetu. No nie zwali, nie zwali. Człowiek-drzewo naprawdę nazywa się Dede, a przyczyną jego dolegliwości jest wirus brodawczaka ludzkiego (HPV 2) połączony z wadą genetyczną, radykalnie zmniejszającą odporność. Co ciekawe nosicielami HPV jest większość ludzi, u których jednak jego obecność objawia się dwiema lub trzema losowo rozmieszczonymi brodawkami z wyrastającym na sztorc włosem. Człowiek-drzewo jest drastycznym wyjątkiem.
Videos by VICE
Czasy sprzed diagnozy lekarzy były dla Dede okresem beznadziei, kiedy to z przyczyn ekonomicznych zmuszony bywał nieraz do pokazywania się jako płatna atrakcja jarmarków i falowania swoim kebabem na wietrze. Dopiero niezdrowe zainteresowanie świata i mediów otworzyło mu drogę do eksperymentalnych form leczenia. Stał się gwiazdą youtube’a i innych portali z hasłem przewodnim “Dziwny jest ten świat, a ludzie to debile”. Gdyby mieszkał w Stanach pewnie miałby już swoje reality show, a w sklepach z przebraniami można by było kupić strój człowieka-drzewo i paradować w nim na Halloween. Zamiast tego, przypadkiem Dede zainteresował się pewien amerykański dermatolog, który zdiagnozował przyczynę choroby i zoperował brodawki. Nadzieja jednak szybko umarła, gdy pełen optymizmu Hindus odkrył, że brodawki zaczynają odrastać. Żadna kobieta nie chciała zostać żoną mężczyzny, którego twarz wygląda jak spód obklejonej zużytą gumą do żucia szkolnej ławki, a ręce i nogi jak fabryka chałwy. W Indiach żyje jeszcze jeden człowiek-drzewo imieniem Zainal, który latami ukrywał się przed światem w lesie, twierdząc, że jego choroba to pokuta za grzechy. Dopiero gdy zobaczył Dede w telewizji odważył się ujawnić. Wzruszające spotkanie obu ludzi-drzew można obejrzeć na youtubie, ja jednak wolałam przetrawić obiad. Obaj panowie czekają teraz na eksplozje inwencji specjalistów, które pozwoliłyby im pozbyć się brodawek i żyć względnie normalnie. Operacyjne usuwanie narośli okazało się nieskuteczne.
Przypadek ludzi-drzew jest o tyle niełatwy, że ich drastycznej cielesności nie da się utożsamić z żadnym z bóstw hinduskiego panteonu, w związku z czym jako dziwolągi zdani są na łaskę społeczeństwa. Ludzie-ośmiornice czy małe ogoniaste Hindusiątka mają zdecydowanie łatwiej. Hinduscy dewoci gotowi są przemierzyć setki kilometrów, żeby złożyć im w ofierze batonik albo kurę i dotknąć w zamian magicznego ogona. Kiedy w 2005 roku w ubogiej dzielnicy wioski Araria, urodziła się dziewczynka z czterema dodatkowymi kończynami, mieszkańcy otoczyli ją kultem, uznając za inkarnację Lakshmi – bogini dobrobytu, płodności i domowego ogniska. Dziewczynka – Lakshmi Tatma – nazwana imieniem bogini, szybko stała się sławna na całe Indie i przy okazji na cały Internet. Objazdowy cyrk próbował odkupić Lakshmię od rodziców, którzy stanowczo odmówili, pragnąc dla swojego dziecka normalnego życia na dwóch nogach. Z medycznego punktu widzenia Lakshmia w łonie matki zaabsorbowała bezgłową siostrę bliźniaczkę, a ukrwione i unerwione dodatkowe kończyny były wyzwaniem dla lekarzy. Dziewczynka, ku żałości wyznawców prawdziwej Lakshmi, została zoperowana i porusza się już na własnych nogach, a media co jakiś czas odwiedzają jej rodzinę i dokumentują postępy adaptacyjne. Na pamiątkę zostały jej liczne blizny i imię po boginii.
Ludzie z ogonem, przychodzący na świat w rodzinach wyznających hinduizm, zdecydowanie częściej niż trwogę budzą entuzjazm i radość z cudu. Niejaki Chandre Oram, na co dzień pracownik fabryki herbaty, dzięki swojemu 33 centymetrowemu ogonowi jest w Indiach prawdziwą gwiazdą. Ma to swoje dobre i złe strony. Najgorszą jest to, że ogon wypycha mu spodnie i odstrasza od niego kobiety, ale poza tym nasz bohater nieźle sobie radzi. Jego podwórko regularnie zasiedlają rzesze wiernych, którzy przybywają złożyć cześć Hanumanowi, słudze Ramy, który w ten sposób objawił swoją obecność w Oramie. Ogon u człowieka powszechnie uważany jest w Indiach za cud. Reprezentowanie Hanumana to dobry biznes, Oram prowadzi też podwórkowy PR twierdząc, że ogon rzeczywiście niejednokrotnie uzdrawiał ludzi i przynosił im ulgę w różnych dolegliwościach. Wraz z rodziną zdecydował, że nie podda się operacji usunięcia ogona, będącego tak naprawdę skutkiem rozszczepienia kręgosłupa w odcinku lędźwiowym, nawet pomimo faktu, że przez niego nie może znaleźć sobie żony. Hanuman, bóg o twarzy małpy, manifestuje się w nim również na wiele innych sposobów – Oram lubi skakać, wspinać się na drzewa i jeść banany. Utożsamianie się z bogiem nadaje sens jego życiu. W 2001 roku w indyjskiej wiosce urodził się kolejny ogoniasty Hindus. Chłopiec nazwany został Balaji, jednym z imion małpiego boga, a jego ogon to po prostu kawałek luźno wiszącej skóry. Lekarze sugerują operację, jednak medyczne argumenty nie trafiają do rodziny, która ze stoickim spokojem znosi wizyty wiernych, pragnących oddać cześć słudze Ramy i z jeszcze większym spokojem zagarnia składane mu dary.
Potężna większość hinduskich dziwadeł nie przeżywa dłużej niż kilka dni. Małe cyklopy z mózgiem stopionym w jedną półkulę, dwugłowe potworki czy dzieci z sercem na zewnątrz klatki piersiowej zmieniły zapewne życie niejednej pielęgniarki z indonezyjskiej porodówki. Osobiście po napisaniu tego tekstu mam ochotę przyglądać się już tylko genetycznym wadom ziemniaka.
Tekst: Agata Kalinowska
Żródła zdjęć:
http://www.hanter.pl/articles/468-tak-wyglada-teraz-czlowiek-drzewo
http://indiaa.blog.onet.pl/Lakshmi-Tatma-Notka-noworoczna,2,ID397119372,n
http://www.zimbio.com/Lakshmi+Tatma/articles/i3joi4f9Eg0/8+Limbed+Boy+Needs+Surgery+Remove+Parasitic



